Ábrahám Pince – na styku winiarstwa i filozofii

Udostępnij ten post

Przechodząc ulicą obok Ábrahám Pince trudno byłoby domyślić się, że mijamy właśnie jedną z najciekawszych winiarni w Erdőbénye. Ot, zwykłe zabudowania, bawiące się na podwórku dzieciaki, dwóch mężczyzn siedzących przy zadaszonej ławie. Na szczęście na nasz widok (a prawdę powiedziawszy na widok naszych przyjaciół Kasi i Grześka, dla których nie były to pierwsze odwiedziny) zza wspomnianej ławy poderwał się Robert Péter i zaprosił nas do tego wspólnego stołu.


Rockowe wina

Opisując nasze ogólne wrażenia z festiwalu „Bor, mámor Bénye” sygnalizowaliśmy już, że Robert to postać wyjątkowa. Jak to się stało, że po zakończeniu studiów filozoficznych ścieżka jego życia skręciła w stronę winiarstwa wie chyba tylko on sam i jego żona Enikő Ábrahám. To bowiem właśnie jej ojciec pod koniec lat 90-tych kupił w okolicach Erdőbénye pierwsze działki winnic i samemu również nie posiadając żadnego kierunkowego wykształcenia czy wcześniejszego doświadczenia postanowił produkować wina. Musiało to zachęcić Enikő i Roberta, którzy po kilku latach przejęli od jej ojca ten projekt. Do dziś skala produkcji jest niewielka. Samo zaplecze techniczne (kilka stalowych zbiorników) zajmuje jedno z pomieszczeń przyległych do rodzinnego domu małżeństwa i swoją wielkością nie przekracza rozmiarów niewielkiego garażu, a za miejsce dojrzewania beczek służy domowa piwniczka.

Zresztą modny dziś slogan „garażowych win” jak najbardziej pasuje do filozofii Ábrahám Pince. Poszczególne etykiety powstają w niewielkich seriach i stanowią wybitnie autorskie dzieło ich twórcy. Peter jest zwolennikiem naturalnego podejścia do producji win i podczas winifikacji pozwala w sposób nieskrępowany działać naturze. Efekt jest więc unikatowy, nie do podrobienia, elektryzujący jak rockowa muzyka, której Peter jest fanem, czasem posunięty się aż do ekstremum, ale co ważne nigdy nie pozwalający na nudę. 

Kilka godzin, jakie spędziliśmy z Peterem i jego winami (w tej kolejności – bowiem jego osobowość przebija się nad butelki, które powstają spod jego ręki) to był niezapomniany wieczór. Jeśli szukacie okazji do rozmów na temat filozofii, muzyki, sztuki, a gdzieś tam przy okazji winie i winiarstwie, to Ábrahám Pince jest do tego idealnym miejscem.

Spróbowane pozycje

Jeśli przed przejściem do notek poszczególnych win chcecie odświeżyć sobie kilka faktów dotyczących tokajskich win, to odsyłamy Was do wpisu poświęconego degustacji dojrzałych win aszú.

Ábrahám Dió-kút Furmint 2021 (przed zabutelkowaniem)

Już pierwsze wino z parceli położonej na północ od Erdőbénye nie pozwalało na pozostanie obojętnym. Mamy tu bowiem furminta fermentującego na dzikich drożdżach w stali i tam też dojrzewającego. To wino ostre jak brzytwa, piekielnie kwaskowe (ma się wrażenia próbowania soku z cytryny i to literalnie, bez żadnej przenośni), mineralne i bardzo wyciągnięte. Pojawiają się z nim również delikatne akcenty świeżych ziół (kolendra), jabłek, skórki z limonki. Nie bierze jeńców. Bardzo dobre (90/100).

Ábrahám K+ 2021 (przed zabutelkowaniem)

Po tą nazwą ukrywa się ponownie furmint, ale tutaj z działki w miasteczku Mád, który dojrzewał w 4-letniej beczce. To kolejne z dość ekstremalnych win, ma 10 g cukru resztkowego, ale aż 12 g kwasowości. Jest niesamowicie odświeżające, cytrynowo-limonkowe, wibrujące i energetyczne. Wspomniany cukier dodał mu lepszej koncentracji, ale w smaku został całkowicie przysłonięty przez kwasowość. W finiszu jest ona (przynajmniej na razie) jeszcze za mocna, wręcz bolesna dla zębów, ale może ułoży się z czasem. Bardzo dobre (90/100).

Ábrahám Furmint Szingli barrel 2020

Tutaj mamy jeszcze inną ekspresję odmiany, gdzie część gron była dotknięta szlachetną pleśnią, a dojrzewanie ponownie odbywało się w dębie. W porównaniu do poprzedników wino jest mniej ekstremalne, ładnie ułożone, pachnące morelami i ananasem. W ustach o mocnym, kwaskowym szkielecie, ale wypełnionym sporym ciałem, lekko beczkowe, z dodatkiem cytryn i zielonych jabłek. Wciąż za młode, ale w tym przypadku nie mamy żadnych wątpliwości, że drzemie w nim jeszcze spory potencjał. Znakomite- (92/100).

Ábrahám Kerektölgyes 2021 (przed zabutelkowaniem)

Znów zmieniamy miejsce, z którego pochodzą owoce użyte do produkcji wina, tym razem zatrzymując się w miasteczku Rátka, w zachodniej części tokajskiego regionu winiarskiego. W kupażu dominuje furmint, ale tym razem uzupełnia go 10% hárslevelű, a całość ponownie dojrzewa jedynie w stali. Nos jest pięknie owocowy, pachnący szarlotką z cynamonem, żółtymi gruszkami, odrobinę brzoskwiniami. Również na podniebieniu dość pełne, sycące, ale niepozbawione kwaskowego pazura. Bardzo dobre+ (91/100).

Ábrahám Kakasok Reserve 2015

To kolejne z unikalnych win Petera, pochodzące z owoców z późnego zbioru (bez botrytisu), ale przefermentowane na wytrwanie, z aż 16% alkoholu (!). W aromacie wyraźnie wyczuwa się tą dojrzałość gron, nos jest pełen aromatów przesmażonych na maśle jabłek i moreli, ale także indyjskich przypraw, śmietanki kremówki. Za to na podniebieniu z kwasowością, której zupełnie nie zapowiada ten dość ciężki zapach, a której ponadto akompaniuje owocowa słodycz. Wino absolutnie nieszablonowe, chyba najbliżej mu do jakiś niemieckich rieslingów z obecnie niemal niespotykanej klasy Auslese Trocken. Znakomite- (92/100).

Ábrahám Giertynos 2015

Swobodnie zmieniając i mieszając style próbowanych win tym razem zatrzymaliśmy się na winie z owoców z miejscowości Szegilong, które dojrzewało przez rok w beczkach i rok w stalowych zbiornikach, a fermentacja zatrzymała się na poziomie 30 gram cukru resztkowego. Wino jest zdecydowanie marcepanowe i miodowe, do tego dochodzą morele i brzoskwinie w syropie. Podobnie smakujące na języku, gęste, słodkawe, ale w posmaku trochę wychodzi spory alkohol (15,5%). Nie oczekiwalibyśmy, by to wino miało się jeszcze poprawić z czasem, lepiej dać mu szansę już teraz. Bardzo dobre (90/100).

Ábrahám Kölaves Furmint 2019

Po tych kilku nieugładzonych pozycjach akurat ten furmint zaskoczył nas elegancją i przyjemnym zazębieniem się poszczególnych elementów. Nic tutaj nie wystaje, jabłkowy owoc ładnie zgrywa się z wysoką kwasowością, delikatnymi nutami gruszek i mineralnym kręgosłupem. Niby nieskomplikowane, a po prostu bardzo smaczne. Bardzo dobre+ (91/100).

Ábrahám Dragasak 2021

Tutaj pierwsze skrzypce gra hárslevelű, uzupełnione o 40% furminta, a wino dojrzewa przez około 8 miesięcy we francuskich, używanych beczkach (i to nie byle jakich, bo od renomowanych bednarzy, rodziny Taransaud). Piękna jest soczystość tej pozycji, w której mieszają się nuty gruszek, jabłek, moreli i cytryn. Również na podniebieniu bardzo żwawe, energetyczne i sprężyste. Już teraz daje sporo radości, ale wygląda na to, że będzie się rozwijało jeszcze przez dłuższy czas. Znakomite- (92/100).

Ábrahám Szamorodni 2018

Końcowym akcentem degustacji było to słodkie wino, do którego użyto owoców furminta, przy czym (jak wskazuje nazwa) część gron była w pełni zdrowych, część zaś zbotrytyzowanych. Jest jeszcze młodziutkie, ale już teraz wita się z nami bogactwem morelowo-brzoskwiniowego owocu z dodatkiem akcentów ziołowych i jabłkowej skórki. Na podniebieniu skoncentrowane i zbalansowane, a wiele razy powtarzamy, że równowaga pomiędzy cukrem resztkowym, a kwasowością jest dla słodkich win podstawą. Znakomite- (92/100).


Krótka wizyta, na którą się umówiliśmy przerodziła się w kilkugodzinną rozmowę, w której wbrew pozorom wino wcale nie grało pierwszych skrzypiec. Przy takim człowieku renesansu jakim jest Peter czas upływa błyskawicznie, stąd gdy sami będziecie się do niego wybrali, to zakładany czas spotkania pomnóżcie co najmniej razy dwa.

Zobacz więcej naszych podróży