Le Macchiole – rodzinny producent w sercu Bolgheri

Udostępnij ten post

We wcześniejszym poście zdradziliśmy Wam, że do Bolgheri jechaliśmy z wieloma uprzedzeniami. Jednak wizyta u drugiego z miejscowych producentów Le Macchiole, rozwiała ostatecznie większość z nich. Niniejszym, oficjalnie je odwołujemy. To nieprawda, że wszyscy miejscowi producenci każą sobie słono płacić za wizytę w winnicy i możliwość zdegustowania ich win. Nie wierzcie również, że nie ma szans na to, aby po swojej posiadłości oprowadzał Was producent, a w najlepszym wypadku zostanie Wam przydzielona jedna z kilkunastu osób odpowiadających za obsługę gości. Co więcej miejscowi wcale nie są zadufani w sobie i przekonani o własnej wyjątkowości, to tacy sami serdeczni i uśmiechnięci Włosi, jakich spotkacie wzdłuż i wszerz Półwyspu Apenińskiego.

Na wizytę w Le Macchiole umówiliśmy się z Polski, bo zawsze Wam powtarzamy, że takie odwiedziny najlepiej zaplanować z wyprzedzeniem. Owszem zdarzały się nam i takie sytuacje, że jadąc autostradą nagle zdawaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy o rzut kamieniem od jakiegoś znanego producenta i decydowaliśmy się wykorzystać okazję. Niejednokrotnie też pocałowaliśmy jedynie klamkę, lub winiarz zakomunikował nam, że niestety nie ma czasu. No cóż, takie ryzyko, które można zminimalizować pisząc wcześniej maila z zapytaniem o możliwość odwiedzin. W winnicy przyjął nas niezwykle sympatyczny i kontaktowy Mattia, młodszy z braci, którzy wraz z mamą prowadzi winnicę.

Historia Le Macchiole jest inna od większości producentów z Bolgheri. Za pierwszymi wielkimi winami z toskańskiego wybrzeża, które zaczęły zdobywać międzynarodową sławę, stały bowiem dawne arystokratyczne rody, takie jak rodzina Antinorich, czy markiz Mario Incisa della Rocchetta. To właśnie do nich należały kilkusethektarowe posiadłości, z których bez większych problemów udało się wydzielić winnice. Należy też uczciwie przyznać, co też potwierdził Mattia, że bez ich pieniędzy i możliwości przebicia się na winny rynek, sukces Bolgheri byłby znacznie trudniejszy do osiągnięcia. Na początku lat 80-tych, gdy miejscowe wina dopiero wchodziły na rynek, Eugenio Campolmi zdecydował (ponoć wbrew woli ojca), również spróbować swoich sił. Początki nie były łatwe, już samo skupienie pierwszych 6 hektarów od miejscowych rolników było sporym wyzwaniem. Na szczęście dzięki wsparciu żony Cinzi Merli, która stała za nim murem, w 1987 roku udało się wypuścić pierwszy rocznik win Le Macchiole. Początkowo Eugenio eksperymentował z różnymi odmianami. Zaczął klasycznie dla Toskanii od Vermentino i Sangiovese, ale po kilku latach zdecydował, że chce postawić na wina z Merlot, Syrah i Cabereneta Franc. Choć ten dobór szczepów jest typowy dla Bolgheri, to ewenementem jest decyzja o produkcji win jednoodmianowych, zamiast kupaży. Niestety, wkrótce po ostatecznym domknięciu nowego portfolio, Eugenio zginął w wypadku samochodym w 2002 roku. Mattia wspominał, że kilka następnych lat było ekstremalnie ciężkich. Na szczęście, dzięki silnej woli Cinzi, którą wkrótce wsparli synowie, posiadłość wyszła na prostą.

W chwili obecnej rodzina posiada 27 hektarów winnic, podzielonych na kilkanaście odrębnych parceli. W zależności od występującej gleby (a są one różnorodne – glina, ił, piasek), precyzyjnie dobierano odmiany i gęstość nasadzeń, która dochodzi nawet do 10 tysięcy hektarów. Choć w klimacie Bolgheri ze względu na sporą wilgotności i idące za nią ryzyko chorób grzybiczych, nie jest łatwe prowadzenie upraw organicznie, to w Le Macchiole zdecydowano się na to wyzwanie.

Każdy element jest tu świetnie dopracowany i nic nie zostawia się przypadkowi. Podczas zbiorów następuje trzykrotna selekcja owoców, pierwsza odbywa się już na winnicach, kolejna po przyjeździe winogron do winiarni, a ostatnia już maszynowo podczas odszypułkowywania. Następnie winogrona są na kilka godzin wkładane do chłodziarki, aby obniżyć ich temperaturę i spowolnić fermentację. Każda parcela winifikowana jest oddzielnie, a dojrzewanie odbywa się w stali, cemencie oraz drewnie. Beczki pochodzą od pięciu różnych bednarzy, a od 2013 roku są one bardzo delikatnie wypalane, aby taniny z drewna nie przykryły tych z owoców.

Le Macchiole produkuje pięć rodzajów win – jedno białe i cztery czerwone. Niestety, nie udało się nam spróbować dwóch z nich. Paleo Bianco, którego powstaje zaledwie 3 tysiące butelek, sprzedało się już całkowicie. Dodatkowo w trudnym, wilgotnym roczniku 2014 nie powstało również Scrio, czyli czysty Syrah.

Rozpoczęliśmy od Le Macchiole Bolgheri Rosso 2016, czyli kupażu 60% Merlota, 20% Caberneta Franc i po 10% Syrah oraz Caberneta Sauvignon. Jeszcze w 2009 roku w skład wchodziło również Sangiovese, ale rodzina podjęła decyzję o ostatecznym pożegnaniu się z tą odmianą. Większa część wina (60%) dojrzewa w używanych beczkach, a pozostała część w stali. Pachnie dojrzałymi wiśniami, czereśniami, z dodatkiem akcentów ziołowych i pieprznych. Na podniebieniu bardzo soczyste, idące w kierunku porzeczek, wzmocnionych przez eleganckie, drobnoziarniste taniny. Wiele razy powtarzamy, że klasę producenta poznaje się po jego podstawowej butelce. Po spróbowaniu Bolgheri Rosso wiedzieliśmy już, że dalej będzie ogień. Bardzo dobre+ (91/100).

Następnie przyszła kolej na Le Macchiole Paleo 2014, czyli 100% Caberneta Franc. Owoce są macerowane przez 20 dni w cementowych zbiornikach, które zdaniem Mattiego najlepiej zachowują taniny i świeży charakter odmiany podczas fermentacji. Następnie wino dojrzewa przez 18 miesięcy w dębie, z czego 3/4 w nowych baryłkach. Pierwszy rocznik, wypuszczony na rynek w 1989 roku miał zupełnie inny skład, bowiem 90% Caberneta Sauvignon uzupełniało Sangiovese. Jednak Eugenio nie był zadowolony z ostatecznego efektu, cały czas próbował coś poprawić, aż w końcu 10 lat później zdecydował się na ekstremalny krok i wykarczował całość Caberneta Sauvignon, zastępując go Cabernetem Franc. To był strzał w dziesiątkę. Znajdziemy tu tak typowy dla odmiany porzeczkowy charakter i fantastycznie zarysowane nuty grafitowe. Wino jest ziemiste, pieprzne, z przyjemnym liściastym niuansem. Zupełnie nieprzesadzone, świetnie poukładane, o doskonałej koncentracji i drapieżnych taninach. Jeszcze młodziutkie, a potencjał ma ogromny. Znakomite (94/100).

W kolejnym kieliszku czekało już Le Macchiole Messorio 2014. Tu znów mamy najpierw 20-dniową macerację, ale tym razem odbywa się ona w stalowych zbiornikach, zaś dalsze dojrzewanie przez 18 miesięcy w nowych beczkach. Sporo się w nim dzieje, począwszy od nut dojrzałych wiśni, przez tony paprykowe, po żwir i czarną ziemię. W ustach czuć przyjemną głębię i silną kwasowość. W porównaniu do poprzednika taniny są łagodniejsze, bardziej wygładzone. Wydaje się również bardziej zamknięte i mniej gotowe do picia niż Paleo. Na jakieś 5 lat do odłożenia na półkę. Znakomite- (93/100).

Zdajemy sobie sprawę, że w dużej mierze jest to zasługa chłodnego rocznika, ale podobało nam w winach Le Macchiole umiarkowanie, tak różne od gęstych, esencjonalnych win, jakich wiele w Bolgheri. Tutaj owoc nie ustępował miejsca beczce, szedł wraz z nią w zgodnej parze. Dodatkowo dzięki niezwykle skromnemu Matii, zupełnie nie czuliśmy się, że odwiedzamy jedną ze wchodzących gwiazd toskańskiego wybrzeża, ale kolejnego rodzinnego, ciepłego producenta.

P.S. Le Macchiole poszukuje importera w Polsce, a my z chęcią przekażemy odpowiednie kontakty.

Zobacz więcej naszych podróży