Austria 2019: Rust

Udostępnij ten post

Dziś rozpoczynam krótką serię odcinków poświęconych Burgenland. Czyli regionowi położonemu na południowym-wschodzie Austrii. Okala on przede wszystkim jezioro Nezyderskie – a ma to ogromne znaczenie w kontekście jego winiarskich możliwości. W materii kulturowej mieszają się tu wpływy austriackie i węgierskie, a co ciekawe, istotną część ludności stanowi mniejszość chorwacka, która znalazła na tych terenach schronienie uciekając przed turecką armią w XVI wieku. Mamy więc środkowoeuropejski wielokulturowy region, obdarzony piękną przyrodą, jeziorem oraz winnicami. Pochodzą z niego najlepsze austriackie wina słodkie oraz znakomite czerwienie na bazie Blaufrankischa. O nich będzie w następnych odcinkach. Teraz jedziemy do Rust!

Rust to najmniejsze austriackie miasto (1900 mieszkańców). Leży na  zachodnim brzegu jeziora Nezydyrskiego. Jest to bardzo malownicza miejscowość. Moim zdaniem przypomina swoim rozmiarem i charakterem Kazimierz Dolny nad Wisłą. 2 kościoły, rynek, główna ulica i tylko zamiast rzeki mamy jezioro. Bliskość stolicy powoduje, że Rust jest częstym celem weekendowych i wakacyjnych wypadów wiedeńczyków. W sezonie ciężko znaleźć miejsce hotelowe. Jego niewątpliwą atrakcją jest bliskość jeziora Nezyderskiego. To rozległy, bardzo płytki akwen. Chyba najpłytsze poważne jezioro w Europie. Głębokość nie przekracza 2m. Generalnie można przejść na piechotę na druga stronę. Aby sobie pożeglować trzeba wynająć odpowiednio skonstruowaną żaglówkę. Można wypożyczyć też motorówkę czy rower wodny. Akwen jest prawie w całości własnością rodziny Esterhazy, dlatego trzeba korzystać z jego dobrodziejstw w specjalnie wyznaczonych miejscach. Rust takim dostępem dysponuje. Dodatkowo rejon ten świetnie się nadaje na rowerowe wycieczki. Można sobie „depnąć” od winnicy do winnicy 🙂 czy też odwiedzić stolicę Burgenlandu – Eisenstadt (z pałacem i kompleksem parkowym rodziny Esterhazy). Dzieci w Rust też nie będą się nudzić. 2 km do miasteczka mieści się największy w Austrii park rozrywki – FamliyPark. Można w nim spokojnie spędzić cały dzień a atrakcje nie ominą i najmłodszych i najstarszych. Dla każdego coś miłego. Generalnie Rust to idealne miejsce na kilkudniowy przystanek w waszej dłuższej podróży lub odskocznia po zwiedzaniu Wiednia.

Oczywistą atrakcją są również winnice. Austriacy naprawdę przyjeżdżają do Rust ze względu na wino. Znają się, degustują i kupują duże ilości podczas swoich kilkudniowych wypadów. A w Rust (zresztą jak w większości winnic w Austrii) drzwi do winiarza są zawsze otwarte. Świątek, piątek czy niedziela można zapukać, podegustować, porozmawiać i kupić to co nam będzie smakowało. Jednymi z nielicznych, którzy się wyłamali i zamknęli w niedzielę jest znakomita winnica Wenzel, ale to wyjątek. A że prawie wszystkie rodziny winiarskie mieszkają w centrum miasteczka to możemy chodzić od drzwi do drzwi. A co się dzieje w tych miejscach wieczorem? A no w większości mieszczą się wyszynki zwane Heuriger czy też Buschenschank. W 1874 roku cesarz Józef II zezwolił chłopom na otwarcie własnych domów dla gości i sprzedaż tegorocznego wina i innych własnych produktów. Heurigi mogły być otwierane w dowolnych dniach w zależności od zasobności spiżarni i piwnicy. Otwierano bramę gospodarstwa i dekorowano ją gałęziami drzew iglastych aby zaprosić gości do środka. Dziś w samym Rust jest kilka tego typu miejsc. Jedne działają w starym stylu serwując tylko wino, wodę i półmiski zimnych przekąsek. Inne mają licencje restauracyjne i wtedy możemy liczyć na dania ciepłe. Zawsze możemy zamówić butelkę czy kieliszek wina z winnicy właścicieli w super konkurencyjnych cenach. Ja odwiedziłem kilka takich miejsc a także restauracji. W większości z nich spotkamy klasyczne austro-węgierskie dania. Obowiązkowo Wiener schnitzel, gulasz, sandacza czy pstrąga. Dużo dań z głębokiego tłuszczu. Oj bez wina się nie obejdzie! Poniżej krótka lista miejsc gdzie jadłem i piłem!

Restauracja w Seehotel – największym hotelu w Rust. Nie polecam. Drogo. Dania aspirujące a słabe technicznie. Sandacz był mocno „przeciągnięty” (19 EUR), lunche bufetowe nudne. Jedynie karta win trzyma się jakoś, ale jest drogo. Atutem są jednak godziny otwarcia. Jest to jeden z najdłużej czynnych lokali w mieście. Szczególnie w tygodniu.

Najbliżej hotelu położony jest Buschenschank Weingut Gabriel. Szeroki wybór wędlin, serów i pieczywa. Duża przestrzeń i bardzo przyjemny ogród. Można zjeść przyjemną, zimną kolację za 20 EUR za parę. Wino jest jednak dosyć przeciętne.

Buschenschank Peter Schandl – bardzo przyjemne miejsce, tu zjemy zimne i cieple dania i napijemy się fantastycznego wina. Trzeba rezerwować stolik. Szczerze polecam, jednak o nim i o winnicy napiszę w kolejnym odcinku. Rekomendacja!

Buschenschank Weingut Seiler – napijemy się spritzera, zjemy dobre zimne przekąski i napijemy się zdecydowanie dobrego wina (np. St. Laurenta). Lepszego niż w Gabrielu. Warto wpaść. 

Romerzeche – restauracja położona na rynku. Klasyczne jedzenie, bardzo duże porcje. Wiener (ale wieprzowy) 2 sztuki z frytkami i sałatką (10 EUR), gulasz wołowy z knedlem (11 EUR), boczek z pieca. Sezonowo szparagi z jajem albo sosem holenderskim. Generalnie średnie ceny i średni poziom. Nic szczególnego, ale nie wyjdziecie głodni i rozczarowani.
 

Zaraz obok mieści się Im Hofgassl. Najdroższy lokal w mieście. Aspiruje do bycia „wyższą półką”. Generalnie smacznie, ale ceny z kosmosu. Gdy w karcie zobaczyłem Wienerschnitzel za 25 EUR to myślałem że jest to jakaś autorska wariacja chefa na ten temat. Jednak nie – był to po prostu  cielęcy kotlet w panierce. Carpaccio – klasyka, bez pomysłu (15 EUR), sałata z ośmiornicą to samo. Dosyć ciekawa była wołowina (26 EUR) i przystawka z białymi szparagami. Generalnie wszystko za drogo, choć bardzo smacznie (świetne ryby). Karta win bardzo bogata, jednak znowu powtarzam – bardzo drogo. Gdy przyniesiemy własną butelkę to korkowe wynosi – 23 EUR! Raczej omijać. Przyjmują tylko gotówkę.
        

Na samej górze rynku mieści się chyba najciekawsza restauracja w mieście – Rusterhof. Wszystkie dania to regionalna klasyka, ale są świetnie przemyślane i zrobione z absolutnie najlepszych produktów. Pstrąg z patelni z klarowanym masłem i młodymi ziemniakami, gulasz ale podany z jajem sadzonym, Wiener z najlepszej jakości żurawiną, świetne knedle z szpinakiem, Pate z gęsiej wątroby z morelową konfiturą i chałką, klasyczne dla regionu panierowane kawałki kurczaka z głębokiego tłuszczu. Pojawiają się też sałaty – z grzybami z patelni czy też z kurczakiem. Dobra, długa karta win. Można przynieść też własne – korkowe 8 EUR. Ogólnie ceny wyższe niż w Romerzeche, ale jedzenie nieporównywalnie lepsze. Miła obsługa. Dla mnie bomba! Polecam!       

Gdy będziecie przejazdem (np. w drodze do Włoch), albo będziecie w Wiedniu/Bratysławie/Budapeszcie wpadnijcie koniecznie o Rust! W kolejnych odcinkach Z Burgenlandu odwiedzę Paula Schandla z winnicy Peter Schandl a także polecę kilku innych producentów którzy wpadli mi w oko podczas dorocznej degustacji, która miała miejsce w Schloss Esterhazy w Eisenstadt.

Stay Tuned!

W

 

Zobacz więcej naszych podróży