Királyudvar – (w)schodząca gwiazda

Udostępnij ten post

Zlokalizowana w centrum miasteczka Tarcal winiarnia Királyudvar wygląda trochę niepozornie. Jednak wystarczy wejść za jej bramę, by oczom ukazał się przepiękny, renesansowy dziedziniec. Przypomina on, że niegdyś mieściła się tutaj jedna z posiadłości potężnego rodu Rakoczych. Jego przedstawiciele, choć nominalnie lennicy Habsburgów, byli w XVII-XVIII wieku de facto udzielnymi władcami wschodniej części dzisiejszych Węgier. Choć wciąż malowniczy, dziedziniec stanowi jedynie cień dawnej chwały i bogactwa Rakoczych. Nie sposób też nie myśleć podobnie o samym producencie.

Zastrzyk gotówki zza oceanu

Z czasów komunizmu tokajski region winiarski wyszedł mocno zdewastowany. Nie powinno więc dziwić, że większość projektów, które wyrastały w regionie w latach 90-tych ubiegłego wieku zostało zasilonych zagranicznym kapitałem. Na Zachodzie wielu wciąż pamiętało o sławie tokajskich win wypracowanej w czasach cesarsko-królewskiej monarchii Habsburgów. Tutejsze działki były zaś łakomym kąskiem dla osób, którym nie brakowało środków i odwagi, by inwestować w Europie Środkowej. 

Podobnie miała się rzecz właśnie z Királyudvar. Motorem napędowym przedsięwzięcia był w tym wypadku Amerykanin Anthony Hwang (będący już właścicielem renomowanej posiadłość nad Loarą – Domaine Huet). Współpracując z miejscowym winiarzem Istvánem Szepsym, w 1997 roku nabył on pierwsze 10 ha winnic w miasteczkach Mád i Bodrogkeresztúr. 

Do Istvána w tym projekcie dołączył nie kto inny jak Zoltan Demeter. Tym sposobem przez kilka roczników dwie obecnie największe gwiazdy Tokaju pracowały pod jednym dachem. István skupiał się wówczas bardziej na pracy na winnicach, zaś Zoltan na winifikacji. W efekcie bardzo szybko Királyudvar zaczął produkować jedne z najlepszych słodkich win w regionie. Jakby tego było mało producent położył też podwaliny pod produkcję nowoczesnych win wytrawnych, wypuszczając w 2000 roku pierwszego wytrawnego furminta z winnicy Úrágya.

Niestety, (jak to zwykle bywa przy takich indywidualnościach), na dłuższą metę zgodna współpraca okazała się być niemożliwa. Najpierw w 2005 roku z Királyudvar odszedł István, a dwa lata później Zoltan. Dzisiaj oboje produkują wina pod własnym nazwiskiem i prawdę powiedziawszy niezbyt chętnie opowiadają o tamtych czasach. Co jednak ciekawe, w piwnicach Királyudvar wciąż leżą (i są do kupienia) słodkie aszú pamiętające ten tandem. Ich ceny są zaś kilkukrotnie niższe (!) niż aktualnie wypuszczane wina pod szyldem czy to Istvána czy Zoltana.

Obecna sytuacja

Odejście tych dwóch gwiazd co prawda nie przerwało rozwoju producenta, ale na pewno jego sława przynajmniej trochę przygasła. Owszem, wina Királyudvar wciąż uchodzą za bardzo solidne etykiety, ale rzadko wspomina się o nich jako o znajdujących się w ścisłej czołówce regionu. Wydaje się również, że producent skupia swoje siły głównie na eksporcie czy to do Stanów Zjednoczonych, czy na Daleki Wschód. W efekcie co lokalny (środkowoeuropejski) rynek jest nieco pomijany.

Na szczęście widać też promyki postępujących zmian. Pierwszym z nich jest konwersja winnic na biodynamikę, którą rozpoczęto kilka lat temu. Pozwoli to wyróżnić się w regionie, gdzie taka forma upraw jest wciąż mało popularna. Drugim jest mocniejsze wejście w wina musujące, dzisiaj stanowią już one jeden z najlepszych przykładów tej kategorii w regionie. Wreszcie odpowiadający obecnie za winifikację Juhász Szabloc, który pierwsze kroki stawiał jeszcze pod okiem Zoltana Demetera, z roku na rok udowadnia, że ta nauka nie poszła na marne.

Wciąż warto więc odwiedzić Királyudvar, spędzając czas w okolicy Tarcal, co i my uczyniliśmy podczas naszego sierpniowego wypadu na Bor, mámor Bénye 2022.

Spróbowane wina

Királyudvar Furmint Sec 2020 (6.800 HUF – cena detaliczna przy zakupie u producenta)

Degustację zaczęliśmy od wytrawnego furminta pochodzącego z różnych winnic producenta (Percze, Lapis, Henye, Becsek, Suba). Po fermentacji, bez odszypułkowania owoców, wino dojrzewało w 500-litrowych beczkach. Pachnie typowo dla odmiany, a więc skórką jabłek, gruszkami, ale też cytrynami i skórką limonki. Na podniebieniu lekkie, odświeżające, ale też z dobrym ciałem i delikatnie woskowym charakterem. Dobrze zrobione, warte odłożenia na 2-3 lata. Bardzo dobre- (89/100).

Királyudvar Becsek Furmint Demi Sec 2014 (7.000 HUF)

Tu mamy już furminta z pojedynczej winnicy Becsek, jednej z najlepszych w miasteczku Mád. Fermentacja odbywała się w dębie i następnie wciąż w beczkach trwało dojrzewanie wina przez dalsze 9 miesięcy. Wino ma 16,4 g cukru, ale przy dość wysokiej kwasowości rzędu 7,6 g. Trzeba pamiętać, że rocznik 2014 był bardzo deszczowy, ale mimo to wino ma przyjemny balans między słodyczą owocu, a soczystą kwasowością. W zapachu pojawia się już sporo ewolucji, aromatów orzechów, lekkie utlenienie, ale i miód, cytrynowa skórka. Posmak dość długi, choć kończący się nieprzyjemnie, trochę zbyt sucho. Naszym zdaniem jest już na swoim szczycie, nie czekalibyśmy z jego otwarciem dłużej. Bardzo dobre (90/100).

Királyudvar Furmint Lapis Late Harvest 2012 (8.000 HUF)

Idąc w górę z poziomem słodyczy, tutaj zatrzymujemy się na poziomie 73 g. Owoce pochodzą z pojedynczej parceli Lapis, ale zbierano je gdy były w pełni zdrowe, bez szlachetnej pleśni. Wino jest pięknie aromatyczne, z nutami pomarańczowej skórki, poobijanych jabłek i miodu lipowego. Na języku oleiste i delikatnie kremowe, może straciło już swoją młodzieńczą energię, ale na pewno nie zmieniło się w stetryczałego dziadka. Bardzo dobre (90/100).

Királyudvar Cuvée Patricia 2013 (12.600 HUF)

Do tej etykiety trafiają grona odmiany sárgamuskotály z parceli Dancka w Mád, przy czym zarówno te zdrowe, jak i dotknięte botrytisem. W efekcie powstała pozycja, gdzie poziom cukru osiągnął 117 g, a kwasowości jest nieco poniżej 7 g. Jak na tą aromatyczną odmianę przystało w nosie dzieje się naprawdę sporo. Mamy więc cytryny w miodowym syropie, ale też bergamotkę i miętę, a nawet anyż. Usta wyraźnie herbaciane i ziołowe, z dodatkiem indyjskich przypraw, słodkich jabłek, gruszek i fig. Esencjonalne, pełne, a przy tym wciąż wielce hedonistyczne. Znakomite- (92/100).

Királyudvar Aszú 6 puttonyos 2003 (30.400 HUF)

Na koniec przyszła oczywiście kolej na aszú, w ułożonej, dojrzałej wersji. Do jego produkcji użyto wina bazowego z furminta z niewielką domieszką sárgamuskotály z winnicy Dancka, a pasta z rozgniecionych zbotrytyzowanych gron pochodziła z owoców z Lapisa (jeśli chcecie dowiedzieć jak dokładnie produkuje się wino klasy aszú, to informacje znajdziecie we wpisie o naszej degustacji dojrzałych win tej kategorii). Już wielokrotnie obserwujemy, że w dojrzałych słodkich winach (o ile mają one już za młodu dobry balans cukru i kwasowości), z wiekiem to właśnie kwasowość wychodzi na pierwszy plan, a ładunek słodyczy staje się mniej odczuwalny. Tak jest również w tym przypadku, gdzie to właśnie cytrynowa kwasowość dominuje w ustach, do tego mamy oczywiście sporo miodu, wosku, brzoskwiń, moreli, dojrzałych jabłek. Aromatycznie również dzieje się sporo, a komponent muszkatowy daje o sobie znać pod postacią kwiatów i przypraw. Całość jest niezwykle świeża, żywa, stawiająca do pionu. Znakomite+ (94/100).

Királyudvar to historycznie ważny punkt na winiarskiej mapie Tokaju. Ale nie tylko ze względu na sentyment za przeszłością warto ich odwiedzić. Tutejsze wina to wciąż eleganckie, typowe dla regionu pozycje.

Zobacz więcej naszych podróży