Petr Koráb – król Pet-Natów

Udostępnij ten post

Wakacje to czas relaksu, ale obowiązki reporterskie są najważniejsze. Pamiętacie, niedawno opisywaliśmy kilka win z Moraw i zwracaliśmy Waszą uwagę na Petra Korába, młodego, ale niesamowicie dynamicznego producenta. Dziś ponownie wracamy do jego butelek, gdyż podczas Festiwalu Polskich Win i Cydrów, który odbył się w poznańskiej restauracji SPOT., zaproszony gościnnie Petr miał okazję zaprezentować szersze spektrum swojego portfolio. Degustacja rozłożyła nas na łopatki, a ten młody facet został przez nas samowolnie okrzyknięty królem Pet-Natów.

Coż to w ogóle są te Pet-Naty, o których w ostatnich latach coraz głośniej w winnym świecie?

Wystarczy wspomnieć, że podczas odbywającego się w Wiedniu festiwalu VieVinum, na którym swoje wina prezentowała cała ekstraklasa austriackiego winiarstwa, butelkę z tej kategorii miał co trzeci winiarz. Chodzi o wino musujące, które podobnie jak szampan przechodzi wtórną fermentację w butelce, ale pozostały po rozkładzie drożdży osad nie jest z niej usuwany. W efekcie powstaje produkt mętny, ale niesamowicie owoce, ekspresyjne i ożywcze, świetnie sprawdzające się w kulinarnych połączeniach lub po prostu jako aperitif znacznie szlachetniejszy od Prosecco.

Degustacja w SPOT.

Degustacja była pełna niespodzianek. Zaczęliśmy od czegoś jeszcze innego, a mianowicie Petr Koráb Welschriesling sur lie 2017. Jak wskazuje nazwa, ten włoski Riesling dojrzewał kilka miesięcy wraz z osadem, ale znów (co jest zabiegiem nietypowym) wcale nie w beczkach, ale w butelkach. Znaleźliśmy w nim nuty jabłek, cytryn, ziół i siana. Wino jest świeżutkie, orzeźwiające i urocze w swojej prostocie (ono nie musi i nie chce niczego udawać). Bardzo dobre- (89/100).

Pierwszym Pet-Natem i od razu bardzo awangardowym był Petr Koráb Pet-Nat Orange 2017. Koncept na to wino jest absolutnie zaskakujący. Veltlinskie zelene (czyli Grüner Veltliner) oraz Welschriesling fermentowały przez 2 tygodnie na skórkach z dodatkiem suszonych liści winogron (!) w ilości czterech wiader na 600 litrów wina. Wino sprawdzi się świetnie w połączeniach gastronomicznych, gdyż ma zarówno lekkie nuty acetonowe, jak i sojowe, a w ustach jest przyjemnie korzenne, przyprawowe i domknięte tanicznym finiszem. Wszystko to brzmi może niezbyt zachęcająco, ale efekt jest naprawdę ciekawy. Bardzo dobre (90/100).

Po znanym już nam Petr Koráb Pet-Nat Pinot Blanc 2016 przyszedł czas na Petr Koráb Future Sekt „on skins”. Tu znajdziemy dojrzewającego przez 2 lata w beczkach Rieslinga (już reńskiego, a nie włoskiego) z 2013 roku (stanowi 60% wina), który uzupełniony został o Chardonnay z 2015 roku. Z jednej strony mamy tu typowe dla wielu musujących win akcenty drożdżowe i chlebowe, brioszkę, ale też przyjemnie gęstą strukturę, świetną koncentrację i taniczny finisz. Bardzo dobre+ (91/100).

Z zebranych stosunkowo późno owoców Pinot Blanc (60%) i ponownie Chardonnay (40%) powstał Petr Koráb Future Sekt 2015. Tym razem winiarz nie przefermentował wina do końca, w efekcie czego w butelce pozostało 5 gram cukru resztkowego. Dzięki temu zyskało ono świetną maślaną fakturę oraz nuty moreli i słodkich jabłek. Krągłe, przyjemne w odbiorze i absolutnie hedonistyczne. Znakomite (93/100).

Idąc dalej przyszedł czas na Petr Koráb Żiwa Hora 2015. W tym przypadku Welschriesling i Veltlinskie zelene zostały zebrane na przełomie października i listopada, a następnie przez 3 miesiące były macerowane na skórkach. Nuty utlenienia są dość mocne, ale obok nich rozwijają się zapachy brązowiejącej skórki z jabłek, goździków i selera naciowego. Usta dość lekkie, ziołowe, a całość zdecydowanie najtrudniejsza z dotychczas opisanych win Petra. Bardzo dobre- (89/100).

Nazwa „ryzak” czyli rudzielec odnosiła się do tradycyjnego sposobu produkcji, w którym do białego wina dodawana była odrobina wina czerwonego (ale winifikowanego „na biało”). Tak też postąpił producent w przypadku Petr Koráb Natur ryzak „on leafes”, gdzie 80% Traminera uzupełniono Frankovką (czyli Blaufrankischem). Efekt jest więcej niż ciekawy, bo obok typowych dla pierwszej z użytych odmian nut różanych znalazło się miejsce na gruszkę, pigwę, a nawet lakier do paznokci. Na podniebieniu kwasowość hasa ożywczo jak licealista pierwszego dnia wakacji. Bardzo dobre+ (91/100).

Kolejnym z nietypowych pomysłów Petra jest Petr Koráb Karmazin, a więc Frankovka, tym razem pod postacią mieszanki trzech roczników 2014-2016, z których każdy odpowiednio dłużej lub krócej dojrzewał w beczkach. Efekt? Ponownie mega ciekawy, bo owocowość jest bardzo nasycona (głównie wyczuwamy malin i żurawiny), ale wspiera ją ziemiste tło oraz żywe, intensywne taniny. Bardzo dobre+ (91/100).

Nie dziwimy się, że z taką pełną pomysłów głową, producentowi zdarza się o czymś zapomnieć. Jak choćby o beczce pełnej Pinot Noir w piwnicy sąsiada, zabutelkowanego ostatecznie jako Petr Koráb Pinot Noir 2013. W tym jednym przypadku to nieco wydłużone dojrzewanie nie wpłynęło na wino pozytywnie, choć aby zminimalizować dalszy wpływ tlenu, zostało ono zamknięte szklanym korkiem. Choć przemykają tu okruchy truskawek, malin i poblask leśnego runa, to całość jest dość jednowymiarowa (zwłaszcza na tle pozostałych pozycji). Dobre (87/100).

Jako ostatni do naszych kieliszków trafił Petr Koráb Cremaux Pinot Noir 2017. W tym roczniku odmiana dała małe owoce, o dużej proporcji skórek do miąszu, stąd maceracja trwała tylko 7 godzin. Truskawkowy owoc jest delikatniutki, wino zdaje się niemal rozpadać w ustach, ale pozostawia po sobie przyjemne, orzeźwiającej wspomnienie. Powinno pasować do wielu letnich, lekkich sałatek. Dobre+ (88/100).

Niektóre wina Petra dostępne są w legendarnym, jeśli chodzi o selekcję morawskim win sklepie Wina z Moraw, ale ze względu na mikroskopijny areał (niewiele ponad 2 hektary), trzeba polować na ich dostępność. Wierzcie nam, są one tego warte.

Zobacz więcej naszych podróży