Paterna – nieznane Chianti

Udostępnij ten post

W tym roku nic nie działo się według planu. Wiele podróży musieliśmy odłożyć na potem, odwołaliśmy większość naszych wyjazdów. Kiedy już wydawało się, że sytuacja w miarę się uspokaja to niespodziewanie leciały kolejne domina w naszej układance. Przyznajemy, że to nas bardzo zmęczyło.


Dlatego na przełomie sierpnia i września postawiliśmy idąc nieco „na żywioł”, że nasz urlop spędzimy na naprawdę dużym luzie, zakładając cel odwiedzin u tych mniej znanych, malutkich, naturalnych producentów z Włoch. Do wielu umawialiśmy się na bieżąco (czego nigdy nie robiliśmy wcześniej), do wielu jechaliśmy dosłownie pukając do drzwi. Podskórnie czuliśmy też, że w czasach pandemii to właśnie oni potrzebują największego wsparcia. Dzisiaj opowiemy Wam o pierwszej z tych wizyt.

La vita è bella

Położone nieco z boku najpopularniejszych turystyczny tras Toskanii – Arezzo – to dla nas miejsce sentymentalne. Pierwszy raz przyjechaliśmy tutaj bodajże pięć, czy sześć lat temu. Zatrzymaliśmy się wtedy w urocznym hoteliku w samym średniowiecznym centrum miasta. Śniadania jadło się tam przy wspólnym stole (w obecnej sytuacji jawi się to jak totalna abstrakcja), który wydawał się pamietać biesiady kilku poprzednich pokoleń właścicieli. W naszym pokoju znajdowało się zaś łóżko, pamiętające babkę właściciela (o czym nie omieszkał nam on wspomnieć). Na szczęcie obok stało drugie, nieco nowsze. (śmiech)

Wówczas był to nasz naprawdę długi urlop we Włoszech. Jak neofici chłonęliśmy włoską kuchnię (niemal naprzeciw hotelu znajdowała się fenomenalna restauracja – Antica Osteria l’Agania, odwiedzana głównie przez miejscowych, o prawdziwie włoskim, rodzinnym klimacie). Poznawaliśmy coraz lepiej toskańskie wina, syciliśmy się architekturą. Po tej wizycie lubimy tam wracać…

Arezzo ma wszystko co piękne w Toskanii niemal w pigułce. Nie bez przyczyny to właśnie tutaj nagrywano zdjęcia do filmu „Życie jest piękne” z niezapomnianą rolą Roberto Benigniego. Zresztą wszędzie na ulicach można odnaleźć tablice przybliżające poszczególne sceny i podążać za nimi wyszukując konkretne miejsca z filmowych kadrów.

Jak się zapewne domyślacie tegoroczna wizyta w Arezzo nieco się różniła od tych z wcześniejszych lat. Miasto mimo, że nadal przepiękne pozbawione było ludzkiego gwaru, muzyki z wielu ulicznych festiwali, takiego typowego włoskiego szumu.

Chianti Colli Aretini

Wzgórza wokół Arezzo zajmuje apelacja Chianti Colli Aretini, a więc jedna z podstref apelacji Chianti. Choć może nie jest bardzo popularna, to nasze personalne doświadczenia wskazują, że powstają tutaj jedne z najciekawszych pozycji ze wszystkich substref Chianti. Zgodnie z wymogami apelacyjnymi sangiovese, a więc najważniejsza odmiana Toskanii, musi odpowiadać za 70% składu wina. To może być uzupełnione innymi lokalnymi szczepami jak colorino, canaiolo, ale i cabernetem sauvignon czy merlotem.

Paterna

Historia Peterny jest niezwykła. Została założona w 1977 roku jako tzw. casa colonica, a więc rodzaj samowystarczalnego gospodarstwa. Współwłaściciele razem nabyli ziemię i również wspólnie na niej gospodarowali, uprawiając warzywa, oliwki i winorośla, produkując miód, sery, wędliny. Obok wybudowali również niewielką restaurację oraz dom gościnny.

Niestety, z biegiem czasu entuzjazm wielu z nich podupadł i niektórzy porzucili projekt i wrócili do większych miast. W ich miejsce do spółdzielni dołączyły nowe osoby, ale jednak taki styl życia okazał się dość wymagający. Obecnie na miejscu pozostała jedynie troje osób, które próbuje dalej kontynuować rozpoczęto dzieło już w nieco ograniczonej skali, skupiając się głównie na produkcji oliwy i wina (8 hektarów winnic oraz 2000 drzew oliwnych), a także współpracy z innymi lokalnymi producentami w celu promowania naturalnych produktów i organizowaniu warsztatów kulinarnych.

Oprowadzająca nas po winnicy Claudia pokazała nam jak trudna jest „walka” z naturą. Oglądaliśmy rzędy winorośli zniszczone przez dziki, które uwielbiają dojrzewające winogrona. W innym znów miejscu owoce zostały spalone przez zbyt intensywne w tym roku słońce, czy zaatakowane przez odium. Claudia opowiadała, że przy naturalnym, nieinterwencyjnym podejściu do winiarstwa jakiemu hołduje Paterna, takie straty są poniekąd „wpisane” w tę koncepcję.

Skarbem Paterny są przede wszystkim krzewy pugnitello, starej i bardzo rzadkiej toskańskiej odmiany. Jej nazwa (w polskim tłumaczeniu „pięść”) nawiązuje do małych kiści, choć same krzewy rosną bardzo bujnie, problemem jest wręcz ich nadmierna witalność, wymagająca mocnego przycinania gałęzi. Z pugnitello powstawały nigdyś mocne, ciemne wina, które jednak miały często niedojrzałe, warzywne aromaty. Paterna próbuje z nich robić wina lżejsze, bardziej świeże, owocowe, choć problemem bywa dla nich zbyt mocny alkohol. Żałujemy, że niestety gdy przyjechaliśmy na wizytę, wino z tej odmiany było już wyprzedane.

Spróbowane wina

Paterna il Terraio Bianco 2019

Powstaje jako mieszanka odmian malvasia, trebbiano oraz orpicchio. Ta ostatnia jest szalenie rzadka, w całych Włoszech zadeklarowano jej uprawę na zaledwie 0,1 ha. Około 20% winogron zbierana jest wcześniej i fermentuje za skórkami przez 7-10 dni, po czym następuje zbiór pozostałej części owoców, których skórki są już oddzielane od moszczu. Następne obie części wina są mieszane i już wspólnie winifikowane w stalowych zbiornikach. Pachnie gruszkami i słodkawymi jabłkami, w ustach jest delikatnie herbaciane, ale i cytrynowe. W finiszu pojawiają się również zioła. Nieskomplikowane, ale smaczne. Dobre+ (88/100).

Paterna Chianti Colli Aretini 2018

Tutaj mamy oczywiście sangiovese, uzupełnione o 10% canaiolo i colorino. Fermentacja odbywa się w cementowych zbiornikach, a następnie wino transferowane jest do stali (nie mamy tutaj w ogóle użycia beczek). Przed butelkowaniem następuje jedynie minimalna filtracja. Przyjemnie świeże i soczyste, z wiśniowym owocem, ale i ziemistym tłem. Dość rustykalne, mocno kwaskowe ale i wyraziście taniczne. Pokazuje archetyp sangiovese (kwas-wiśnie-taniny), ale pije się je z dużą przyjemnością. Bardzo dobre- (89/100).

Paterna Vignanova 2016

Powstaje jedynie w najlepszych rocznikach, a w składzie znajduje się niemal czyste sangiovese (z maleńkim dodatkiem 2-3% colorino). W tym przypadku mamy już do czynienia z dojrzewaniem w beczkach (18 miesięcy), a do butelek wino trafia już bez filtracji. To pozycja znacznie poważniejsza, pachnąca śliwkami, przyprawami, ziołami, balsamico, odrobinę wanilii. Jest nasycone, ale również jeszcze mocniej kwaskowe od poprzednika, solidnie zbudowane, choć wcale nie przeładowane. Ma potencjał na jeszcze kilka lat dojrzewania. Bardzo dobre+ (91/100).


Kochamy takie autentyczne miejsca. Choć oczywiście w Toskanii moglibyśmy spokojnie spróbować całe morze lepszych win, to dzięki takim wizytom zauważyliśmy, że coraz mniej interesują nas punkty zapisywane w notatnikach. Zależy nam na chłonięciu lokalności, spotkaniach z miejscowymi, szukamy w winach przede wszystkim nieskrępowanej przyjemności i połączenia miejsca – chwili – ludzi. To wszystko znaleźliśmy w Paternie.

Oprócz opisanych win, w gospodarstwie powstaje również świetna oliwa (przywieźliśmy sobie zapas, więc wiemy co mówimy).

Zobacz więcej naszych podróży