Andreas i Elizabeth Tscheppe – naturalna Styria

Wytwarzanie win naturalnych wbrew pozorom samo w sobie nie jest łatwym zadaniem. Można się tylko domyślać jakiego heroicznego wysiłku wymaga to w wilgotnym i deszczowym klimacie Styrii. Tym bardziej byliśmy pod wielkim wrażeniem, gdy spróbowaliśmy win od małżeństwa Tscheppe – a są one zachwycające.
Wracamy do Styrii
Planując tegoroczne wakacje wiedzieliśmy, że przynajmniej na jeden dzień musimy się pojawić w Styrii. Staje się to zresztą dla nas pewnego rodzaju tradycją. Są takie miejsca, które corocznie udaje się nam wrzucić do naszej trasy.
Tym razem odpuściliśmy jednak tych większych i bardziej znanych tutejszych producentów (większość z nich odwiedziliśmy już zresztą na przestrzeni poprzednich lat). Zamiast tego postanowiliśmy umówić się do małżeństwa Andreasa i Elizabeth Tscheppe, którzy posiadają zaledwie 4 hektary winnic i wyciskają z nich niesamowite perełki.



Kilka słów o klimacie Styrii
Jako, że dawno nie opowiadaliśmy o winach ze Styrii, w kilku zdaniach przypomnimy Wam najważniejsze informacje o regionie.






Styria leży na południu Austrii, przy granicy ze Słowenią (zresztą niektóre winnice granica dzieli na dwie części, a wielu winiarzy ma parcele w obu krajach). Mieszają się tu wpływy kontynentalne, czy wręcz górskie (pierwsze łańcuchy Alp są odległe o zaledwie kilkanaście kilometrów), ale dochodzi tu również nieco cieplejszego powietrza znad Morza Śródziemnego (ze Styrii do Triestu dojedziecie samochodem w dwie godziny).

Drugim niezwykle ważnym faktorem są tutejsze zbocza, na których rosną winnice, miejscami bardzo strome, o różnorodnych ekspozycjach. W przeciwieństwie jednak do wielu innych regionów, dzięki wspomnianej już wilgotności i glebie bogatej w piasek, winiarze nie muszą przecinać zboczy tarasami, gdyż praktycznie nie ma ryzyka osuwania się gleby, co nieznacznie (ale jednak) ułatwia prace na winnicach.

Większość tutejszych winnic przykrywa kobierzec trawy, która dodatkowo spaja wierzchnią warstwę ziemi i sprawia, że Styria jest pięknie zielona (bez dwóch zdań to jeden z najpiękniejszych winiarskich regionów, jakie odwiedziliśmy).

Skąd pomysł na naturalne wina?
Andreas dorastał w rodzinie winiarskiej, więc od dziecka miał kontakt z winami. Gdy zmarł jego ojciec, rodzinną winiarnię przejął jego brat Ewald (dziś również on produkuje wina naturalne pod marką Weingut Werlitsch). Andreas „poszedł na swoje” i zdecydował się na produkowanie win w jak najbardziej naturalny, nieinterwencyjny sposób.
Elizabeth opowiadała, że początki nie były łatwe (pierwsze wina małżeństwo wypuściło w 2004 roku, dwa lata później przeszli w całości na uprawę biodynamiczną). Wilgotny klimat Styrii powoduje bowiem presję chorób grzybowych, co wymagało od nich olbrzymiego nakładu pracy na winnicach, nim i same winogrona przyzwyczaiły się do braku chemicznych wspomagaczy i nabrały odporności.

Zresztą praca na winnicach w Styrii to ciągła walka z naturą. Ostatnio problemem jest choćby Drosophila suzukii, a więc niewielka muszka, która nakłuwa skórki winogron i składa w nim jaja, powodując zgniliznę owoców. W ciągu ostatnich dwóch lat staje się ona prawdziwą plagą w regionie, a wciąż nie wiadomo jak sobie radzić z tym szkodnikiem.
Nie ma więc co się dziwić, że o ilu w innych częściach Austrii (na czele z Burgenlandem) coraz większa ilość producentów dokonuje konwersji na winiarstwo organiczne, czy biodynamiczne, to w Styrii producentów takich można raczej policzyć na palcach dwóch rąk. Tym większy szacunek należy się Andreasowi i Elizabeth, że zdecydowali się oni podążać tą niełatwą drogą.
Poza niewątpliwymi walorami samych win, olbrzymim atutem małżeństwa są przepiękne, proste ale i zapadające w pamięć etykiety. Zakochaliśmy się w nim od pierwszego wejrzenia.
Spróbowane wina

Andreas i Elizabeth Tscheppe Blaue Libelle 2018 (18 eur przy zakupie bezpośrednio u producenta)

Etykietami z ważkami Tscheppe oznaczają swoje Sauvignon Blanc. Wszystkie wina małżeństwa dojrzewają na osadzie w dużych, neutralnych beczkach ze slawońskiego dębu (choć bednarz je produkujący rezyduje w Karyntii). W tym przypadku trwa to 18 miesięcy. Sauvignon Blanc rośnie na dwóch winnicach, z których owoce trafiają do osobnych win. W przypadku niebieskie etykiety mamy piękny aromatyczny nos spod znaku suszonego siana, ale i dojrzałych, żółtych jabłek, moreli i brzoskwiń. Usta o bardzo ładnej koncentracji, mocnym zarysie konturów, z mineralnym, lekko szczypiącym finiszem. Bardzo dobre+ (91/100).
Andreas i Elizabeth Tscheppe Grüne Libelle 2018 (21 eur)

Druga winnica położona jest niech wyżej, a gleba ma wyższą zawartość wapnia, jest też bardziej skalista. Również wydajność jest tutaj niższa. Tu również dojrzewanie w beczkach trwa 18 miesięcy. Wino jest bardziej surowe, z nutami kwaskowych jabłek i cytryn. Wydaje się również bardziej zamknięte od poprzednika, nie tak ekspresyjne, skupione. W zasadzie trudno wybrać, które z nich bardziej nam smakowało. Spróbowaliśmy też butelki otwartej jakieś 2 tygodnie wcześniej, gdyż Elizabeth chciała nam pokazać jak długo po otwarciu wino zachowuje świeżość. Rzeczywiście stało się nieco herbaciane i ziołowe, ostrzejsze, ale nie straciło grejpfrutowo-cytrynowej owocowości. Bardzo dobre+ (91/100).

Andreas i Elizabeth Tscheppe Salamander 2018 (21 eur)

Salamadra to znów Morillon, a więc Chardonnay (bo pod tą nazwą szczep występuje w Styrii). Rocznik 2018 nie był łatwy w regionie, od kwietnia do lipca padało mnóstwo deszczu, przy czym jak wskazała Elizabeth były to wręcz tropikalne ulewy. Krzewy musiały być mocno przerzedzane, ale zapewnić owocom odpowiednią wentylację. Tutaj również wino spędziło 18 miesięcy w beczce. Morillon jest wyraźnie pełniejszy od obu Sauvignon, delikatnie maślany, owocowość jest mocniejsza, a całość bardziej nasycona. Znajdziemy w nim sporo gruszek, brzoskwiń, ale też herbaty earl grey. W ustach bardzo świeże, pomimo tej koncentracji nie traci życia i energii. Bardzo dobre (90/100).
Andreas i Elizabeth Tscheppe Segelfalter 2018 (21 eur)

Przepiękny motyl oznacza, że w kieliszku mamy Muskatellera, które to wino było najlepszym ze spróbowanego zestawu. Jak przystało na odmianę jest niesamowicie aromatyczne, pachnące jaśminem, cytrynową skórką, białymi kwiatami. Posiada zaledwie 10% alkoholu, dzięki czemu jest rewelacyjnie lekkie, pięknie orzeźwiające. Po kilku chwilach w kieliszku pojawiają się jeszcze tropikalne owoce (nektarynka i brzoskwinia). Rewelacyjne, obłędnie zalotne. Znakomite- (92/100).

Andreas i Elizabeth Tscheppe Hirschkäfer 2018 (33 eur)

W przypadku jelonka rogacza w winie znajdziemy kupaż Chardonnay i Sauvignon Blanc macerowanych przez pięć tygodni na skórkach z szypułkami w beczkach, a następnie dojrzewających w nich na osadzie (już po oddzieleniu skórek). Jest dość surowe, lekko gorzkawe, ziołowe, z nutami migdałów. Jeszcze młode, wydaje się pozamykane, mało w nim przestrzeni i życia. Dobre+ (88/100).

Andreas i Elizabeth Tscheppe Weinbergschnecke Rose 2018

Ciekawa jest historia tego ślimaka winniczka (Pinot Noir). Andreas posadził odmianę jakiś czas temu, bo oboje z żoną kochają Pinoty, ale po kilku latach stwierdzili, że klimat Styrii jest jednak zbyt trudny dla tego wymagającego szczepu. Dlatego postanowili wykarczować odmianę, aby zrobić miejsce na Sauvignon Blanc, a spróbowane wino z 2018 roku jest ostatnim Pinot Noir małżeństwa. Jest ziemiste, odrobinę truskawkowe i mocno malinowe. Sporo w nim cukru (15 gram), ale w zasadzie nie jest on wyczuwalny, a to dzięki sporej kwasowości. Ten Pinot może nie jest zbyt wybitny, ale jednak trochę szkoda, że nie będzie okazji już go spróbować. Dobre+ (88/100).
Przyznajemy, że analizując wina od takich winiarzy jak Tement czy Sattlerhof znajdziemy tam pozycje, które oceniliśmy wyżej. Jednak siedząc z Elizabeth i próbując jej butelek łatwo sobie przypomnieć, że czasem nie chodzi tylko o ilość punktów brakujących do setki. Ważniejsza jest ciężka praca i pasja winiarza, szczerość i autentyczności. A tego nie zabrakło u małżeństwa Tscheppe.

