Rivetto – Barolo z polskim akcentem

Czym innym jest degustacja choćby najlepszych win świata w zaciszu własnego domu czy w większym gronie, a zupełnie innym doświadczeniem wizyta w nawet najmniejszej winnicy. Każda wywołana jest przez inny klimat i kreuje nowe doświadczenia. Dziś chcielibyśmy zabrać Was w miejsce, które na długo zostanie nam w pamięci…
Wyobraźcie sobie piękne winiarskie miejsce. Szczyty wzgórz, malowniczy dom i piękne widoki. Sympatyczna postać opowiada o swoich „dzieciach” niemal jak zatroskany „ojciec”. Za oknem plasują się rzędy winorośli a my mamy w kieliszkach emocjonalne skarby. Ciepłą atmosferę spotkania podkreśla też obecność małego i wesołego następcy właściciela, który za kilkadziesiąt lat zapewne przejmie posiadłość. To była naprawdę udana sobota, wspaniałe kilka godzin w towarzystwie prawdziwego włoskiego winiarza, który nie raz zaskakiwał polskimi wtrąceniami.
Enrico Rivetto, bo to o nim mowa, prowadzi swoją winnicę na samej granicy strefy Barolo, z przepięknym widokiem na zamek w Serralunga d’Alba. Reprezentuje piąte pokolenie winiarzy. Od kilku lat zmierza w stronę organiki. Jak sam nam tłumaczył, książki na których szkolił swoje winiarstwo zawierają mnóstwo informacji, ale tak naprawdę służą faworyzowaniu firm, które w jakiś sposób są z tą branżą związane (np. producentów nawozów).
Tymczasem chcąc żyć w zgodzie z naturą, należy wrócić do korzeni, co jak przepowiada Enrico, prędzej czy później uczynią wszyscy producenci. Dodatkowo jego szalona natura popycha go w kierunku wielu eksperymentów, a głowa pełna pomysłów owocuje na przykład w idee zamknięcia Nebbiolo w amforze, a biorąc pod uwagę fakt, że jest ono mocno tanicznym szczepem – kilkumiesięczne dojrzewanie gron wraz ze skórkami może dać trudne do przewidzenia rezultaty. Równie ciekawa jest produkcja białego musiaka z winogron Nebbiolo – pierwszy rocznik jeszcze dojrzewa. W przedsięwzięciu tym zwanym Nebbione, bierze udział 6 winiarzy.
Sama degustacja była czystą przyjemnością
Na początek Enrico zaproponował małą niespodziankę – białe wino Nascetta 2013. To inicjatywa 22 lokalnych winiarzy, którzy starają się wskrzesić zapomniany w Barolo szczep. Ich ideą jest stworzenie wina, które podobnie jak Barolo, będzie nadawało się do długiego dojrzewania. Starają się to osiągnąć bez stosowania beczki, a jedynie dzięki sporej kwasowości. Nascetta od Enrico pochodzi z parceli z północną ekspozycją, położonych na 403 m.n.p.m. Dojrzewa 9 miesięcy w stali. Obecnie wino jest młode, bardzo świeże i owocowe. Kwasowość rzeczywiście jest na dobrym poziomie. Nie ma za dużo ciała, dominują nuty tropikalnych owoców, ale jesteśmy bardzo ciekawi, w którą stronę się jeszcze rozwinie.
Dwie Barbery
Następne w kolejności były dwie Barbery – Loirano Soprano 2011 oraz Zio Nando 2011. Przy ich porównaniu doskonale widać, jak różne wino może powstać z tego samego szczepu. Loirano przechodzi macerację przez 2 dni, a następnie 15-dniową fermentację w kontrolowanej temperaturze 30 stopni. Dojrzewa przez 24 miesiące w nowych francuskich beczkach i 12 miesięcy w butelkach. To jeszcze bardzo młode wino, niezintegrowane, ale już o ciekawym, pełnym niuansów nosie, gdzie nuty owocowe przeplatają się z aromatami skóry i wędzonki. Za kilka lat nabierze z pewnością ogłady i jeszcze większej głębi. Zio Nando (czyli jak wyjaśnił Enrico – „Wujek Fernando”) podlega nieco krótszej, bo 10-dniowej fermentacji, mniej czasu (18 miesięcy) spędza też w beczkach. Na koniec układa się przez 6 miesięcy w butelkach. Jest znacznie bardziej owocowa od poprzedniczki, bardziej otwarta i do picia nadaje się już teraz.
Porównaliśmy dwa Barolo
Doszliśmy też do Barolo, tu Enrico dał nam szansę porównać dwie butelki. Barolo Serralunga d’Alba 2010 pochodzi z trzech winnic: Manocino, Serra oraz San Bernardo, położonych na wysokości od 355-410 m.n.p.m. Po 20-dniowej maceracji w temperaturze 28 stopni, przez 30 miesięcy dojrzewa w beczkach ze sławońskiego dębu o pojemności 30 hektolitrów oraz przez 10 miesięcy w butelkach. Obecnie jest jeszcze zamknięte, ze sporą dawką nieugładzonych tanin, dobrą kwasowością i sporą dawką owocowości. Barolo Leon Riserva 2008 wyprodukowano jedynie z beczek o największym potencjale, i w porównaniu do poprzednika pozostaje w nich przez dodatkowe 10 miesięcy, a potem przez 20 miesięcy w butelkach. Zdaniem Enrico warto poczekać z nim do 2018 roku, bo mimo że jest już piękne: z nutami podsuszanych śliwek i skóry, to taniny są wciąż bardzo szorstkie. Za kilka lat będzie na pewno arcydziełem.
Na sam koniec Enrico uraczył nam swoją prawdziwą perełką – Barolo Briccolina 2009 z pojedynczej winnicy z południowo-zachodnią ekspozycją. To Barolo tradycyjne, czy wręcz ortodoksyjne. Maceracja trwa 40-45 dni. Dojrzewa 36 miesięcy w beczkach i 16 miesięcy w butelkach. W nosie z niesamowicie czystymi aromatami wiśni i czereśni. W ustach nieco rustykalne, taniny są potężne, ale to w nich tkwi urok całego wina. Czuliśmy się przez nie nieco onieśmieleni, nasze doświadczenia z Barolo są jeszcze bardzo małe, ale już teraz potrafimy docenić wielkość tej butelki.
Opowieści Enrico o winie, przeplatane rozmowami o terroir, związkach z Polską, a przy tym towarzystwo jego przesympatycznego, małego urwisa czy nawet tematy włoskiej i polskiej polityki sprawiły, że nie zauważaliśmy, jak szybko minął nam czas. Ze wzgórz zjeżdżaliśmy za to z jedną myślą, że na pewno szybko wrócimy do winnicy Rivetto!