Wakacje 2018: Montalcino

Udostępnij ten post

Z Piranu udajemy się do Południowej Toskanii. Tym razem naszym celem jest Montalcino. Średniowieczne, śliczne, małe miasteczko, które samo w sobie warte  jest (wraz z obiadem) może 2-3 godzinnej wizyty. Jednak gdy przyjedziecie tutaj, jak my, w winno-kulinarnym celu to można spokojnie zostać 3-4 dni i jeszcze wybrać się na wycieczkę do Sieny. Nocleg znajdziecie w samym mieście (zaledwie kilka hoteli i apartamentów) lub też w okolicznych winnicach prowadzących gospodarstwa agroturystyczne. My postawiliśmy na Residenza Palazzo Saloni (Via S. Saloni 31). Przestronne 3 pokojowe mieszkanie (klasycznie ciemne z małymi oknami i starymi meblami) z  tarasem widokowym plus miejsce parkingowe (o które zwykle ciężko, choć może czasem dostać voucher na płatny parking w obrębie miasta). Jest miejsce na relaks, przygotowanie lokalnych dań i degustacje wina. A ciepłe wieczory szczególnie temu sprzyjają. Właściciele apartamentów mają też restaurację w tym samym budynku. Osteria d’Altri Tempi to klasyczna toskańska, prosta knajpa.Zjemy przede wszystkim „dziczą” klasyką, czyli duszone kawałki dzika w sosie, strozzapreti z ragout z dzika czy też carpaccio. Do tego w karcie pojawia się też oczywiście Fiorentina (nie wiemy czy klasyczna bo nie ma adnotacji czy jest na 100% z mięsa krów rasy Chianina), pieczeń wołowa, różne rodzaje ravioli (w szczególności z grzybami bo sezon) no i kaczka (z pomarańczami i jako sos do makaronu). Jest prosto i bardzo smacznie. Osteria dysponuje niezbyt długą, ale dobrą kartą win. Obsługa sugeruje wzięcie butelek od wspólników czyli czyli rodziny Padeletti – porządne Rosso di Montalcino za 15 EUR do stolika.

Takich miejsc w Montalcino jest jednak coraz mniej (spróbujcie też L’Angolo na Via Ricasoli 9), gdyż miasteczko się bardzo komercjalizuje. Coraz więcej drogich, wypasionych restauracji, blichtru, turystycznej konfekcji. Ostatnie 10 lat mocno odmieniło to miejsce. To wyraźny wpływ amerykańskich turystów. O ile w Chianti dużo jest też Niemców, Holendrów czy też Polaków to w Montalcino niewiele brakuje aby angielski był językiem urzędowym. Tradycyjnie zresztą rynek amerykański jest najważniejszy dla producentów Brunello. Jankesi pokochali to wino i pokochali Montalcino. Wszystko na sprzedaż. Jeśli chodzi o enoteki to zdecydowanie największy wybór jest w Bruno Dalmazio położonej na zakręcie przed wjazdem do miasta (Via Traversa dei Monti). Można spokojnie postawić auto i myszkować długie godziny pomiędzy półkami. Część butelek otwartych jest do degustacji. Ceny raczej na średnim poziomie. My lubimy też Enoteca Grotta del Brunello gdzie oprócz dobrej selekcji czerwieni (całkiem niezły wybór starszych roczników Brunello) jest duży wybór toskańskich bąbli no i jest bardzo miła obsługa. Najbardziej jednak lubimy robić zakupy w Enoteca Pierangioli. Mały rodzinny sklepik, dobre ceny, rzadkie etykiety i przesympatyczny stojący zawsze w drzwiach właściciel. Jeżeli chodzi o codzienne zakupy to mamy dwóch rzeźników, warzywniaki i dwie piekarnie. A jak czegoś jeszcze brakuje to z brzegu miasteczka jest mały supermarket Coop, który jest naprawdę świetnie zaopatrzony.  

Popróbowaliśmy kilka etykiet i możemy się podzielić wrażeniami. No więc jeśli zaczynamy od bąbli to spróbowaliśmy bardzo ciekawej butelki –  Le mie Bollicine Millesimato Vino Spumante Brut Rosso Toscana IGT 2015, Il Poggiolo. 100 % Sangiovese Grosso winifikowane na biało (ale apelacja Rosso Toscana). Fajne jasno złote z małymi bąbelkami. Nos mocny i bogaty. Nuty orzechowe, drożdżowe i bardzo dojrzałych słodkich jabłek. Usta o średniej kwasowości. Winne jabłka, dojrzałe gruszki. Lekko słodkawy finisz z nuta skórki od chleba. Naprawdę dobre i poważne. Jednak świeże i świetnie się pije. Dla nas kompletnie nowe doświadczenie! Czyli Sangiovese można na biało! Będzie też o tym w kolejnych odcinkach! 88/100 Cena: 15 EUR.

Popróbowaliśmy też trochę Rosso. Tym razem, dla odmiany trochę więcej uwagi poświeciliśmy tym bardziej nowoczesnym, beczkowym. I tu naszą uwagę zwróciły dwie etykiety. Pierwsza to Rosso di Montalciono DOC 2015, Querce Bettina – 12 miesięcy dojrzewania w 500 l. beczkach z francuskiego dębu. Nos pełen dojrzałych czereśni, macerowanych wiśni i drewna cedrowego. Usta o średniej kwasowości i dojrzałej taninie. Uwodzicielskie, wciągające. Dużo dojrzałych śliwek i czereśni plus cynamon. Bardzo długa końcówka. 90/100 Cena: 17 EUR.

Rosso di Montalcino DOC 2016, Azienda Agricola Verbena – tu mamy starzenie w barriques i w dużych beczkach przez 13/14 miesięcy. Nos dymny, ziołowo-grzybowy z lekką wiśnią z tyłu. W ustach średnia kwasowość i średnia, ale niezbyt agresywna tanina. Balsamiczne, cieliste, wiśniowe. Świetnie ukryty wysoki alkohol. Długi gęsty finisz. Bardzo dobre i w znakomitej cenie 13 EUR.  91/100

Dziś te półnowoczesne czy też unowocześnione stylowo Rosso nie męczą zabójczą beczką, nie są przeekstraktowane. Nawet są eleganckie. Można śmiało pić je już dziś z dużą przyjemnością i nie potrzebują wsparcia jedzenia. Naprawdę dobre.

No ale do jedzenia też coś warto sobie w Montalcino zrobić. Szukaliśmy borowików i już prawie znaleźliśmy, ale… zaspaliśmy. Miały być u rzeźnika rano, ale o 9tej zostały tylko muchomory cesarskie… więc… czemu nie? Nigdy nie jedliśmy, trzeba spróbować! Używa się ich głownie do sałatek lub makaronów, my jednak twardo pozostaliśmy przy pierwotnej borowikowej koncepcji i podaliśmy je z polentą! Na patelni na oliwie z oliwek z masłem podsmażyliśmy chwilkę białą cebulę, następnie dodaliśmy pokrojone w plasterki muchomory i liście szałwii. Doprawiliśmy solą i pieprzem i smażyliśmy aż grzyby będą miękkie. W tym czasie robimy polentę. Najłatwiej kupić ją w formie szybkiej, czyli kaszki kukurydzianej. Zagotowujemy bulion warzywny lub z kurczaka, wsypujemy ilość polenty zgodny z instrukcją na opakowaniu. Mieszamy, gotujemy kilka minut aż zgęstnieje i dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek oraz parmezan. Solimy, pieprzymy i mieszamy. Wykładamy płynną polentę na talerze (najlepiej od zupy) i dodajemy grzyby. Pierwsze wrażenie jest takie że muchomory są bardzo delikatne, nie mają typowo grzybowego smaku. Mają za to świetną teksturę i chłoną smaki z patelni (szałwia). Fajnie.

 

Chcieliśmy połączyć Polentę z grzybami z Rosso di Montalcino DOC 2016, Casanova di Neri, które zawsze było bardzo balsamiczne z głęboką wiśnią i lekką beczką – wydawało nam się że będzie pasowało. Niestety! 2016 jest jakiś inny. Strasznie owocowy z lekkim musem. Wymieniliśmy nawet butelkę gdyż myśleliśmy że nastąpiła jakaś refermentacja, jednak druga była identyczna. Taki bożoloski styl. Dziwne w tym roczniku. Generalnie dało się pić… do Polenty też;)  86/100 Cena: od kilku lat około 16 EUR. Jednak ceny win systematycznie rosną i wydaje się, że to jeszcze nie koniec. Do tego tematu wrócimy jednak w następnym odcinku.

Montalcino, pomimo wszystkich zmian trochę jednak wciąga tych co mają do niego sentyment. No i tych co degustują. My Rosso, gdyż Brunello sprzedawane w enotekach są zwykle z ostatnich roczników i nie są jeszcze gotowe. Jednak i tu zrobiliśmy wyjątek. Stay tuned!

W  

 

Zobacz więcej naszych podróży