Orenga de Gaffory – wizyta z zaskoczenia

Udostępnij ten post

Zaraz przed naszą pierwszą wizytą u korsykańskiego producenta Yves Leccia, postanowiliśmy spróbować swojego szczęścia i odwiedzić miejscową legendę i winiarza, który przez wielu uchodzi za najlepszego na całej wyspie – Antoine Arenę. Już w kraju natrafiliśmy na problemy skontaktowania się z nim, nie odpowiadał na maile, nie odbierał telefonu. Pomyśleliśmy – raz się żyje, a może będzie otwarte i chociaż uda się nam kupić kilka win. Niestety jak już wiecie z ostatniego wpisu Kamili – nie mieliśmy szczęścia. 


Na Korsyce winiarze nie są na wyciągnięcie ręki

Tak na marginesie postawa korsykańskich winiarzy jest nieco odmienna od tej chociażby w Austrii czy we Włoszech. Chyba jesteśmy zbyt rozpieszczeni, ale niemiłym zaskoczeniem był dla nas tak wielki problem z winnymi wizytami. Bo niestety, przypadek Domaine Antoine Arena nie był wyjątkiem. Skontaktowanie się z wieloma miejscowymi winiarzami graniczyło z cudem (czasem odpisywali dopiero na któregoś maila z kolei), a gdy się już nam udało, zdarzało się, że po prostu dawali znać, że nie przyjmują gości, albo, że owszem możemy przyjechać, ale dla dwóch osób nie organizują degustacji win. Naprawdę zależało nam, by maksymalnie skorzystać z naszej wyprawy, dodatkowo nie należmy do typu turystów, którzy chcą bezczelnie jedynie napić się wina, ale z każdej wizyty wracamy zwykle z kartonem butelek. No cóż, co kraj to obyczaj…

Żeby więc choć trochę osłodzić sobie popołudnie po takich niedostatkach, postanowiliśmy skoczyć nieopodal, do również znanego, choć w opinii krytyków po prostu słabszego producenta – Domaine Orenga de Gaffory (w Polsce w ofercie MineWine) Okazało się jednak, że nawet tutejsza wcale nie najwyższa liga, to po prostu dobrze skrojone wina.

Domaine Orenga de Gaffory

W 2016 roku producent świętował 50-lecie swojego istnienia. Posiadłość jest stosunkowa duża, bo Henri Orenga de Gaffory posiada obecnie 56 hektarów winnic, rozproszonych w gminach Patrimonio, Barbaggio, Saint-Florent, Oletta i Poggio d’Oletta. Co ciekawe, cała produkcja jest biologiczna, ale jak wspominaliśmy w poprzednim poście z wizyty winnicy, taka forma produkcji jest popularna na Korsyce, gdzie ryzyko chorób winorośli jest minimalizowane przez suchy i słoneczny klimat. Dość rozbudowane portoflio producenta liczy sześć linii win, jednak w związku z tym, że mieliśmy ograniczony czas (byliśmy przed sjestą), tym razem skupiliśmy się na ośmiu etykietach. Degustację poprowadził dla nas syn świetnie władający angielskim przy akompaniamencie i francuskich wskazówkach ojca, który co rusz wypytywał kim jesteśmy, o czym piszemy i gdzie jeszcze jedziemy.

Zaczęliśmy od dwóch wersji Vermentino. Pierwszą pozycją była Orenga de Gaffory Cuvée Felice Patrimonio Blanc 2016, w której winogrona były macerowane przez 12 godzin ze skórkami, a po fermentacji wino przez 5 miesięcy dojrzewało na osadzie w stalowych zbiornikach. Technikę tę czuć wyraźnie w kieliszku, wino ma bowiem spory ciężar i przyjemne nuty woskowe, połączone z akcentami słodkich gruszek i kwaskowych jabłek. Mocno zbudowane, ale przy tym pięknie kwaskowe i ze świetnym, mineralnym finiszem. Powinno idealnie pasować do owoców morza i chudszych ryb. Bardzo dobre (90/100).

Pochodzący z podobnej, wapiennej gleby Orenga de Gaffory Cuvée des Gouverneurs Patrimonio Blanc 2017 dojrzewa tym razem nawet do ośmiu miesięcy w francuskich baryłkach. Ta dębowa ekspresja jest widoczna, ale na szczęście nie przysłania ona mineralnego charakteru odmiany. Obok akcentów wanilii i orzechów znajdziemy więc sporo jabłek, gruszek i tym razem również ziół oraz mirabelek. Na języku wino ma ładną koncentrację i kwasowość choć niższą od poprzednika, to dalej utrzymaną na takim poziomie, aby wino miało przyjemną sprężystość. Myśląc o połączeniach kulinarnych powinniśmy skierować się ku chociażby halibutowi. Bardzo dobre (90/100).

Tym razem odpuściliśmy wina różowe i od razu przeskoczyliśmy do czerwieni. Orenga de Gaffory Scala Santa 2014 to kupaż 70% Minustello i 30% Nielluccio. Po mniej więcej dwutygodniowej fermentacji ze skórkami wino trafia do stalowych zbiorników na 8 miesięcy. Jest bardzo nasycone, z delikatnie przegotowanym owocem spod znaku śliwek i ciemnych wiśni, do którego dochodzą również akcenty ziołowe i bulionowe. Bardziej świeże w ustach, gdzie pokazuje więcej życia i soczystości. Dobre+ (88/100).

Następne wino pochodzi już z apelacji Patrimonio i zgodnie z jej regułami zawiera wymagane 90% Niellucciu, uzupełnione tym razem o Grenache. Pochodzi zaś z drugiej posiadłości, która znajduje się w rękach rodziny. Clos San Quilico Patrimonio Rouge 2016 wydało się trochę zbyt zielone i warzywne. W kompozycji dominowała włoszczyzna, seler, było też sporo umami i ziół. Więcej żywego owocu można było znaleźć w ustach, które kończyły się ładnie zarysowanymi taninami. Dziwne wino, o wyraźnym rozdźwięku między smakiem, a zapachem, ale na swój sposób pozwalające się do siebie przekonać. Dobre (87/100).

Już czyste Nielluccio znaleźliśmy w Oregna de Gaffory Patrimonio Rouge 2015. Choć wino dojrzewa jedynie w stalowych zbiornikach, to niesie w sobie spory ładunek dymu, nut wędzonych i ziemistych. Jest ładnie nasycone, ale dopiero w tle znajdziemy więcej ciemnych owoców. Ładnie zrównoważone, ale nam zabrakło właśnie pierwiastka dzikości, który w korsykańskich wianach tak nam się podoba. Bardzo dobre- (89/100).

Mimo, iż owoce Nielluccio używane do produkcji Orenga de Gaffory Signature Henri Orenga Patrimonio 2015 spędziły aż dwa lata w nowych i używanych beczkach, to wino miało najświeższy owoc z dotychczas spróbowanych pozycji. Tu oscyluje on w okolicach kwaskowych wiśni i soczystych śliwek, które zostają uzupełnione o nuty maki, ziół i przypraw. Eleganckie, a przy tym świeżutkie i pełne życia, z dobrą kwasowością i drapiącymi taninami. Bardzo dobre (90/100).

Najlepszym winem tej degustacji okazało się natomiast Orenga de Gaffory Cuvée des Gouverneurs Patrimonio Rouge 2015 czyli podobnie jak w przypadku poprzedników 100% Nielluccio, ale tym razem dojrzewające przez rok w 1/3 nowych, 1/3 rocznych i 1/3 dwuletnich baryłkach. Jest bardzo ułożone, wypolerowane i wypichcone. Ma w sobie zarówno mnóstwo owocu, jak i dobrze się z nim komponujące nuty waniliowe, leśne, skórzane i ziemiste. Ładnie kwaskowe, bardzo soczyste, a w finiszu mocno taniczne, przy czym te garbniki są najwyższej jakości. Warto odłożyć na 5 lat i podać do gulaszu z wołowiny albo dziczyzny. Znakomite- (92/100).

Jako ciekawostkę, na koniec spróbowaliśmy Orenga da Gaffory Rappo, a więc wina wzmacnianego powstającego z odmiany Aleatico, z mieszanki różnych roczników, których wiek dochodzi do 10 lat. Ma delikatnie utleniony charakter, a akcenty suszonych fig i orzechów mieszają się z nutami śliwek i koncentratu soku z czarnych porzeczek. Za to na podniebieniu przyjemnie soczyste i wcale nie mocno alkoholowe (ma 15,5%). Powinno pasować do deserów opartych na czekoladzie. Bardzo dobre (90/100).

Orenga de Gaffory to bez wątpienia producent nie tej klasy, co Yves Leccia. Należy jednak wziąć pod uwagę fakt, że jego wina są prawie dwa razy tańsze. W kategorii codziennych etykiet sprawdzą się za to świetnie, sami też z takim zamysłem postaraliśmy się o małe zakupy.

Tu znajdziecie pozostałe relacje z naszej wizyty – Terriccio, Le Macchiole, Yves Leccia.

Zobacz więcej naszych podróży