Blogerskie spotkania – wina z gór

Po dłuższej przerwie udało się reaktywować cykliczne spotkania blogerskie, które z entuzjazmem rozpoczęliśmy w czasach przed pandemią i bardzo się za nimi stęskniliśmy. Tym razem w nieco okrojonym składzie (Winespeak, Wine stream i Winniczek, który nie tylko udostępnił nam swoje „cztery kąty”, ale i przygotował jak zwykle świetne przekąski) postanowiliśmy zdegustować kilka win pochodzących z górskiego terroir.
Czy można się w ogóle pokusić o znalezienie jakiegoś wspólnego elementu łączącego wina powstające w górskich rejonach? Zdecydowanie tak. Zwykle są to pozycje bardzo świeże, rześkie, mające charakterystyczny mineralny, skalisty rys (idealnie pasuje tu określenie „czystość górskiej wody”). Zawdzięczają one to oczywiście specyficznym mikroklimatom jaki znajdziemy w takich miejscach. Winorośle rosną zwykle na dość stromych zboczach, przez co mają świetne nasłonecznienie, ale w nocy schodzące z wyższych partii chłodne powietrze schładza owoce, przedłużając ich wegetację i jednocześnie nie pozwalając na zbyt szybką akumulację cukru.
Zaczęliśmy od dwóch pozycji z Alto Adige (to jeden z naszych ulubionych winiarskich regionów), w którym łączą się nie tylko wpływy mas powietrza znad Alp i Morza Śródziemnego, ale i germańskie winiarstwo – bardzo precyzyjne, przemyślane, z nieco większym włoskim luzem.
Alois Lageder Heberle Pinot Bianco 2018 (89 zł, Winkolekcja)
Jak co roku mieliśmy w kwietniu pojechać do Aloisa na jego festiwal Summa, ale z oczywistych względów został on odwołany, więc na razie pozostaje się ratować jego winami, należącymi do jednych z najlepszych w regionie (naszym zdaniem ich jakość rośnie też z roku na rok). W tym przypadku w butelce pręży się Pinot Bianco pochodzący z dwóch przeciwległych stron Doliny Górnej Adygi, z winnic zlokalizowanych na poziomie 500 metrów. Po fermentacji w stali wino dojrzewa przez 9 miesięcy na osadzie (cześciowo w dużych beczkach). Jest niezwykle lekkie (11,5% alkoholu), ale wspomniany pobyt na osadzie dodał mu struktury, tłustości i koncentracji. Na pierwszym planie znajdziemy jabłka, cytryny, ale i rumianek, zaś w tle chłodną, mineralną, krzemienną podbudowę. Jednak w tym momencie nie jest jeszcze zintegrowane, bo kwasowość odstaje. Powinno się poprawić za rok-dwa. Bardzo dobre- (89/100).
J. Hofstätter Michei Sauvignon Blanc 2018 (przywiezione z Włoch, cena ok. 12 eur, inne wina producenta dostępne u Mielżyńskiego)
Hofstätter to kolejne wyróżniające się nazwisko w Alto Adige i jeden z większych (obok choćby Lagedera) prywatnych właścicieli winnic. Trzeba bowiem pamiętać, że region słynie również z robiących świetne wina spółdzielni, do których sprzedają swoje winogrona mniejsi winiarze. Tu mamy Sauvignon Blanc, które jak na odmianę przystało jest bardzo aromatyczne, pachnie jaśminem, bzem, kwaskowymi jabłkami, brzoskwiniami i cytrynami. Usta mocniejsze, bardziej masywne, z wciąż utrzymująca się soczystością. Całość płynnie przechodzi w pieprzno-przyprawowy finisz z grejpfrutową goryczką. Po dłuższej chwili w kieliszku pojawiają się również aromaty liści czarnej porzeczki. Rasowy przedstawiciel odmiany. Bardzo dobre (90/100).
Z Włoch przenieśliśmy się do Austrii, a dokładnie jej południowej części, regionu Südsteiermark. Sama Południowa Styria może nie jest typowo górskim regionem, ale spróbowane wino pochodzi z Sausal, jej najwyższej części, gdzie winnice sięgają aż 600 metrów.
Wohlmuth Ried Gola Chardonnay 2017 (przywiezione z Austrii, cena 14,50 eur, inne wina producenta dostępne są w Wino i przyjaciele)
Butelka pochodzi z naszej ubiegłorocznej wizyty u tego producenta, z owoców rosnących na parceli Gola. Po słoweńsku oznacza ona “goła” i nawiązuje do ubogiej, łupkowej gleby, ale też do wystawienia parceli na chłodne powietrze napływające tu bezpośrednio od Alp. Nos delikatny, jabłkowo-gruszkowy, nawet nieco zamknięty, za to usta mocno kwaskowe, bardzo skupione, pieprzne, z długim, stalowym posmakiem. Bardzo eleganckie, dostojne. Znakomite (93/100).
Kolejne wino zdecydowanie wygrało jeśli chodzi o wysokość położonych winnic, tutaj znajdują się one w argentyńskiej Uco Valley na poziomie 1300 metrów.
Triange Wines Salvo Semillon 2017
Bardzo stare, 117-krzewy rosną skalistej i wapiennej glebie. Po zbiorach 60% wina fermentuje w stali, reszta zaś w betonowych jajka przez 15 dni ze skórkami. Na koniec całość przez 3 miesiąca układa się w stalowych zbiornikach. Pachnie pigwą, brzoskwiniami, śliwkami i gruszkami. Usta są kwaskowe, z lekkimi taninami, przyjemnie goryczkowe. Dużo w tym winie również pieprzu, ziół, siana, białej herbaty. Nieszablonowane, oddające raczej ekspresję metody produkcji niż odmiany. Znakomite- (92/100).
Jedyną czerwienią w zestawie była pozycja z oferty El Catadora, którą akurat znamy i opisywaliśmy ją nawet na blogu – Peninsula Vinicultores Viñedos Viejos Vino de Montaña 2017 (39,90 zł).
W niemal każdym spróbowanym winie bez problemu można było odnaleźć górski charakter – ta lekkość owocu, czystość i świeżość są niepodrabialne. Wyjątkiem był tylko Semillon, gdzie jednak przeważyły metoda winifikacji i dłuższa maceracja na skórkach, która przesłoniła charakter terroir (to niestety częsty problem w przypadku pomarańczowych win). My lubimy wina z góry, a Wy?