Italia 2017: Żabnica i Pigato w Cinque Terre

Zostajemy dalej w Ligurii. A dokładniej w Cinque Terre, czyli malowniczych miasteczkach położonych na wybrzeżu Morza Śródziemnego na zachód od La Spezii. Pięć, jak sama nazwa wskazuje, siół jest wbitych pomiędzy skały a taflę morza. Stanowią one wielką atrakcję turystyczna i są miejscem najazdu głównie Amerykanów, dla których jest to jedno z „must see” we Włoszech. Aby zwiedzić miasteczka najlepiej skorzystać z pociągu. Po pierwsze, dlatego że jest szybki (tunelami w kilka minut docieramy do kolejnego miejsca), po drugie – nie mielibyśmy gdzie postawić auta, bo o parking jest tam piekielnie trudno, a po trzecie – nie moglibyśmy napić się wina. Oprócz skał w dół do każdego miasta schodzą tarasowe winnice. Czasem wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że ktoś jest w stanie uprawiać w tak ekstremalnych warunkach winorośl. A jednak. My nie goniliśmy za tłumami turystów, ale umówiliśmy się do (podobno jednej z najlepszych winnic apelacji Cinque Terre) – Buranco.
Rozmowa mailowa z Buranco przebiegała bardzo miło. Dostaliśmy odpowiedź, że chętnie podejmą nas na degustacji i pokażą winnice. Mieliśmy się odezwać, jak tylko dotrzemy do Ligurii. Po powtórnym kontakcie uzyskaliśmy informację – „super, bądźcie w sobotę o 16tej – wszystko będzie zorganizowane”. Winnica wraz z gospodarstwem agroturystycznym znajduje się w miejscowości Monterosso. Samochodem trasa z Moneglii zajmuje 1 godzinę 15 minut plus oczekiwanie na otwarcie tuneli. My wybraliśmy kolej – 30 minut w jedną stronę (27 EUR dwie osoby dorosłe i dziecko). Dopasowaliśmy godziny pociągów do wizyty i udaliśmy się na miejsce. Po pojawieniu się w Buranco okazało się, że jest to „gruby” biznes agroturystyczny połączony w restauracją. Kelner w ogóle nas nie słuchał i zaproponował płatny tasting (25 EUR per person). Gdy po raz kolejny powołaliśmy się na maile i osobę, która nam je pisała, młody człowiek powiedział że pani Meri nie ma i będzie później. Odczekaliśmy swoje 20 minut. Zauważyliśmy że ktoś się pojawił, ale po krótkiej dyskusji z kelnerem i wskazywaniu na nas zniknął. Po naszym kolejnym zapytaniu kelnera co się dzieje, okazało się Meri nie ma dla nas czasu… Sama nie raczyła nam tego powiedzieć. Straciliśmy pół dnia, 27 EUR, a córka jedyny dzień bez czerwonej flagi nad morzem. Wystarczyło przecież powiedzieć w mailu – jestem zajęta i nie dam rady się z Wami spotkać (zaznaczaliśmy w korespondencji, że dojedziemy koleją) i nie było by problemu… To już któreś nasze podejście do winnic w Ligurii i żadne nie zakończyło się sukcesem (oprócz oczywiście Cantine Lunae, no ale to już granica z Toskanią i kompletnie inna bajka 😉 Buranco okazało się porażką. Ich wina centralnie zbojkotowaliśmy i nie kupiliśmy 🙂
W domu czekała już na nas żabnica gotowa na wina z Cinque Terre. W lokalnym sklepie, za namową sprzedawcy wzięliśmy Pigato. To lokalny biały szczep, kuzyn Vermentino, który zwykle daje mocno aromatyczne wina o nutach ziołowych. Mocna, „mięsna” ryba może sprawdzić się z „charakterną” bielą. Tu mamy butelkę z apelacji Riviera Ligure di Ponente – czyli części Ligurii rozciągającej się od granicy francuskiej aż po Genuę. Producenta nie znamy (słabo też z informacją o nim w internecie), zainwestowaliśmy jednak 12 EUR w polecaną butelkę. Pigato Riviera Ligure di Ponente DOC 2016, Cantine Levante Di Segarini Dorella – otworzyliśmy już podczas przygotowywania ryby. Trzeba było ukoić nerwy po straconym na Buranco dniu… Kolor jasny, słomkowy, ładny. Nos dosyć mocny o aromatach białych kwiatów i owoców o białym miąższu. Niezły. Usta o średniej kwasowości i lekkiej, przyjemnej mineralności. Pojawiają się nuty łąki i siana. Delikatna cytryna w końcówce. Lekkie, świeże, żwawe, ale jednak z głębią. Całkiem złożone. Dobre. 86/100 12 EUR nie poszło w błoto, ale też trzeba zauważyć, że nie jest to tanie wino.
Żabnicę przygotowaliśmy a’la Cinque Terre – w pomidorowym sosie. Jak usmażyć odpowiednio usmażyć rybę, aby była miękka – podpowiedziała nam pani ze sklepu rybnego. Kupiliśmy kotlety o grubości około 2,5 cm. Jedyna ość to kręgosłup, który spaja steak. Na oliwie z oliwek extra vergine podsmażamy delikatnie posiekaną natkę pietruszki z czosnkiem (również posiekanym) i pokrojonym na drobne plasterki ramieniem selera naciowego. Gdy składniki się zeszklą, dodajemy pokrojone na małe kawałki pozbawione skórki i gniazd nasiennych pomidory oraz koncentrat pomidorowy. Doprawiamy solą i pieprzem. Gotujemy na wolnym ogniu co najmniej 15 minut – do uzyskania gęstego, aromatycznego sosu. Żabnicę smażymy na drugiej patelni na oliwie na średnim ogniu po około 5 minut z każdej strony. Gdyby puściła sok, należy zebrać go z patelni i smażyć dalej. Następni przekładamy Żabnicę do sosu pomidorowego, mieszamy i gotujemy jeszcze na wolnym ogniu przez około 5 minut. Podajemy rybę przykrytą sosem i posypaną posiekaną natką pietruszki.
Pigato Riviera Ligure di Ponente DOC 2016, Cantine Levante Di Segarini Dorella z Żabnicą „Cinque Terre” poszło lekko i bardzo dobrze. Odświeżało i pokazywało więcej „łąkowych” akcentów. Podobało nam się to połączenie.
W Warszawie otworzyliśmy inne Pigato. Przywiezione z Cantina Lunae. Winnica ta znajduje się w okolicach La Spezii, czyli apelacji Colli di Luni, ale właściciele skupują grona od zaprzyjaźnionych wonogrodników z całej Ligurii i stąd też mamy w ich ofercie wino pochodzące z odległej apelacji. Terre Ferme Pigato Riviera Ligure di Ponente DOC 2016, Cantina Lunae. Kolor – jaśniutki, słomkowy. Nos całkiem mocny. Trochę nut miodowych plus aromaty kwiatowe z dodatkiem akcentów cytrynowych. Całkiem dobry. Usta o średniej (-) kwasowości. Zrównoważone, spokojne, eleganckie. Kwaskowo (nuty cytrynowe) – ziołowa końcówka. 86/100 Cena również oscyluje w okolicach 12 EUR. Wino różne od Cantine Levante – bardziej dyskretne w ustach i zdecydowanie mniej aromatyczne. Równie jednak dobre.
Kończymy drugie spotkanie z Ligurią i Pigato. Kolejny odcinek już na 100% z innego regionu!
Do następnego!
A&W