Tre Monti – renesans Romanii

W ostatnią niedzielę w kolarstwie szosowym odbyły się Mistrzostwa Świata UCI 2020. W tym roku z powodu pandemii schyłek sezonu nietypowo przypadł na koniec września, na dodatek został przeniesiony ze Szwajcarii do włoskiej Emilii-Romanii (okolic Imoli).
Nie wchodząc już w szczegóły, bo mógłbym długo rozkładać na czynniki pierwsze, jak to wszystko wpłynęło na rozłożenie się sił wśród kolarzy i zmianę faworytów w wyścigu, ich trasa charakteryzowała się przede wszystkim kilkoma rundami, a one przewyższeniami i zjazdami. Siedzę z komputerem na kanapie, piszę materiał o naszej wizycie we włoskiej winnicy i co widzę na ekranie TV – budynek winiarni Tre Monti. Wyobraźcie sobie tylko nasze uśmiechy z powodu tego zbiegu okoliczności. Z perspektywy spaceru po winnicy i jazdy samochodem te podjazdy nie wyglądały tak strasznie, jednak kamera wyścigowa z góry zweryfikowała nasze wspomnienia. Pokazali nawet rów na trasie, do którego wpadła samochodem Kamila (ale jakby co to Wam tego nie mówiłem).
Do Tre Monti zawitaliśmy właściwie przez przypadek, niespodziewanie. Po wprowadzeniu restrykcji na granicy słoweńskiej, musieliśmy w ostatniej chwili zmienić zaplanowaną wakacyjną trasę i zamiast spędzić kilka dni w Istrii, od razu jechać do Włoch. Zdecydowaliśmy, że skoro będziemy przejeżdżać przez Romanię, to jest okazja by umówić się z Davidem na wizytę i był to strzał w dziesiątkę.




Romania
To była już druga wizyta w tym stosunkowo mało znanym włoskim zakątku. Administracyjnie Romania połączona jest w jeden region z Emilią, której winiarskie konotacje to głównie hektolitry wątpliwej klasy Lambrusco. Nie jest również tajemnicą, że mieszkańcy obu krain niezbyt za sobą przepadają. David śmiał się zresztą z przekąsem, że chcąc rozpoznać, czy jesteśmy w Emilii czy w Romanii, wystarczy poprosić miejscowych o coś do picia – jeśli zamiast wody podadzą wino, to znaczy, że dotarliście już do Romanii.

Tre Monti leży niemal przy samej granicy dwóch krain, w okolicach Imoli. Winnice zajmują tu mocno pofałdowane wzniesienia, odchodzące od nieodległych Apenin oddzielających Romanię od Toskanii.

W Romanii królują dwie odmiany, co znajduje swoje odzwierciedlenie w portfolio Tre Monti. Pierwszą jest Albana, bardzo plenny szczep o charakterystycznych potężnych kiściach, z których każdy waży zwykle ponad kilogram. Mimo, że Albana była pierwszą odmianą, która we Włoszech doczekała się samodzielnej apelacji klasy DOCG (1987 rok), to przez kolejne lata miejscowi producenci zrobili wiele, by zyskała reputację szczepu wybitnie nieciekawego, dającego anonimowe, rozwodnione wina.
Dopiero ostatnie lata to jej renesans, a Tre Monti są bez wątpienia jednymi z najciekawszych producentów idących z duchem tej zmiany. W dobrych rękach Albana bowiem może dawać ciekawe wina i to zarówno wytrawne, jak i słodkie, produkowane z podsuszanych gron – zobaczcie nasze opisy wspaniałych passito od Fattoria Zerbina.

Jeśli zaś chodzi o czerwienie, dominuje Sangiovese. Miejscowym winom trudno jednak konkurować z butelkami z Toskanii, która uchodzi za królestwo odmiany. Ponadto również w tym przypadku problemem było stawianie na ilość, a nie jakość win. Za to dziś najlepsze Sangiovese z Romanii prezentują świetną owocowość i nieco lżejszy profil niż pozycje z Toskanii, osobiście bardzo je lubimy i żałujemy, że wciąż tak trudno znaleźć je w Polsce.





Tre Monti
Założycielami Tre Monti byli Thea i Sergio Navacchia, którzy w latach 70-tych ubiegłego wieku postanowili poświęcić swoje życie winiarstwu. Po śmierci matki w 1989 roku do ojca dołączyli synowie: David, który obecnie odpowiada za sprzedaż oraz marketing i Vittorio, zajmujący się uprawą winorośli i winifikacją.
Rodzina posiada 27 hektarów winnic w okolicy Imoli, leżących na wzgórzach wokół winiarni oraz dodatkowe 25 hektarów nieco dalej na wschód, nieopodal miasteczka Petrignione. W Tre Monti oprócz produkcji win bardziej „klasycznych” nie boją się też eksperymentować. Efektem tego są choćby pet-naty, czy wina dojrzewające w amforach, macerowane na skórkach. David opowiadał nam zresztą, jak jeszcze 10 lat temu piwnica, gdzie obecnie znajdują się amfory była zastawiona rzędami baryłek. Pierwszą amforę rodzina sprowadziła w 2013 roku z Gruzji (obecnie posiadają siedem). Najnowsza przyjechała kilka dni przed naszą wizytą i David wspominał, że wszyscy trzymają kciuki, by okazało się, że nie została uszkodzona w transporcie, co podobno jest częstym problemem przy ich sprowadzaniu.



W Polsce wina tego producenta są dostępne w ofercie Dolio Vini, poniżej podajemy ceny przy zakupie on-line w sklepie importera.
Spróbowane wina

Tre Monti Anabla’ 2019 (64 zł)

Pod nazwą Anabla’ kryje się pet-nat produkowany z Albany, jednak wymogi apelacyjne nie pozwalają dla takiego nieortodoksyjnego wina używać nazwy szczepu na etykiecie. Jest świetnie soczysty, cytrynowo-gruszkowy, z dodatkiem lekko zbrązowiałych jabłkowych obierków. Na podniebieniu świeżutkie, chrupkie, z delikatnie goryczkowym finiszem. Świetnie orzeźwiające. Bardzo dobre+ (91/100).
Tre Monti Piuttosto 2019 (105 zł)

W tym przypadku mamy Trebbiano, którego grona były macerowane na skórkach w cementowych zbiornikach przez 20 dni. Smakuje morelami i gruszkami, ale i skórką pomarańczową, brzoskwiniami. Z delikatnymi taninami i długim, kwaskowym finiszem. Dużo się w nim dzieje, ale przy tym jest to pozycja dość „łatwa” gdy myślimy o winach pomarańczowych, może stanowić dobry wstęp dla osób dopiero je poznających. Znakomite- (92/100).

Tre Monti Vigna Rocca Albana 2019 (64 zł)

Kolejną parę win rozpoczęliśmy od Albany pochodzącej z pojedynczej parceli w Petrignone. Owoce po zbiorach przechodzą 15-dniową macerację na skórkach w niskiej temperaturze w stalowych zbiornikach. Są w nim mirabelki, białe kwiaty, brzoskwinie i morele. Do tego pojawia się delikatna tanina i migdałowy finisz. Całość ma świetną owocowość, jest ładnie strukturalna i dzięki swojej masie pasowałoby do dań z drobiu, np. pieczonego kurczaka czy indyka. Znakomite- (92/100).

Tre Monti Vitalba 2019 (139 zł)

W tym przypadku Albana trafia ze skórkami na 3 miesiące do amfor. Jeśli chodzi o aromaty jest podobna do poprzedniczki, ale wszystkie elementy są mocniej zarysowane, a owoc wydaje się słodszy. Dominują gruszki, morele i mirabelki, wino jest fenomenalnie soczyste, a taniny choć już wyraźne, to bardzo żywe, zupełnie nie wysuszają podniebienia. Znakomite (93/100).

Tre Monti Campo di Mezzo Romagna Sangiovese Superiore 2019 (64 zł)

Pierwsza z czerwieni to Sangiovese dojrzewające jedynie w stalowych zbiornikach. Dużo w nim wiśni, ale i czerwonych porzeczek, leśnej ściółki, aronii. Żywe, soczyste, z drobnoziarnistymi garbnikami w końcówce. Jak wspominał David, w Romanii takie bezbeczkowe Sangiovese pije się do zupy rybnej. Dla nas to dość odważne zestawienie, ale będziemy musieli to kiedyś przetestować. Bardzo dobre (90/100).
Tre Monti Petrignone Romagna Sangiovese Superiore 2017 (64 zł)

Z owoców z Patrignione Tre Monti produkuje za to wino dojrzewające przez pół roku w beczkach (500-litrowe drugoroczne tonneaux). Nuty pochodzące z drewna są w nim wyczuwalne, ale nie przesłaniają wiśniowego owocu. Na podniebieniu jeszcze mocniej leśne niż poprzednik, jeżynowe, smakujące również czarnymi porzeczkami i dymem. Taniny są wyraziste, ale i bardziej szorstkie, drapiące. To już Sangiovese wołające o mięso, na przykład wołowy gulasz. Bardzo dobre+ (91/100).
Tre Monti Thea Rosso Romagna Sangiovese Riserva 2017 (119 zł)

Najwyższe etykiety rodziny to seria Thea, nazwana tak na cześć zmarłej żony Sergio. Do wersji czerwonej używane są najlepsze grona Sangiovese z winnic w Patrignone. Wino dojrzewa przez 9 miesięcy w nowych tonneaux. Świetnie skoncentrowane, esencjonalne, pachnące żurawinami, ciemnymi wiśniami, ziemią, igliwiem i dymem z jesiennego ogniska. Zaokrąglone przez beczkę, ale przez nią nieprzytłoczone. Mimo upalnego rocznika z zachowaną kwasowością i mocnymi taninami. Warto jeszcze odłożyć na półkę na 2-3 lata. Znakomite- (92/100).






Tre Monti to jeden z tych producentów, którzy oferują znakomitą relację jakości do ceny w swoich winach, a dodatkowo nie sposób wskazać w ich selekcji jakiejś słabej pozycji. Dobrze, że są one dostępne w Polsce, bo takie twarze Romanii warto poznawać.