Valdhuber – štajerska idylla

Udostępnij ten post

W końcu wracam do życia, bo ostatnie kilka tygodni niemal w całości poświęciłem na naukę do WSET3. Co prawda kurs obyłem wiosną, ale zaproszenie na Summę do Aloisa Lagedera nałożyło się z pierwotnym terminem egzaminu, więc zdecydowałem się na jego przełożenie. Na szczęście mam to już za sobą. Pewnie tematem na osobny wpis mogłaby być dyskusja czy i komu jest ten kurs potrzebny, czy warto go zrobić, czy w ogóle coś on daje. Nie wdając się w szczegóły, z mojego punktu widzenia było to dobre usystematyzowanie wiedzy, zwłaszcza w zakresie Nowego Świata, który jak zapewne zauważyliście, na naszym blogu traktowany jest trochę po macoszemu. Nie oszukujmy się, w zakresie ulubionych przez nas winiarskich krajów jak Niemcy, Austria, czy Włochy, zakres omawianych tematów był zawstydzająco podstawowy, ale odnosimy wrażenie, że na tym poziomie nie oczekuje się od kursantów dogłębnej wiedzy na temat wszystkich winiarskich regionów, a raczej swobodnego poruszania się po świecie wina i kojarzenia ze sobą faktów z zakresu klimatu, odmian, winifikacji i wzajemnych powiązań tych wszystkich elementów. Skoro jednak jestem już po, to mogę z czystym sumieniem wrócić do swojego matecznika…

Štajerska – słoweńska część Styrii

Ruszamy więc na pogranicze słoweńsko-austriackie, aby dokończyć opowieść o naszej wakacyjnej przygodzie. Jak może pamiętacie, zatrzymaliśmy się na Toskanii, gdzie obyliśmy spotkania z dwoma miejscowymi producentami – Riecine i Brancaia. Czas było jednak wracać do Polski. Po przejechaniu kilkuset kilometrów w końcu dojechaliśmy do Styrii i musimy Wam powiedzieć, że zakochaliśmy się w niej od pierwszego wejrzenia. To może być już nudne, bo wspominaliśmy o tym zapewne kilkanaście razy, a co więcej nagraliśmy na ten temat film, ale po prostu dalej nie możemy otrząsnąć się z zachwytu.

Po upadku monarchii Habsburgów Styria została podzielona pomiędzy Austrię, a ówczesną Jugosławię. Po rozpadzie tego ostatniego kraju, południowa część krainy stała się częścią Słowenii. Obecnie w dobie Unii Europejskiej i strefy Schengen ten podział stracił na znaczeniu, bo o przekroczeniu granicy informuje jedynie przydrożna tabliczka. Stąd też choć w planach mieliśmy odwiedziny winiarzy po austriackiej stronie, to z względów ekonomicznych znaleźliśmy nocleg u sąsiadów za miedzą, dosłownie jakieś dwa kilometry od austriackiej granicy i może z 4 kilometry od siedziby Weingut Tement, dokąd wybieraliśmy się następnego poranka. Przyznajemy, że rezerwując pokój zupełnie nie zauważyliśmy, że nasi gospodarze prowadzą również winnicę. Możecie wyobrazić sobie nasze uśmiechy, gdy do zaproponowanej nam kolacji (prostej, ale świetnej selekcji miejscowych wędlin i serów, podanej na tarasie z widokiem na winnicę – bajka!) dostaliśmy listę miejscowych win. Kilka kieliszków zdegustowaliśmy tego wieczoru, parę butelek zabraliśmy również do Warszawy, tak więc z czystym sumieniem możemy Wam zaprezentować pełny przegląd.

Valdhuber to niewielka, rodzinna winnica, która posiada 7 hektarów upraw w regionie Štajerska, bo tak na Słowenii zwana jest Styria. Rodzina zajęła się winiarstwem krótko przez wybuchem I wojny światowej, ale dopiero ostatnie lata to zbudowanie nowoczesnej winiarni i połączonej z nią agroturystyki. Styl produkowanych win jest bardzo spójny, są one oparte o czysty owoc, kwasowość i mineralność. Podobnie jak u sąsiadów, w Štajerskiej dominują białe odmiany winorośli, które lepiej sprawdzają się w tutejszym dosyć chłodnym i deszczowym klimacie.

Spróbowane wina:


Valdhuber Sauvignon 2017 (7, 32 eur przy zakupie bezpośrednio u winiarza)

Pachnie typowo dla szczepu, mamy więc tu akcenty trawy i siana połączone z jabłkiem i delikatnym mgnieniem melona. Całość soczysta, lekka i kwaskowa, z przyjemnie napiętą strukturą. Brakuje mu tego surowego, arystokratycznego rysu, jaki znajdziecie w winach od najlepszych producentów z Austrii, ale jako codzienna butelka idealna na letni, ciepły wieczór sprawdza się znakomicie. Dobre (87/100).


Valdhuber Riesling 2017 (7,32 eur)

Ten zawodnik jest bardziej skryty, zielony. Dalej mamy tu sporo świeżości i potężną dawkę kwasowości, ale w tle czai się pewna niedojrzałość i gorzkawy posmak. Trochę mniej udane od poprzednika. Średnie+ (85/100).


Valdhuber Traminer 2017 (7,32 eur)

Delikatnie różany, z dodatkiem moreli, gruszek i białych kwiatów. Usta ze słodkawym wydźwiękiem (choć wino jest absolutnie wytrawne), znajdzie się tu również krystaliczna owocowość i lekki powiew mineralności. Struktura jest lekka, a w finiszu pojawia się również lekka pieprzność. Całość nie jest tak ekspresyjna jak w przypadku win z tej odmiany z Alto Adige, ale cała kompozycja jest naprawdę przyjemna. Dobre+ (88/100).


Valdhuber Gelber Muskateller 2017 (6,90 eur)

Zwykle nie przepadamy za Muscatami, ale Styria jest jednym z niewielu miejsc, które wybitnie tej odmianie służy. Tutaj jest to wersja mocno orzeźwiająca, soczysta i kwaskowa. Pachnie winogronami, jabłkami i cytrynami. Proste, ale w tej prostocie jest jego siłą. Dobre- (86/100).


Valdhuber Weissburgunder 2017 (6,10 eur)

Choć najtańszy chyba smakował nam najbardziej. Mamy tu zarówno nuty jabłkowe i melona, szałwię, lawendę. Wszystko to zaś obudowane jest potężną dawką mineralności. Po kilku chwilach w kieliszku pojawia się również brzoskwiniowa pestka. Usta może nieco mniej kwaskowe niż w przypadku poprzednich win, ale za to równowaga jest o wiele lepsza. Dobre+ (88/100).


Valdhuber Rose 2017 (7,320 eur)

To wino delikatnie i zwiewne. Mamy tu delikatne mgnienie truskawek i malin oraz kwaskowych, niedojrzałych wiśni. Na podniebieniu soczyste, kwaskowe, przyjemnie wytrawne. Ponownie nieskomplikowane, ale po prostu przyjemne. Dobre- (86/100).


Valdhuber Blauer and Blaue 2016 (8,54 eur).

Jak podpowiada nazwa mamy tu do czynienia z kupażem Blauburgundera (70%), czyli Pinot Noir oraz Blaufränkischa, a część wina dojrzewała w dużych beczkach. W aromacie soczyście wiśniowe, z ziołowo-ziemisto-dymnym tłem. Pojawiają się też kwiaty, a na podniebieniu również nuty lekko konfiturowych malin. Usta dość lekkie, z dobrą kwasowością, choć nieco mniej eksresyjnie niż zugerowałby zapach. Dobre (87/100). [/su_note]


Z całego serca polecamy tę miejscówkę. Pokoje są niemal nowe (zostały oddane do użytku kilka tygodni przed naszą wizytą), widok z okien zapiera dech w piersiach, a właściciele są niezwykle serdeczni i gościnni. Trudno o przyjemniejsze miejsce na wypoczynek na przysłowiowym łonie natury. A jakby tego było mało, nie zapominajcie, że o rzut kamieniem macie austriacką część Styrii z całą rzeszą wspaniałych winiarzy, z których dwójkę opiszemy niebawem.

Zobacz więcej naszych podróży