Edynburg 2022: Jedzenie i picie:)

Dziś znowu nadaję z Edynburga – tym razem jem i piję na mieście, a nawet na plaży! Zacznijmy jednak od whisky! Za namową przyjaciół (mocno siedzących szkockich mocnych smakach i mających szeroką kolekcję butelek z której zawsze można wykroić znakomite degustacyjne zestawy) poszliśmy na Scotch Whisky Experience (354 Castlehill, The Royal Mile). Świetna komercyjna impreza, absolutnie profesjonalna i wesoła. Rajd beczką w czasie którego dostajemy pełną instrukcję z fermentacji i destylacji whisky, potem seans kinowy z prezentacją wszystkich pięciu wyodrębnionych regionów produkcji oraz degustację wraz przejściem przez salę z największym na świecie zbiorem whisky. Warto! Ktoś kto nie próbował pozna świetną selekcję smaków i aromatów różnych regionów – Lowlands, Highlands, łagodny Speyside, torfowy Islay oraz Campbeltown. Świetnie też porównać Single Malty z Blended Whisky. Bardzo warto. Przed wycieczką należy się zapisać na wybraną trasę. Różnią się ilością degustacji, jest też opcja z foodpairingiem – wszystko znajdziecie na stronie. Ja najbardziej polecam opcję Gold (32 GBP) gdzie w około godzinę robimy trasę podstawową z degustacją jednej whisky (dostajemy do tego szklaneczkę) a potem próbujemy 4 próbki z różnych regionów już w barze. Do tego przysługuje roczne członkostwo w klubie upoważniające do 10 % zniżki w drugim barze. Ten rok to bez przesady ale jak chcecie wpaść następnego wieczoru na kolejne degu to zniżka jaj znalazł. Przy wyjściu jest też bardzo bogaty sklep. Jednak jak sugerowałem Wam w poprzednim odcinku jak nie ma rodzynków czy promocji to lepiej kupić szkocką w Polsce.
Kolejnym punktem wycieczki są oczywiście puby Szkocki barman w Scotch Whisky Experience polecił nam znajdujący się na końcu Royal Mile (2-8 High Street) „The Worlds End”. Tu zaznaczyliśmy, że chcemy pubu z jedzeniem. I rzeczywiście to super godne polecenia miejsce. Na stolik poczekaliśmy kilka minut w barze przy akompaniamencie Giuneessa i lokalnego lagera -Tennents. Potem już przeszliśmy do stolika żeby zjeść lokalne barowe dania. Wiadomo – zamówiliśmy Fish and Chips (15 GBP) oraz Fried Huggis (6 GBP). Rewelka – wszystko mega smaczne, łupacz super soczysty a do niego groszek, chrupkie frytki i tatarsko octowy majonez. Huggis z pieczeniowym sosem z dodatkiem whisky… IPA na deser Polecam – pomimo że rybę z frytkami zamówicie w innych pubach pewnie ze 2 funty taniej. Oprócz tego w „Na końcu świata” dostaniecie też inne typowo pubowe dania z burgerami i „pajami” włącznie. Piwo w pubach zwykle jest w cenie 4.80-5.60 GBP za Pint’e. Ale tu uwaga – jest zmiana w asortymencie. Jak pamiętam kilka lat temu to puby w UK były pełne wygazowanego smutnego zwykłego Ale… dziś to raczej rzadkość. Dużo świeżych lagerów, IPA, zawsze obowiązkowo Guinness, dużo kraftów ale również międzynarodowych browarów – Peroni, Heineken, Pilsner. Zmiana, zmiana, zmiana. Wieczorem przeszliśmy przez miasto – trochę zrobiliśmy taki pub-crawling Co Polecamy? Szukajcie tych gdzie gra muzyka i ludzie się bawią – jest wtedy wesoło! Tam jest najlepsza impreza. Pierwszy z brzegu to The Scotsman’s Lounge (73 Cockburn Street) zaraz przy Royal Mile – jest muzyka mechaniczna, są tańce i jest zabawa. Tam i dalej w dół na Market Street jest wiele pubów, ale zajdźcie do kameralnego The Hebrides (17 Market Street) – muzyka na żywo, weseli barmani, good fun! Poza centrum w pubach dostaniecie piwo często taniej, ale spotkacie lokalsów grających w dartsy i trochę mocno podchmielonych osób w wieku 55+. Tak to wygląda.

Kolejnego dnia wybraliśmy się nad morze w poszukiwanie homara Tak tak – morze północne obfituje w znakomite owoce morza! Homary, kraby, omułki, ryby – najlepsze co może nas spotkać. Mieliśmy mocne sygnały że w North Berwick będzie to czego szukamy – best food and best beach North Berwick to szkocki, nadmorski kurort. Małe miasteczko leżące 30 minut pociągiem (wahadła jeżdżą co około 1h – 7.5 GBP w obie strony) na wschód od Edynburga. Śliczne domki, kilka restauracji, dosyć szeroka plaża i wiatr taki że mój 8 kg kot by latał jak latawiec Jesteśmy jednak nad morzem północnym! Kierujemy się do Lobster Schack! To ekskluzywny street food. Sezonowa filia Rocketeer Restaurant. Gwiazdą jest oczywiście Lobster! Podawany z masłem na frytkach z ćwiartką cytryny. Można wziąć połówkę 24 GBP lub całego 42 GBP. Najlepiej całego na 2 osoby Jedliśmy też (po połówce) kanapkę z homarem i krabem z lekkim coleslaw i świeżymi warzywami (zamiast frytek) – bardzo duża, z mega uczciwą ilością mięsa – 16 GBP. Jest też krab w całości – 16 GBP, ryba z frytkami – 12 GBP i codziennie inny „catch of the day”. Restauracja chwali się tym, że jest zarejestrowana jako „First Fish Buyer” – czyli ma możliwość kupna ryb i owoców morza bezpośrednio z kutra. Bez tej licencji nie można tego w UK robić. Dodatkowo wszystkie inne produkty pochodzą od wymienionych na stronie lokalnych rolników. Oprócz znakomitego jedzenia, Lobster Schack ma świetną, sympatyczną obsługę. Warto było przyjechać, zjeść homara, połazić po plaży i zamoczyć stopy w morzy północnym.
3 dni to nie za wiele czasu, ale wydaje się że wystarczająco na w sumie intensywny pobyt w Edynburgu. Starczy czasu na muzea, zamek, królewski jacht, wycieczkę nad morze, chodzenie po okolicznych wzgórzach skąd rozciągają się przepiękne widoki, a także imprezowanie w pubach. Warto było!
Do następnego!
W.