Horst Sauer – najlepsze rozpoczęcie wakacji

Udostępnij ten post

Polskę opuściliśmy wcześnie rano pierwszego dnia wakacji. „Wcześnie” to słowo klucz naszych tegorocznych wakacji, gdyż ani razu nie daliśmy sobie pospać. Już po pięciu godzinach drogi zjechaliśmy z autostrady, którą znamy z naszych wypraw nad Mozelę. Bowiem plan wakacji zakładał, że tym razem zobaczymy jeden z mniej znanych winiarskich regionów Niemiec. Na szybki obiad zatrzymaliśmy się jeszcze w ładnym miasteczku Volkach, a zaraz po ruszeniu w dalszym trasę, gdy tylko minęliśmy ostatnie zabudowania, naszym oczom ukazały się przepiękne winnice zajmujące okoliczne wzgórza. „Wow, jak tu pięknie” – powiedzieliśmy niemal w tym samym momencie. O samej podróży po regionie i naszych tipach opowie Wam wkrótce Marta. 


Frankonia – geografia i warunki

Co może dziwić w pierwszym momencie, Frankonia należy do Bawarii. Ta zaś bywa kojarzona głównie z konsumpcją piwa (patrz choćby Octoberfest). Jednak w północno-zachodniej części tego landu tradycyjne winiarskie są bardzo silne i sięgają aż czasów średniowiecznych. Winnice zlokalizowane są tu głównie nad brzegami przepływającego przez Frankonię Menu, który przepięknie meandruje pośród okolicznych wzgórz, co kilka kilometrów zmieniając kierunek, by w końcu złączyć się się ze swoim większym bratem Renem w okolicach Hochheiem. Takie ukształtowanie terenu przekłada się oczywiście na różnorodność ekspozycji, jakie do dyspozycji mają winiarze. Zbocza może nie są aż tak strome jak choćby nad Mozelą, ale miejscami nachylenie i tak jest imponujące. Całość upraw winorośli obejmuje nieco ponad 6 tysięcy hektarów. Frankonia, będąc jednym z najbardziej wysuniętych na północ regionów Niemiec, to miejsce, w którym naturalnie królują głównie białe odmiany. Prym wśród nich wiedzie Silvaner, który odpowiada za mniej więcej czwartą część nasadzeń. Tutejszy klimat jest stosunkowo chłodny (zwykle zbyt niegościnny dla Rieslinga), a w wielu miejscach problemem są wiosenne przymrozki, potrafiące znacząco przetrzebić zbiory. Stąd też popularnością cieszą się również krzyżówki powstałe w Niemczech w ubiegłym wieku, właśnie z myślą o radzeniu sobie z takimi trudnymi warunkami klimatycznymi – Müller-Thurgau, Bacchus, Kerner, Scheurebe czy Rieslaner.

Bocksbeutel – frankońska butelka

Elementem charakterystycznym dla regionu jest również pękata butelka zwana Bocksbeutel. Co prawda wielu producentów rezygnuje z niej na rzecz butelek o bardziej typowym kształcie (zwłaszcza dla bardziej prestiżowych win), ale znakomita większość zwłaszcza tańszych pozycji ląduje właśnie w tym typowym dla Frankonii „opakowaniu”.

Winiarską stolicą regionu jest urokliwe miasto Würzburg, w którego obrębie znajdują się majestatyczne winnice (jak choćby słynny Würzburger Stein), a także swoje siedziby posiada kilku znaczących producentów, jednak my pierwszy postój postanowiliśmy zaplanować nieco bardziej na wschód, w miasteczku Eschendorf, aby odwiedzić Weingut Horst Sauer, jedną z legend Frankonii.

Co 100 metrów VDP

Eschendorf to malutka wioska licząca nieco ponad 300 mieszkańców. Na dobrą sprawę to tak naprawdę jedna długa ulica i niewielki placyk z kościółkiem. Jednak w tej niepozornej mieścinie znajduje się aż czterech producentów należących do prestiżowego stowarzyszenia VDP (łącznie jest ich tu 9 plus 3 lokalne spółdzielnie). Ciekawostką jest również fakt, że w całej Frankonii znajdziemy łącznie aż 28 posiadłości należących do VDP, a w ponad cztery razy większej Hesji Nadreńskiej jest ich zaledwie 18.

To jednoznacznie pokazuje jak dobre siedliska znajdują się w regionie i jak świetnie wina powstają na tak niewielkim obszarze. Specyfiką Frankonii jest też fakt, że znaczna część miejscowej produkcji jest wypija na miejscu, w samym regionie. W przypadku Weingut Horst Sauer na eksport trafia jedynie 10% produkcji. Tym uważniej wypatrujcie tych win.

Odwaga, miłość, zaś przede wszystkim cierpliwość

Austriacki poeta Peter Rosegger jest autorem sentencji będącej mottem winiarni: „Wielkie rzeczy osiąga się dzięki odwadze, jeszcze większe dzięki miłości, zaś te największe dzięki cierpliwości”. Tej ostatniej na pewno nie brakowało Horstowi Sauer, który doprowadził swoją winnicę do zajmowanego obecnie miejsca, zdaniem wielu najlepszej posiadłości we Frankonii. Jeszcze na początku lat 70-tych sprzedawał on winogrona do miejscowej spółdzielni, ale w 1977 roku postanowił po raz pierwszy wyprodukować własne wino i sprzedać je już pod swoim nazwiskiem. Zaczynał od zaledwie 1,5 hektara upraw, by obecnie osiągnąć poziom 20 hektarów rozlokowanych w trzech okolicznych miejscowościach. Dzisiaj za winiarnię odpowiada już jego córka Sandra, (która poprowadziła degustację win), choć jak sama przyznała, nadal może liczyć na rady swojego taty.

Swoje wina Sandra fermentuje w niskich temperaturach w stali. Beczki nie są używane praktycznie w ogóle (trafia jedynie do nich Weissburgunder, którego jednak nie próbowaliśmy i wina z linii Sehnsucht). Ideą jest pokazanie czystej ekspresji miejscowego terroir, bez beczkowego makijażu.

Kiedyś pozycje od Weingut Horst Sauer można było znaleźć w portfolio FoodWine, ale niestety nie są już dostępne w Polsce (czas na zmianę tego stanu rzeczy!).

Degustacja

Horst Sauer Silvaner Brut 2015 (14 eur – podajemy ceny przy zakupie w samej winnicy)

Ten produkowany klasyczną metodą (z drugą fermentacją w butelkach) Silvaner początkowo wydał się nam dość prosty, ale po kilku chwilach znad kieliszka zaczęły się unosić przyjemne nuty woskowe, czy wręcz petrolowe. W połączeniu z jabłkowo-cytrusową owocowością efekt był naprawdę ciekawy. Dodatkowo świetna kwasowość niesieni w sobie mnóstwo orzeźwienia. Zakupioną butelkę wypiliśmy kilka dni później w upalny dzień nad Jeziorem Bodeńskim i dała nam ona mnóstwo frajdy. Bardzo dobre+ (91/100).

Horst Sauer Eschendorfer Silvaner 2018 (8,20 eur)

Degustację win spokojnych rozpoczęliśmy od razu od drugiego szczebla kategorii VDP, a więc win pochodzących z pojedynczej gminy (tzw. Ortswein). Sandra wspominała nam, że zbiory w zeszłym roku odbywały się w ekstremalnych temperaturach przekraczających 30°C. Aby nie dopuścić do przedwczesnej fermentacji, wynajęli busa-chłodnie, do którego wkładano zebrane owoce, nim trafiły one do winiarni. Samo wino pachnie jabłkami, kwiatami, ziołami i cytrynami. Wydaje się nawet delikatnie perfumowane. Na podniebieniu z przyjemnym ciałem, ale i ciekawym, wapienno-kredowym posmakiem. W finiszu pojawia się też delikatna słoność i pieprzność. Sprawia mnóstwo przyjemności już teraz, ale można je też odłożyć na rok-dwa. Bardzo dobre+ (91/100).

Horst Sauer Eschendorfer Riesling 2018 (10 eur)

Po tym Rieslingu w ogóle nie czuć, że pochodzi z tak gorącego roku. Jest bardzo mineralny, mniej owocowy od poprzednika, ale też mocniej kwasowy. Ten stalowy uścisk kwasowości zdaje się niemal miażdżyć zęby, a po chwili przechodzi w cytrynową owocowość. Pojawiają się również nuty soczystego, zielonego ogórka. Potężnie orzeźwiające, radosne w swoim wyrazie. Znakomite- (92/100).

Horst Sauer Eschendorfer Lump Silvaner S. Erste Lage 2018 (12,50 eur)

Tu już wchodzimy na wyższy poziom, bo do naszych kieliszków trafiło wino pochodzące z parceli oznaczonej jako jedna z Erste Lagen. Lump to nazwa dużego wzgórza rozpościerającego się nad samym Eschendorfem, na którym dominuje wapienna gleba będąca pozostałością morza, które przed milionami lat przykrywało ten obszar. Aromat jest intensywny, z nutami gruszek, brzoskwiń, a na podniebieniu znajdziemy również większą koncentrację (tu pojawia się też więcej jabłek). Nad wszystkim zaś unosi się ta charakterystyczna, mocna kwasowość, która w pewnym momencie przejmuje kontrolę nad wyrazem tego wina, owocowość chce ją przegonić, ale ona zaparła się tak, że nic nie jest w stanie jej ruszyć. Znakomite- (92/100).

Horst Sauer Eschendorfer Fürstenberg Blauer Silvaner S. Erste Lage 2018(12,50 eur)

To bodajże pierwszy raz, kiedy mieliśmy okazję spróbować Blauer Silvanera, a więc mutacji o ciemnym kolorze owoców, z których jednak produkowane jest białe wino. Fürstenberg to siedlisko leżące nieco na południe od miasteczka, o wschodniej ekspozycji. Słońce zachodzące za porastającym najwyższą część wzgórza lasem  stosunkowo szybko pogrąża Fürstenberg w cieniu. Porównując to wino z poprzednim, jest wyraźnie chłodniejsze, bardziej stalowe i mineralne. Również owocowość nie jest tak intensywna, a zamiast niej pojawia się więcej tonów ziołowych. Za to w finiszu ponownie dochodzi do głosu kwasowość, którą czujemy jeszcze długo po przełknięciu ostatniego łyka. Znakomite (93/100).

Horst Sauer Eschendorfer Lump Riesling S. Erste Lage 2018 (13,50 eur)

Wracamy na Lump i przechodzimy do Rieslinga. Zaczyna się kwiatowo, później dołączają gruszki, a nawet morele. Aromat jest bardzo uwodzicielski i pociągający. Natomiast po spróbowaniu, znajdziemy w nim świetnie napięcie i naprężenie między kwasowością i pikantną końcówką. Intrygujące wino, ale w tym momencie jeszcze bardzo młode. Znakomite+ (94/100).

Horst Sauer Eschendorfer Am Lumpen 1655 Silvaner GG 2017 (25 eur)

Przegląd najwyżej kategorii VDP, a więc słynnych Grosses Gewächs zaczynamy od Silvaner. Parcela Am Lumpen pierwszy raz była wzmiankowana w 1655 roku, do czego nawiązuje jej nazwa. Zmieniamy też rocznik na bardzo wilgotny i deszczowy przez większą część sezonu, ale za to przepięknie słoneczny w czasie zbiorów (zdaniem Sandry to właśnie dlatego wina z 2017 roku mają tak dobry balans). To zaś jest wino przepiękne, z oszałamiającymi nutami gruszek, truskawek, moreli, mirabelek, zielonych jabłek, ananasa i co ciekawe kolendry. Struktura jest dość obfita, ale też ładnie mineralna i woskowa. Potężny, długi finiszu odświeża całe usta. Przepiękne wino. Arcydzieło (96/100).

Horst Sauer Eschendorfer Am Lumpen 1655 Riesling GG 2017 (27 eur)

Ekspresja Rieslinga z tej renomowanej winnicy jest już inna – dymna, mineralna. Sporo w nim cytryn, jabłek, ale też pieczonego boczku. Strzeliste, wyciągnięte przez mocną kwasowość, surowe, z delikatnie goryczkowym finiszem. Trudno w obecnej chwili ocenić, w którą stronę będzie zmierzał ten Riesling, choć nieco pomógł nam w ocenie jego starszy o kilka lat brat spróbowany po chwili. Znakomite (93/100).

Horst Sauer Eschendorfer Am Lumpen 1655 Riesling GG 2011

To kolejny z niezliczonych dowodów na to, że nie warto spieszyć się z otwieraniem butelek kategorii GG. Wino pięknie się rozwinęło, pachnie morelową esencją, ale jest w nim mnóstwo jabłkowej świeżości, a wszystko to opatulone jest znów dymem. Ładnie woskowe, wręcz aksamitne, w ustach owoc nabiera ciężkości, pojawiają się jabłka, ale już w wersji prażonej. Na pewno nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa. Arcydzieło (96/100).

Horst Sauer Sehnsucht Silvaner 2017 (20 eur)

Gdy porówna się to wino z poprzednimi pozycjami, to wyraźnie widać, że producentce chodziło w tym przypadku o coś zupełnie innego. Tu bowiem odchodzimy od win dojrzewających jedynie w stali, a 40% tej pozycji jest starzone przez 5 miesięcy w beczkach. Ten dotyk dębu jest wyczuwalny, bo znajdziemy trochę roztopionego masła, orzechów i wanilii, ale też bardzo ciekawe akcenty starej biblioteki, a nawet liczi i marakui. Na szczęście wino nie popada w barokową przesadę, nie traci życia, jest soczyste i ładnie świeże. Na pewno niesztampowe, a przez to bardzo ciekawe. Znakomite+ (94/100).

Horst Sauer Eschendorfer Lump Silvaner Beerenauslese 2018 (40 eur)

Jedynie 10% gron użytych do produkcji tego słodkiego wina było dotkniętych szlachetną pleśnią. Cukru jest naprawdę sporo, lądujemy bowiem na poziomie nieco ponad 260 gram, ale próbując je nie ma się wrażenia nadmiernej ciężkości. Jest tu oczywiście wszystko, czego oczekiwać można od takiej pozycji – miód, gruszki w słodkim syropie i na szczęście wyraźna kwasowość, która przecina słodycz jak brzytwa. Subtelne, ze świetnym balansem. Znakomite (93/100).

Horst Sauer Eschendorfer Lump Riesling Trockenbeerenauslese 2017 (70 eur)

Już po powrocie do Warszawy zauważyliśmy, że wino to otrzymała od Falstaffa najwyższą możliwą notę, a więc 100 punktów. Nam też bardzo smakowało, choć byliśmy nieco bardziej wstrzemięźliwi. W tym przypadku już 100% owoców było dotkniętych botrytisem. Zresztą Sandra powiedziała nam, że ze względu na bliskość rzeki i poranne mgły, z dolnych partii wzgórza są w stanie niemal corocznie zbierać grona nadające się do produkcji słodkich win. Ten Riesling pachnie przepiękną esencją miodu, z dodatkiem skórki pomarańczowej, wosku i suszonych moreli. Faktura jest przepięknie oleista, wino jest wręcz półpłynne, niesamowicie esencjonalne. Grzechem jest pić je już teraz, bo to butelka zdolna przetrwać kilka dekad. Arcydzieło+ (97/100).


W Polsce frankońskie Silvanery zdobywają coraz większą popularność zwłaszcza w sezonie szparagowym (jest to jedno z klasycznych połączeń z tym warzywem). Jednak wizyta w Horst Sauer pokazała nam, że spektrum zastosowań tej odmiany jest znacznie szersze. Co więcej również frankońskie Rireslingi nie mają powodów, aby wstydzić się w towarzystwie swoich braci z innych niemieckich regionów. Co jednak może najważniejsze, Frankonia to region położony blisko naszych granic i piękny pod względem krajobrazowym. Może najwyższy czas, abyście wyskoczyli tam na weekend.

Zobacz więcej naszych podróży