Barcelona od kuchni: Bazary

Udostępnij ten post

Barcelona słynie z niesamowitych bazarów. Najważniejszym i największym jest położona w okolicy środkowej części La Rambli – La Boqueria. Ten bazar powstał w latach 30-tych XIX w., ale de facto handel w tym rejonie odbywał się już wtedy od wielu lat. W tamtym czasie kupcy rozkładający swoje kramy na La Rambli zostali zmuszeni do przeniesienia się lekko w głąb od ulicy, w specjalnie zbudowane dla nich miejsce. Bazar nosi też imię St Josep od kościoła, który stał w tym miejscu, ale wraz z innymi, sąsiednimi sakralnymi nieruchomościami został skonfiskowany zgodnie z prawem Mendizabala. Pierwsze na co możemy się natknąć wchodząc do ogromnej półotwartej hali to feria kolorów sprzedawanych do zjedzenia bezpośrednio na ulicy deserów ze świeżych owoców. Później zagłębiamy się równe uliczki bazaru, gdzie centralnym punktem jest część rybna – tu stoiska ustawione są w dużym okręgu. Sprzedaje się tam najlepszy towar, po który przyjeżdżają szefowie kuchni z całego miasta. Ryby prezentowane są skrzelami do góry, aby każdy mógł zobaczyć jak są świeże. Wiele gatunków małży, krewetki we wszystkich kolorach i rozmiarach, homary, langusty, jeżowce, brzytwy – dosłownie wszystko, co morze dobrego może nam dać. Efektownie wyglądają wiszące suszone, solone dorsze – Bacalla. Dostępne są całe ryby jak i kawałki z najlepszą „polędwicą” na czele”. Można też dostać już wymoczone wodzie, czyli odsolone mięso, aby przygotować je w domu bezpośrednio po przyjściu z bazaru. My tak właśnie zrobiliśmy – w celu przygotowania tradycyjnego dania z Barcelony „bacalla a la llauna” . Co ciekawe bazar jest czynny do 20:30, natomiast stoiska rybne pustoszeją dużo szybciej.

Każde stoisko w La Boqueria jest dosyć mocno wyspecjalizowane. Można znaleźć sklepy, w których sprzedają tylko wołowinę lub tylko wieprzowinę, ale za to bez podrobów. Z podrobami są już inne stanowiska. Tam oprócz klasycznych jak wątroby czy ozorki można kupić nawet głowy jagniąt, móżdżki czy jądra byków. Szynki, inne wędliny i sery można zjeść od razu w postaci przegryzki – sprzedawcy kroją na małe porcje. Oddzielnie sprzedawane są grzyby, jaja, przyprawy i pralinki oraz inne słodycze. Warzywa dostępne są z każdego zakątka świata. Niektóre stoiska obsługują prawie tylko i wyłącznie restauracje, gdyż mieliśmy problem, aby kupić 2 pomidory, bo w kilku minimalny limit był 2 kg. La Boqueria jest jednak tak wielka, że po kilku chwilach mieliśmy to, czego potrzebowaliśmy.

W obrębie La Boqueria działa kilkanaście restauracji. Położone są one dookoła bazaru (i tam z reguły można usiąść przy stoliku) oraz wewnątrz (tylko stołki barowe). Serwują jedzenie z najświeższych produktów dostępnych na stoiskach obok. W większości miejsc są to ryby i owoce morza smażone na płycie. Można wybrać sobie biedną langustę, która za chwilę zostanie przepołowiona wprawnym ciosem i umieszczona na gorącej blasze. W lunch raczej ciężko o miejsca i trzeba warować, aby dopaść krzesło. Myśmy wybrali kultowe wśród szefów kuchni miejsce El Quim, które sami odwiedzają rano podczas zamawiania produktów do restauracji. Jak się dowiedzieliśmy jedzą tam głównie jaja sadzone z małymi kalmarami z obowiązkowym piwem. Cena tego dania trochę nas zmroziła, bo 20 EUR to jednak nie przelewki za „jajecznicę”, jednak musieliśmy spróbować. Co tu kryć – danie jest perfekcyjne. Jaja usmażone w głębszym tłuszczu z płynnym żółtkiem z solidna porcją miękkich, lekko słodkawych kalmarów posypanych szczypiorkiem i delikatnie ostrą papryczką. Do tego bagietka i lekki lager… Śniadanie mistrzów. Próbowaliśmy tam też szparagów w boczku z grillowanym pomidorem i było naprawdę dobrze!

Dosłownie 10 minut marszu na wschód i lądujemy na mniejszym bazarze – Santa Caterina. Powstały w 1844 roku na miejscu spalonego w 1835 roku kościoła św. Katarzyny dziś imponuje wspaniałą współczesną architekturą. Jest mniejszy niż La Boqueria, bardziej kameralny i odnosimy też wrażenie, że stoiska są trochę mniej wystawne, a prezentacja – mniej efektowna. Raczej przychodzą lokalni niż turyści. Za to jest La Torna! Lokal położony na terenie bazaru, ale ze stolikami też na ulicy. Zaskakująco normalne ceny i świetne jedzenie. Tuńczyk duszony z cebulą, podawany na zimno (2 duże kawałki) 6 EUR, sałatka z dorsza z warzywami i oliwkami 9 EUR, do tego kilka kromek bułki przetartych pomidorem i butelka białego Penedes za 14 EUR. Polecamy!

Bazarów w mieście jest jeszcze kilka – warto zorientować się, gdzie jest ten najbliższy Waszego miejsca zakwaterowania, aby dokonywać codziennych zakupów. Natomiast do La Boqueria czy Santa Caterina warto się wybrać na wycieczkę (chyba że akurat obok wypadnie Wam się zatrzymać). My obowiązkowe punkty do zwiedzania w Barcelonie mamy już zaliczone, więc teraz możemy już zamieszkać na bazarach. Oferują niezapomniane wrażenia. Trzeba tylko uważać na portfele – i w przenośni, aby za dużo nie wydać i dosłownie, bo kieszonkowcy grasują stadnie.

Na koniec obiecany Bacalla a la llauna czyli dorsz z blachy. Używamy polędwicy ze skórą solonego, suszonego dorsza (sztokfisza). Najpierw pozbywamy się soli mocząc rybę w wodzie 12 godzin i zmieniając ją 4 razy. Za każdym razem myjemy solidnie miskę z pozostałości soli. My kupiliśmy rybę już wymoczoną, co stanowiło nie lada pomoc. Dorsza suszymy ręcznikiem papierowym i kroimy na równe kwadraty (6-7 cm). Obtaczamy w mące. Smażymy na oliwie z oliwek po minucie z każdej strony. Zdejmujemy z patelni, odsączamy z tłuszczu i wkładamy do naczynia żaroodpornego. Na tej samej patelni smażymy na delikatnie złoty kolor posiekany czosnek. Uważajmy, żeby go nie przypalić. Dodajemy posiekane pomidory. Przyprawiamy solą i pieprzem, a także dodajemy słodką wędzoną paprykę (pimenton dulce). Gotujemy 5 minut, dolewamy białe wino. Podkręcamy ogień i redukujemy sos przez kolejne 2 minuty. Zalewamy dorsza sosem i wkładamy do pieca rozgrzanego do 200°C na 8 minut. Chyba, że Wasza patelnia nadaje się do pieczenia – wtedy przekładamy rybę do sosu. Podajemy posypane natką pietruszki. My zjedliśmy z wiejskim chlebem.

Do dorsza użyliśmy i wypiliśmy Gran Vina Sol Chardonnay Penedes 2014, Torres. Już kiedyś piliśmy to wino, ale chcieliśmy się przekonać po latach, czy dobrze je pamiętamy. No i okazało się, że styl tego Chardonnay nie jest w naszym typie. Nos kwiatowy, a usta (pomimo że w miarę eleganckie i pełne białych owoców) nie urzekają. 85/100 (cena 8 EUR). W połączeniu z Bacalla a la llauna jakoś nas nie porwało. Trudno – nie zawsze jest sukces 😉

W następnym odcinku jeszcze trochę o restauracjach i winie w Barcelonie 🙂

A&W

Zobacz więcej naszych podróży