Barcelona 2018: Ryż&Rioja

Ola! Już się rozgościliśmy w Barcelonie, możemy więc spokojnie otworzyć wino i coś zjeść. Ale wcześniej kilka słów wstępu. Styczeń naszym zdaniem to znakomita pora, żeby uciec od zimowej polskiej aury i poczuć śródziemnomorskie powietrze. Temperatura w okolicach 15-20°C. Dodatkową korzyścią jest to, że w zimie nie ma aż tylu turystów. Oczywiście jest ich dużo, ale nie kosmicznie dużo to pozwala na więcej swobody w muzeach, barach, restauracjach czy chociażby na bazarach. Ale i tak nie dziwcie się tabunom Japończyków oglądających z zaciekawieniem każdy kawałek szynki, sera czy owocu, który jest trochę inny niż w kraju kwitnącej wiśni. Potem i tak odnajdziecie ich w „Wok to Walk” albo na sushi… Na lotnisku za to spotkacie wielu narciarzy szczególnie z Rosji wracających z Andory. Jednak ogólnie nie jest tak tłoczno i nawet do tradycyjnych miejsc pielgrzymek turystycznych takich jak kamienice Gaudiego czy Sagrada Familia – nie ma specjalnych kolejek.
Tym, co zwróciło nasza uwagę to fakt, że Katalonia jest jednak trochę przetrącona ostatnimi atakami terrorystycznymi, a także wydarzeniami politycznymi. Kwestie niepodległości i referendów są cięgle żywe wśród mieszkańców. W wielu oknach/balkonach są zatknięte katalońskie flagi, które sygnalizują separatystyczne poglądy ich właścicieli. Jest jednak też dużo flag hiszpańskich. Mniej, ale jednak są widoczne. Czasami w jednej kamienicy dwa sąsiednie balkony są udekorowane odmiennie. Życie jednak płynie dalej. Nie widzieliśmy wzmożonych patroli policyjnych czy też wojskowych. Raczej aktywność tych widocznych – mundurowych służb jest na normalnym poziomie. Nawet przy wizycie w cyrku (oczywiście takim, gdzie nie występują zwierzęta) nikt nam nie sprawdzał toreb. Trochę to dziwne, ale tak to wygląda.
Spacerując, nabyliśmy wino, ryż, królika oraz wszystkie inne potrzebne produkty, aby przygotować tradycyjne katalońskie danie, czyli ryż z królikiem. Za dobry przewodnik posłużyła nam książka Jose Pizarro, który pracował w najbardziej prestiżowych hiszpańskich restauracjach w Londynie (jak Eye Brothers, Brindisa czy Gaudi). Teraz jest już na swoim i posiada 4 lokale w tym mieście. W 2014 został wybrany na jednego ze „100 espanoles”, czyli Hiszpanów którzy poprzez swoją działalność rozsławiają ojczyznę na świecie. Książka pod wszystko mówiąca nazwą „Catalonia – recipes from Barcelona nad beyond” gromadzi i systematyzuje katalońskie tradycje kulinarne. Większość dań i przepisów w niej prezentowanych znajdziecie w barcelońskich restauracjach, tawernach i tapas barach. Nas zainteresował ryż z królikiem z dwóch powodów. Po pierwsze królik jest bardzo często używanym mięsem w Katalonii, a po drugie – uwielbiamy risotto, chcieliśmy więc skonfrontować je właśnie z inną formą ryżowego dania. Celowo nie nazywamy go paellą, gdyż ta jest z Walencji. Korzystamy jednak z podobnego ryżu – gatunku ”bomba”. Pochłania on dużo płynu i trudno się rozgotowuje. W Polsce jest on trudno dostępny, ale spokojnie można kupić opakowania „ryżu do paelli”, czyli różnych hiszpańskich gatunków o podobnych właściwościach.
Do przygotowania dania potrzebujemy całego królika (ok 1.2 kg) podzielonego na 8 części (2 łopatki, 2 combry, 2 udka i 2 golenie) lub kupionych już podzielonych kawałków. Myśmy skorzystali z samych łopatek. Doprawiamy mięso solą i pieprzem, zrumieniamy ze wszystkich stron na oliwie z oliwek w garnku o grubym dnie. Wyciągamy królika na talerz i w tym samym garnku na wolnym ogniu podsmażamy posiekane – cebulę i seler naciowy – ok 10 minut. Następnie dodajemy przyciśnięty przez praskę lub posiekany czosnek i posiekaną papryczkę chilli; smażymy jeszcze kilka chwil. Dodajemy szafran i mieszamy. Następnie dolewamy 1,2 l bulionu drobiowego i zagotowujemy. Wkładamy z powrotem królika i gotujemy około 1 godziny. Gdy tak jak my korzystacie tylko z łopatek, czas może być krótszy. Generalnie sprawdzajcie – królik powinien być miękki i odchodzić od kości. Na tym etapie dodajemy ryż, dolewamy trochę bulionu (chyba że krócej gotowaliście królika i mało wyparowało) i gotujemy na wolnym ogniu około 18 minut, mieszając tylko od czasu do czasu. Generalnie potrawa powinna być lekko płynna, ale nie za bardzo. Warto więc raczej pozostawić na początku mniej bulionu i potem ewentualnie dolać pod koniec gotowania. Serwujemy w miskach/talerzach od zupy. Oczywiście proporcje ryżu i mięsa zależą tak naprawdę od Was – jak bardzo mięsne chcecie mieć danie!
Mieliśmy raczej ochotę na owocową czerwień do tego dania. I w Villa Viniteca sprzedawca polecił nam La Montesa Crianza Rioja DOC 2015, Palacios Remondo. Wino ciekawe jak na Rioje, gdyż jest to blend aż 88% Garnachy i 12% Tempranillo. W tym konkretnym przypadku to jednak nie dziwne, jako że wino to pochodzi z Rioja Baja, czyli południowo-wschodniej gorętszej części regionu. Nie jest Baja mocno poważana (nawet Marques de Murrieta Castillo Ygay zdołał przesunąć granicę, aby należeć do sąsiedniej Rioja Alta) za to właśnie Garnacha udaje się tu najlepiej. Palacios Remondo to rodzinna, rjiojańska posiadłość króla Prioratu Alvaro Placiosa, który zrobił w niej porządek – zredukował wydajność i podniósł jakość win. Są one robione w nowoczesnym, raczej owocowym stylu. Na nasze wino wszystkie grona zostały zebrane z pojedynczej parceli „La Montesa”, znajdującej się na wysokości 550 m n.p.m. na zboczu góry Yerga. Wino fermentowane jest w dużych drewnianych kadziach, a potem dojrzewa 10-12 miesięcy w barriques z francuskiego dębu (50% nowych). Przejdźmy zatem do konkretów. Wino zaprezentowało się pięknym kolorem ciemnych śliwek. Miało jasny brzeg i było bardzo przezroczyste. W nosie dobra równowaga pomiędzy nutami beczkowymi i ciemnego owocu. Jest jednak całkiem świeży. Do tego dochodzą nuty lukrecji. Usta o średniej kwasowości. Owocowe – jagody i dojrzałe śliwki. I znowu tak jak w zapachu pojawiają się aromaty lukrecji. Usta generalnie bardzo „czyste”. Tanina delikatna – dopiero w końcówce pojawia się bardziej matowa faktura i nuty kakao. Dobra równowaga, wino zrobione z klasą. Podoba się nam! 89/100 a jeszcze bardziej jego cena w Hiszpanii – ok. 12 EUR. U nas niestety podchodzi pod 100 PLN.
W zestawieniu z królikiem wydało się bardzo owocowe. W pierwszej chwili – nawet zbyt mocno, ale potem w trakcie jedzenia złapało świetną spokojną symbiozę z daniem. Co ciekawe że już po powrocie szukając polskiego importera tej etykiety natrafiliśmy na brytyjskiego – wielkiego Berry Bro’s & Rudd. Tak opisał on pairing do tego wina – “A great match for all manner of meat dishes, but rabbit paella would be top of my list.” Tyle w temacie 🙂
Na koniec jeszcze dwa słowa o Villa Viniteca – miejscu, gdzie kupiliśmy wino. Sklep dysponuje potężnym wyborem win z całej Hiszpanii. Nie tylko z najbardziej rozpoznawanych regionów. Można nabyć znakomite butelki z Bierzo, Pirenejów czy zupełnie „odjechane” Cavy. Sprzedawcy dosyć dobrze się znają i mówią po angielsku. Sklep znajdziemy przy końcowym odcinku Via Laietana, po lewej stronie idąc w stronę morza pod adresem Carrer dels Agullers, 7. Jest tam też całe zagłębie butików enologiczno-kulinarnych tej firmy. Między innymi delikatesy, gdzie można kupić a także zjeść na miejscu sery, wędliny i inne przekąski oraz napić się win ze sklepu za dopłatą 6 EUR korkowego – warto!
Do następnego!
A&W