Weingut Jurtschitsch – rewolucyjna Austria nie istnieje?

Udostępnij ten post

W blogosferze pojawiło się ostatnio kilka artykułów, w których autorzy wysnuwają swoje spostrzeżenia, że austriaccy winiarze są mało innowacyjni, za bardzo klasyczni, nastawieni na wina przygotowane od linijki, perfekcyjne do bólu. Postanowiliśmy i my zabrać w tej sprawie głos, nieco odmienny od kolegów po fachu. Mamy to szczęście, wynikające głównie z naszych preferencji, że systematycznie od kilku lat udaje nam się odwiedzać winiarzy nad Dunajem, dzięki czemu obserwujemy ich rewolucyjne podejście, poznajemy przedstawicieli młodego pokolenia, a próbowane tam wina potwierdzają nam ich często awangardowy charakter. Absolutnie nie będziemy przekonywać Was samą teorią do takiego stanu rzeczy, dlatego postanowiliśmy powołać się na sylwetkę jednego z producentów, którego śmiało można ustawić na forpoczcie winnej rewolucji.

Alwin w czapce z lewej strony

Spacerując po zboczu Käferbergu wraz z grupą winiarskich dziennikarzy i winiarzy ze stowarzyszenia Traditionsweingüter Österreich (ÖTW), pytałem się tych ostatnich czy drugi tak ciepły z rzędu rocznik i postępujące ocieplenie klimatu nie budzą ich obaw. Willi Bründlmayer stwierdził, że rzeczywiście nie jest to normalne, ale właśnie dlatego w jego portfolio coraz większe znaczenie odgrywają czerwone wina, a ostatnio posadził nawet kilka rzędów Syrah – Syrah w Kamptal?! Zagadywany Fred Loimer stwierdził, że winiarze szukają coraz chłodniejszych siedlisk, ale na szczęście jego biodynamiczne podejście pozwala mu zachować optymalną dojrzałość winogron. Jednak najbardziej podobała mi się odpowiedź Alwina Jurtschitscha, który z uśmiechem na ustach stwierdził, że oczywiście jest trudniej, trzeba włożyć więcej wysiłku w pracę na winnicy, aby ochronić winogrona przed zbyt wysokimi temperaturami, ale on lubi wyzwania i bez nich praca winiarza byłaby po prostu nudna.

To pełne optymizmu podejście jest zresztą charakterystyczne dla Alwina, którego poznaliśmy jakiś czas temu i stale spotykamy go na wielu winiarskich imprezach. Rzadko uśmiech schodzi z jego twarzy, pozytywnie inspirująca z niego postać. Rozmawiając z nim trudno zresztą rozeznać się, że dyskutujesz z przedstawicielem rodziny, której winiarska przeszłość sięga XVI wieku. Wydaje się być raczej jakimś „rookie”, który szturmem chce się dostać do ekstraligi miejscowego winiarstwa. Tymczasem swoim rytmem wspólnie z żoną Stefanie prowadzą jedną z najbardziej innowacyjnych winiarni w Kamptal. Poczynając choćby od win musujących, gdzie obok tych produkowanych metodą klasyczną, znajdziemy całą gamę Pet-Natów.

Z win „szampańskich” najbardziej smakuje nam Jurtschitsch Grosse Reserve Brut Nature 2014. Ten czysty Grüner Velrliner dojrzewa na osadzie przez ponad 4 lata, jest pięknie kremowy, z wyraźnym drożdżowym akcentem, ale i mocną nutą jabłkową. Bardzo dobre+ (91/100).

Wspomniane zaś Pet-Naty to ciekawa historia, która jest wspólnym projektem Weingut Jurtschitsch i Weingut Arndorfer butelkowanych pod marką Weingut Fuchs und Hase. Powstaje ich kilka różnych wersji, różnią się między sobą użytymi odmianami i długością macerowania wytłoczonego soku na skórkach. Przypomnijmy tylko, że ten sposób produkcji win musujących polega na przeprowadzeniu wtórnej fermentacji w butelkach (podobnie jak przy metodzie klasycznej), ale pozostały po rozpadzie drożdży osad nie jest z nich usuwany.

Fuchs und Hase Pet-Nat Vol. 1 2016 to mieszanka Müller Thurgau, Grüner Veltliner i Sauvignon Blanc. Ta wersja jest świeżutka, urocza, delikatnie ziołowa. Sporo w nim orzeźwienia, a w finiszu pojawia się atrakcyjny, słony posmak. Bardzo dobre- (89/100).

W Fuchs und Hase Pet-Nat Vol. 2 2016 znajdziemy 80% Grüner Veltliner uzupełniony o Muskatellera. W tym przypadku wino było już macerowane na skórkach przez tydzień. Mamy tu świetne kwiatowe nuty  uzupełnione o sok z jabłek i cytryn. Na podniebieniu więcej siana, ponownie ziół i ładne taniny. Wspaniale świeże i orzeźwiające. Bardzo dobre+ (91/100).

Idziemy dalej i Fuchs und Hase Pet-Nat Vol. 3 2016 to moszcz odmiany Welschriesling (Riesling włoski), do którego na 12 dni dodano skórki z Rieslinga reńskiego. Tu mamy już zupełnie inną ekspresję, wino jest pełne mirabelek i pigwy. Również w ustach struktura jest pełniejsza, a taniny delikatnie gryzące, intensywne. Świetne wino kulinarne, coś wspaniałego. Znakomite (93/100).

W przypadku Fuchs und Hase Pet-Nat Vol. 4 2016 maceracja trwa również 12 dni, ale tym razem do kadzi trafiły całe kiście winogron odmian Müller Thurgau i Grüner Veltlinera. Tu idziemy jeszcze dalej w las dzikości i nieposkromienia. Wino smakuje bowiem jak sos sojowy, do którego dodano jabłkowo-ziołową wkładkę. Mega dziwne, ale przy tym niesamowicie ciekawe. Spróbowalibyśmy go do śledzi w oleju lnianym. Znakomite- (92/100).

Ostatnia pozycja z serii, czyli Fuchs und Hase Pet-Nat Vol. 5 2016 to ponownie 12 dni maceracji owoców Welschriesling i Grüner Veltlinera. Tym razem efekt jest bardziej świeży, idący w stronę owoców, jabłek i gruszek, ale też ich lekko poobijanych skórek. Radosne i niczym nieskrępowane wino. Bardzo dobre+ (91/100).

Natomiast Fuchs und Hase Pet-Nat Rose 2016, czyli mieszanka Zweigelta i Caberneta Sauvignon to znów akcenty wiśniowe i porzeczkowe, ale dzięki niesamowitej soczystości i kwasowości, całość jest fenomenalnie pijana. Bardzo dobre (90/100).  

Oczywiście klasyczne pozycje od Alwina i Stefanie są również świetnie wykonane. Rieslingi i Veltlinery z kategorii Erste Lagen (1ÖTW) to czołówka regionu.

Taki Jurtschitsch Riesling Heiligenstein 1ÖTW 2016 to wino z potężną kwasowością i tonami mineralności zaklętej w butelce. Ekstremalnie młode, na razie owoc czai się daleko w cieniu, ale dajcie mu kilka lat, aby te na razie skromne akcenty jabłek i moreli pokazały swoje przepiękne oblicze. Znakomite- (92/100).

Podczas VieVinum, gdy każdy z winiarzy z ÖTW prezentował kilka starszych etykiet swojego ulubionego wina, Jurtschitschowie postanowili pokazać swoje Grüner Veltlinery z siedliska Lamm. Przypomnijmy tylko, że Lamm to dolna partia wzgórza Heiligenstein, gdzie nagromadzenie osadów lessowych sprawia, że jest to idealne siedlisko dla Veltlinera, który lubi taką cięższą glebę.

Pierwsze z win, a więc Jurtschitsch Grüner Veltliner Lamm 1ÖTW 2016 było jeszcze bardzo zamknięte. Ta etykieta dojrzewa przez kilka miesięcy w dużych 1000-litrowych beczkach i na razie waniliowo-orzechowy posmak znajdziemy na pierwszym miejscu. Jednak na podniebieniu z łatwością doszukać się można silnej, napiętej struktury, która pozwala z optymizmem graniczącym z pewnością wróżyć tej butelce świetlaną przyszłość. Bardzo dobre+ (91/100).

Już w o rok starszym winie, z 2015 roku owocowości mamy znacznie więcej. Obok nut jabłkowych pojawia się przyjemny, dymny posmak i mocna kwasowość. Struktura nie jest zbyt ciężka, co charakterystyczne dl tego siedliska, mamy tu niebywale zrównoważone, eleganckie wino. Bardzo dobre+ (92/100).

W chłodniejszym, deszczowym 2014 roku, powstał Vetliner bardziej pionowy, szczuplejszy. Trochę mało tutaj nut owocowych, ale zamiast nich mamy sporo mineralności i czystego, chłodnego górskiego potoku. Bardzo dobre (90/100).

Za to rocznik 2013 zaczyna powoli ujawniać jaki potencjał drzemie w parceli. Pojawia się odrobina moreli i masła, którymi obudowane są soczyste akcenty słodkich jabłek, gruszek i żółtych śliwek. W ustach bardzo eleganckie, z przepiękną równowagą i kwaskowym finiszem. Świetne już teraz, a na pewno nie powiedziało ostatniego słowa. Znakomite- (93/100).

W podobnej, tylko jeszcze mocniej skoncentrowanej tonacji utrzymuje się obecnie 2010 rok. Tu też znajdziemy sporo żółtych owoców, ale i ładną świeżość i soczystość. Podobała się nam przy tym lekkość i nienachalna koncentracja, którą wyróżniało się to wino. Bardzo dobre+ (92/100).

Jakby tego było mało każdego roku producent wypuszcza limitowane ilości ciekawych, indywidualnych, nieszablonowych win. Powstają one w naprawdę aptecznych ilościach, ale jeśli gdzieś na nie natraficie warto ich spróbować. Dla tych wciąż nieprzekonanych co do innowacyjności austriackich winiarzy znajdziemy tu choćby – Veltlinera przez 2 tygodnie fermentowanego na skórkach w beczce, tę samą odmianę dojrzewającą w qvevri, czy macerowaną na skórkach przez 10 tygodni.

Bardzo nam smakował pierwszy ze wspomnianych, a więc Jurtschitsch Grüner Veltliner Belle Neturelle 2017. Mamy tu tak charakterystyczne dla odmiany akcenty ziół i jabłek, wzmocnionych przez delikatne mgnienie pigwy i sok z cytryny. W ustach świetnie zbudowane, z czyściutki owocem, ale też zamknięte tanicznym finiszem. Bardzo dobre+ (91/100).

Część owoców Grüner Vetlinera z Loisebergu jest fermentowanych zupełnie spontanicznie, bez kontroli temperatury, a następnie bez filtrowania i klarowania wino trafia do butelek. W efekcie Jurtscitsch Freier Loiser 2014 ma w sobie nuty typowe raczej dla czerwonych odmian – kwaskowych wiśni, malin, czy porzeczek. W ustach bardzo soczyste i wspaniale kwaskowe. Znakomite- (92/100).

Z bardzo stromych tarasów na Heiligenstein, parceli wystawionych na chłodny północy wiatr pochodzą owoce Rieslinga użyte do Jurtschitsch Quelle 2015. Po spontanicznej fermentacji, wino dojrzewa na osadzie w używanych beczkach przez kilka miesięcy, a do butelek trafia po jedynie minimalnej filtracji. Jest tak intensywnie kwaskowe, że ma się wrażenie, że zaraz odpadną nam zęby. Czyste, krystaliczne, praktycznie bez nut owocowych, ale niesamowicie mineralne. Bardzo dobre (90/100).

No cóż, chyba już rozumiecie, dlaczego nie możemy zgodzić się z twierdzeniem, że austriackie winiarstwo nie jest innowacyjne, czy wręcz rewolucyjne. Co więcej Weingut Jurtschitsch nie jest chwalebnym wyjątkiem, a raczej jednym z wielu producentów, którzy idą tą drogą. Oczywiście tu musimy się zatrzymać, że inną kwestią jest dostępność tych win na polskim rynku, ale to już temat na osobną historię i na pewno niedający podstaw do ogólnych opinii. Austriackie winiarstwo cieszy się naszym dużym zainteresowaniem, jeszcze nie raz będziemy się tłumaczyć na blogu, dlaczego tak cenimy i lubimy właśnie te wina.

Zobacz więcej naszych podróży