Domaine de Sainte Marie – sąsiedzi

Podczas lipcowej wizyty w Jurze mieszkaliśmy w niewielkim miasteczku Arlay. Nie było w nim niczego specjalnie wartego zwiedzania, ale niewątpliwym plusem była bliskość innych atrakcji, jak choćby Château-Chalon, Arbois, czy Baume les Messieurs. Jednak nawet na takiej prowincji znaleźliśmy coś wartego zwiedzania, gdy okazało się, że dosłownie „za miedzą” naszego pensjonatu znajduje się winiarnia Domaine de Sainte Marie. Grzechem więc było jej nie odwiedzić.
Historia posiadłości
Rodzina Sainte Marie d’Agneaux ma normandzkie korzenie, ale od wieków związana jest z Jurą, zajmując się winiarstwem od z grubsza 200 lat. Niegdyś posiadali rozlegą posiadłość w okolicach Montigny-lès-Arsures, niedaleko Arbois, obecnie przenieśli się bardziej na południe i nabyli 14-hektarów winnic pod Arlay.
Posiadłość jest zarządzana przez Gaëtana, którego wspiera enolog Nicolas Cottier. Celem rodziny jest z jednej strony wierność lokalnej tradycji winiarskiej, z drugiej odważne spoglądanie w przyszłość i nieustająca poprawa jakości produkowanych win. Zdaniem rodziny najważniejsze jest wzajemne zrozumienie między winiarzem, ziemią na której uprawia on winorośle i krzewami winogron, które na niej rosną.




Jeśli natomiast chcecie dowiedzieć się więcej o samym terroir Jury, zapraszamy tutaj.
Spróbowane wina

Domaine de Sainte Marie Chardonnay 2017 (14 eur – wina nie są dostępne w Polsce, podajmy ceny przy zakupie bezpośrednio u producenta)

Rozpoczęliśmy od chardonnay w owocowej wersji, dojrzewającej przez 10-12 miesięcy w beczkach na osadzie. Jest przyjemnie kremowe, maślane, z nutami dojrzałych jabłek, gruszek, pszczelego wosku i kwiatów. Na podniebieniu dość ciężkie, ponownie maślane i jabłkowe, a w posmaku wychodzi również mocna kwasowość. Dość techniczne, ale też smaczne i klasyczne jeśli chodzi o odmianę. Bardzo dobre- (89/100).

Domaine de Sainte Marie Savagnin Ouillé 2016 (15 eur)

Przeskakujemy do odmiany savagnin, która spędza w beczkach aż dwa lata. Nazwa ouillé wskazuje, że w przeciwieństwie do Vin Jaune nie było ono poddawanej celowemu utlenianiu, w beczki były uzupełniane w miarę odparowywania wina. To był też savagnin, w którym odnaleźliśmy sporo pokrewieństwa z traminener, bo i przecież te dwa szczepy uchodzą za jedną odmianę. W aromacie można więc było doszukać się płatków róży, pomarańczowej skórki, owoców liczi, czy nawet truskawek. Za to na podniebieniu mocno kwasowe, bazujące na energetycznej świeżości i czystym posmaku. Spróbowalibyśmy tego wina do jakiś orientalnych dań. Znakomite- (92/100).

Domaine de Sainte Marie Trousseau 2019 (17 eur)

Bardzo lubimy jurajskie czerwienie, tym razem spróbowali kolejnej ze szczepu trousseau. Wino jest przepięknie wprost aromatyczne, pachnie malinami, truskawkami, czereśniami. Jak nam wyjaśniono maceracja trwała dłużej, niż to bywa przyjęte, ale odbywała się w niskiej temperaturze, w efekcie owoc jest naprawdę nasycony, bogaty. Usta w podobnym wyrazie, choć w finiszu pojawia się trochę gryzącego alkoholu (jest go tutaj 14%). Bardzo dobre (90/100).
Domaine de Sainte Marie Savagnin 2014 (20 eur)

To już wino w utlenionym stylu, które przez 3 lata dojrzewało w beczkach, ale już bez ich uzupełniania. Pachnie skórkami jabłek i samymi jabłkami, które są już poobijane, zbrązowiałe. Jest też delikatnie orzechowe (zielone orzechy włoskie), ale przede wszystkim wyraźnie słone, kwaskowe, z mineralnym finiszem. W typowym dla Jury stylu, ale też dość przystępnie podanym jak na tę kategorię win. Bardzo dobre (90/100).

Domaine de Sainte Marie Ensemblage L’Étoile 2019 (21 eur)

Ta etykieta to czołowa biel posiadłości, w której zmieszano trzy odmiany, z tego co ciekawe jedną czerwoną (choć winifikowaną na biało). W butelce znalazł się się więc kupaż chardonnay, savagnina i poulsarda. Fermentacja odbywała się w stalowych zbiornikach, a dalsze dojrzewanie w używanych beczkach. O ile aromat jest typowy dla białego wina (słodkie jabłka, melon), to już w smaku daje o sobie znać poulsard pod postacią czerwonych owoców, malin, wiśni i poziomek. Całość dość mocno zbudowana, ale też kwaskowa, z długim oczyszczającym kubki smakowe finiszem. Bardzo dobre (90/100).

Domaine de Sainte Marie Vin Jaune 2010 (37 eur)

Producent wytwarza dwa rodzaje Vin Jaune, na pierwszy ogień poszła wersja, gdzie savagnin pod florem w beczkach przez 6 lat i 3 miesiące. Wino pachnie orzechami, suszonymi fugami, jest pełne umami, sosu sojowego. Na podniebieniu dość podobne do aromatów, dochodzą tutaj jeszcze zielone oliwki, ale winu brakuje nieco koncentracji i kompleksowości. Bardzo dobre+ (91/100).

Domaine de Sainte Marie Vin Jaune 10 ans 2005 (48 eur)

Drugie „żółte wino” dojrzewa pod drożdżowym kożuchem przez pełne 10 lat. W porównaniu do poprzednika obok nut pochodzących od utleniania wina (suszone figi, orzechy, sos sojowy, akcenty drewniane) mamy też całkiem sporo słodkawego owocu. Ekstrakt jest spory, ale wino zachowuje równowagę dzięki mocnej kwasowości. Wino na pewno smaczne, ale też musimy przestrzec, Vin Jaune to pozycje bardzo specyficzne, osobiście mamy problem by wypić na raz więcej niż jeden kieliszek. Bardzo dobre+ (91/100).
Przypadkowe odkrywanie takich nieznanych winiarni to jedna z najciekawszych rzeczy podczas podróżowania po takich winiarskich krajach jak Francja, czy Włochy. Nie zawsze trafia się tam na wina wybitne, ale całkiem często można spotkać solidnych producentów, takim jak okazał się Domaine de Sainte Marie.