Brancaia – fuzja Chianti i Maremmy

Pamiętacie jak opisywaliśmy, że podczas wizyty w Riecine i pokonaniu szutrowej drogi nasz samochód wyglądał jak po przejechaniu pustyni? No cóż, dalsza część dnia wcale nie była dla niego łaskawa. Ale po kolei.
Obiad i ulewa
Opuszczając Riecine postanowiliśmy posilić się przed kolejną, zaplanowaną na popołudnie degustacją. W tym celu udaliśmy się do świetnego miejsca, które polecił nam swojego czasu Łukasz z ekipy Winemates – Officina della Bistecca (więcej napiszemy o nim przy okazji szykowanego kulinarnego przewodnika po Chianti Classico). Ledwo skończyliśmy jeść, a nad Panzano nadciągnął kataklizm. Tak potężnej burzy i ulewy dawno nie przeżyliśmy. Momentalnie, w przeciągu dosłownie kilku chwil zrobiło się czarno i z nieba lunęły strugi deszczu. Musieliśmy schronić się do wnętrza lokalu, ale czekamy kwadrans, potem kolejny, a deszcz wcale nie zamierzał przestać lać. Nim dobiegliśmy do samochodu byliśmy już całkiem mokrzy i oczywiście jak na złość pięć minut później pierwsza fala opadów się skończyła.
Pierwsza, bo nim dojechaliśmy do kolejnego przystanku, winiarni Brancaia, rozpadało się na nowo, a kolejna utwardzona, pofałdowana droga, którą musieliśmy przebyć zamieniła się w błoto, po której zaczęły płynąć wcale nie takie małe strumienie wody. W tym momencie dziękowaliśmy, że swojego czasu zdecydowaliśmy się na wybór napędu na cztery koła. Możecie sobie jednak wyobrazić jak wyglądał nasz samochód na finiszu. Tym razem zamiast kurzu był cały w błocie – nie wiemy co było gorsze. Nie pytajcie nawet o samopoczucie Kamili!
Jak powstała Brancaia?
Jak wiele przedsięwzięć w Chianti, również Brancaia (w Polsce w imporcie Wine Bureau) to owoc pasji zagranicznej pary (tym razem szewckiej), która po osiągnięciu sukcesów w życiu zawodowym postanowiła przeprowadzić się do Toskanii. W 1981 roku Brigitte i Bruno Widmer nabyli opuszczoną wówczas posiadłość nieopodal Castelliny in Chianti, a dwa lata później wypuścili pierwsze wino. Początkowo produkcja dedykowana była na potrzeby własne i bliskich, ale gdy jedno z ich win wygrało lokalny konkurs, postanowili zająć się winiarstwem na poważnie. Kolejno dokupywali kolejne parcele, między innymi w okolicach Raddy, ale i nadmorskiej Maremmie. W 1998 roku stery rodzinnego biznes przejęła ich córka Barbara, która po ukończeniu studiów enologicznych odpowiada za Brancaię do dnia dzisiejszego.
Dzisiaj rodzina posiada 48 hektarów winnic w Chianti Classico oraz dodatkowe 40 hektarów nad morzem. Uprawy prowadzone są organiczne, a wszystkie pracy wykonywane ręcznie. Każda odmiana i parcele winifikowane są odrębnie, a dopiero przed zabutelkowaniem ustalany jest ostateczny kupaż. Fermentacja odbywa się na naturalnych drożdżach, w kontrolowanej temperaturze.
Przegląd win Brancaia
Klasycznie rozpoczęliśmy od białego wina, przy którym jak się okazało producent długo eksperymentował ze składem (ponoć w którymś momencie w kupażu był nawet Traminer), ale ostatecznie postawiono na 90% Sauvignon Blanc z Chianti Classico i 10% Viogniera z winnica w Maremmie. Obie odmiany spędzają 5 miesięcy na osadzie. Aby zachować większą świeżość i owocowy rys, producent zdecydował o niedopuszczeniu do fermentacji malolaktycznej.
Pachnie melonem, gruszkami i słodkimi jabłkami. Przyjemnie skoncentrowane, ze sporą masą (znać dodatek Viogniera), ale uzupełnioną o odpowiednią dawkę kwasowości. W długim finiszu pojawiają się również ciekawe pikantne nuty. Inny niż znane i typowe Sauvignon choćby z Nowej Zelandii, bardziej masywne i mniej aromatyczne. Nic specjalnie wielkiego, ale chciałoby się podać je do smażonej morskiej ryby. Dobre+ (88/100).
Różowe wino Brancai to czysty Merlot. Tu całość owoców pochodzi z winnicy w Maremmie, za to Merlot rosnący w strefie Chianti Classico jest używany do innych etykiet, do których przejdziemy niebawem. Wino powstaje techniką bezpośredniego wyciśnięcia soku, bez maceracji ze skórkami. Po fermentacji przez 3 miesiące dojrzewa na osadzie.
W Brancaia Rose 2017 czuć kwiaty, wiśnie i poziomki. Na języku świetnie świeże i kwaskowe, ale jak na różowe wino, mamy też poważne ciało. Na pewno nie jest to przykład tarasowego różu, podołałoby owocom morza, a nawet drobiowi w lżejszym sosie. Dobre+ (88/100).
Podstawowe wino producenta to Tre, nazwane tak w związku z faktem, że powstaje z trzech odmian – 80% Sangiovese i po 10% Merlota i Caberneta Sauvignon. Podkreślono nam, że pozycja ta stanowi najpopularniejsze wino Brancai (50% produkcji) i rodzina bardzo dba, aby było to „pełnoprawna” pozycja. W związku z tym nie ma tu mowy o używaniu zbyt młodych krzewów, czy nie do końca dojrzałych owoców. Maceracja soku ze skórkami trwa do 18 dni, a następnie wino ląduje na rok częściowo do cementowych zbiorników, a w większej części do 500-litrowych beczek.
W nosie w przypadku Brancaia Tre 2015 znajdziemy miks czerwonych i czarnych owoców. Mamy tu zarówno wiśnie, bardzo dojrzałe maliny, jak i czarne porzeczki oraz jeżyny. Do tego nieco nut ziołowych i ziemistych. W ustach ze średnią kwasowością i przyjemnie drapiącymi taninami. Struktura wypełniona jest soczystym owocem, a całość jest fantastycznie pijalna. Idealne wino do prostych makaronów, pizzy, ale podoła też mięsu z grilla. Bez zadęcia, szczere i otwarte. Bardzo dobre (90/100).
Brancaia produkuje dwa rodzaje Chianti Classico. Pierwsza wersja to 100% Sangiovese, które co ciekawe w ogólne nie dojrzewa w beczkach (przepisy apelacyjne tego nie wymagają, choć takie bezbeczkowe wina są dość rzadkie). Po fermentacji trafia jedynie na rok do stali i cementu.
Brancaia Chianti Classico 2016 to pozycja przeznaczone do szybkiego wypicia, w przeciwieństwie do wielu młodziutkich apelacyjnych braci, jest absolutnie gotowa do otwarcia. Lekkie, czereśniowo-wiśniowe z delikatnym ziołowym tłem. Kwaskowe i bardzo soczyste, a domknięte żywymi, owocowymi taninami. Przyjemne, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Bardzo dobre- (89/100).
Druga pozycja to Riserva, w której 80% Sangiovese jest uzupełnione o 20% Merlota. Obie odmiany dojrzewają przez 16 miesięcy w dębie. W przypadku Sangiovese są to dwu-letnie tonneaux (500 -litrowe), a dla Merlota nowe baryłki dość mocno wypalane.
W efekcie Brancaia Chianti Classico Riserva 2013 ma bardzo bogaty, wielowymiarowy nos. Najpierw pojawiają się nuty przesmażonych czerwonych owoców, po chwili wychodzi więcej wiśni i czarnej porzeczki. Kolejnym krokiem są akcenty dymu, ziół, węgla drzewnego, pieprzu, liścia laurowego. Również na języku tych pochodnych użycia beczki jest sporo, ale idą one w parze z soczystym owocem. Ładnie soczyste, choć niezbyt mocno kwaskowe, a kończące się bardzo wyraźnymi, ale na szczęście niewysuszającymi taninami. Bardzo dobre+ (91/100).
Winogrona używane do produkcji kolejnej pozycji, a więc Caberneta Sauvignon pochodzą w całości z Maremmy. Tamtejsza winnica jest stosunkowo płaska, ale chłodzi ją bryza wiejąca od odległego o 8 kilometrów morza. Dominuje na niej piaszczysto-gliniasta gleba, z niewielkim dodatkiem pokruszonych skał. Po fermentacji wino dojrzewa przez 18 miesięcy w używanych, 500-litrowych tonneaux.
Brancaia Cabernet Sauvignon 2016 ma ładny porzeczkowy aromat, świeży i zupełnie nieprzesadzony. Ciała jest tu sporo i jednak ten ciepelszy od wzgórz Chianti Classico klimat daje o sobie znać większą koncentracją i pewną tłustością faktury. Pojawiają się również dobrze zintegrowane nut pieprzne oraz intensywne, nieugładzone taniny. Poważne wino, które można spokojnie podać do steka albo wołowego, długo gotowanego gulaszu. Bardzo dobre+ (91/100).
Ilatraia to pierwsze z dwóch najwyższych win producenta, z których rodzina jest wyjątkowo dumna. W tym przypadku mamy kupaż 40% Petit Verdot, 40% Cabrneta Sauvignon i 20% Caberneta Franc. Wszystkie owoce pochodzą ponownie z Maremmy. Dojrzewanie odbywa się beczkach (każda odmiana odrębnie) przez 18 miesięcy – częściowo są to nowe, częściowo używane 225-litrowe baryłki. Następnie już po zmieszaniu, przez kolejny rok wino integruje się w butelach.
W przypadku Brancaia Ilatraia 2014 zapach jest mocny, ale przy tym bardzo elegancki. Znajdziemy tu ciemne wiśnie i śliwki, ale również fiołki, wanilię, porzeczki, ziele angielskie, a nawet nieco mokrej psiej sierści. Ze świetną kwasowością, która dobrze balansuje balsamiczne ciało. Mocne, gęste, atramentowe – rozbudza wszystkie zmysły. Na razie jeszcze wszystko nie do końca ułożone, ale ma spory potencjał dojrzewania, bo wszystkie pojedyncze elementy są najwyższej jakości. Znakomite (93/100).
Ostatnie wino powstaje jedynie w najlepszych rocznikach i jego skład jest zmienny. W spróbowanym przez nas roku jest to 70% Merlota uzupełnionego o 25% Sangiovese i 5% Caberneta Sauvignon. Tu producent idzie już na całość i wino dojrzewa przez 20 miesięcy w nowych, mocno wypalanych baryłkach.
W tym momencie Brancaia Il Blu 2015 jest jeszcze bardzo zamknięte. Czuć co prawda spory potencjał owocowy (śliwki i wiśnie), ale wszytko to jest jeszcze przesłonięte przez dymno-waniliową kurtynę. W ustach pełne, nasycone, mięsiste, konfiturowo-likierowe. Z pełnym przepychem, bogate ale zupełnie nie zmęczone. Na języku pojawia się więcej porzeczek, a wino otwiera się z każdą kolejną minutą. Wielka pozycja, ale do otwarcia najwcześniej za 5 lat. Znakomite+ (94/100).
A może grappę?
Gdy myśleliśmy już, że degustacja ma się ku końcowi, prowadzący ją Paolo spytał, czy nie chcemy spróbować grappy. Jako, że jedno z nas (możecie zgadywać które) uwielbia ten mocny alkohol, ochoczo ponownie usiedliśmy na krzesłach. Okazało się, że Brancaia produkuje jej dwa rodzaje. Pierwsza powstaje z wytłoków z Il Blu, a dojrzewa w baryłkach po słodkim winie. Druga jest jeszcze poważniejsza i leżakuje przez 10 lat w dębie.
Brancaia Grappa Invecchiata ma słodkawy, śliwkowy nos. Usta są miękkie, oleiste, zupełnie nie agresywne, z przyjemnie słodkawym finiszem. W zasadzie spróbowana w ciemno mogłaby uchodzić za białą wersję, niedojrzewającą w dębie. Świetnie poukładana. Bardzo dobra+ (91/100).
Brancaia Grappa Invecchiata 2004 to już zupełnie inna ekspresja. Pachnie mocno, intesywnie, bardziej jak brandy. Mamy tu sporo orzechów, dębu, garbowanej skóry i suszonych fig. Po chwili dochodzą również cytrusy i bergamotka. Usta ostrzejsze, cierpkie, zasadnicze. Poważny zawodnik. Znakomita (93/100).
Na sam koniec spotkania spróbowaliśmy jeszcze miejscową oliwę. Przy okazji Paolo opowiedział nam jak należą ją próbować, co okazało się znacznie bardziej skomplikowane niż degustacja wina. Oliwę trzeba bowiem najpierw wziąć na język, potem chuchać całymi ustami jakby chciało się zdmuchnąć świeczki z tortu, a dopiero po tym wszystkim możną ją przełknąć i ocenić smak. Ciekawa sprawa!
Jak możemy w kilku słowach podsumować degustację? Wina Brancaia to na pewno nie tak indywidualne pozycje, jak butelki od wcześniej odwiedzonej winiarni Riecine. Są bardziej techniczne, upchnięte w pewne z góry założone formy, nieco przewidywalne. Ale czy to coś złego, jeśli bronią się naprawdę świetną jakością?