Bor, mámor Bénye 2022 – degustacje

Tak jak już pisaliśmy we wpisie poświęconym ogólnym wrażeniom z festiwalu Bor, mámor Bénye, podczas tego wydarzenia oprócz degustacji win u poszczególnych winiarzy, organizowane są komentowane degustacje. Nam udało się wziąć udział w trzech z nich i dzisiaj piszemy właśnie o nich.
1. Dojrzałe aszú
Rzadko mamy okazję pić starsze roczniki aszú, choć może pamiętacie, że kilka takich butelek opisywaliśmy we wpisie „Dojrzałe aszú – smak wieczności„. Również w Erdőbénye cofnęliśmy się do legendarnego rocznika 1956 roku, ale wcześniej też było kilka „momentów”.
Degustację (będącą jak się dowiedzieliśmy cyklicznym elementem festiwalu) zorganizował Krisztián Ungváry, właściciel winiarni Vayi, który przy jej zakupie zupełnie nieświadomie nabył również piwnicę pełną starszych roczników tokajskich aszú przechowywanych od czasów komunizmu. Oczywiście jak to bywa w przypadku tak wiekowych win, nie wszystkie butelki przetrwały w dobrej kondycji, dlatego poniżej opisujemy ta najciekawsze.







Vayi Tokaj Aszú 2017

Zaczęliśmy od wina od samego Krisztiána, z rewelacyjnego dla słodkich tokajskich win rocznika 2017. Mamy tutaj ponad 230 g cukru, nuty mirabelek, cytryn w słodkiej zalewie i miodu. Za to na podniebieniu z niesamowicie wysoką, wibrująca kwasowością. Teraz jeszcze młodziutkie, ale drzemie w nim potencjał na dekady. Takie wino pokazuje, że nawet u mniej znanych winiarzy warto wypatrywać perełek (zwłaszcza, że kosztuje poniżej 100 zł!). Znakomite- (92/100).
Disznókö Tokaj Aszú 6 puttonyos 2002

Choć Disznókö to duży producent, to jego słodkie wina trzymają naprawdę wysoki poziom. Tutaj mamy cytrynowo-morelową esencję bardzo skoncentrowanej owocowości, a do tego sporo wosku i miodu. Podobnie jak u poprzednika kwasowość jest bardzo silna, ale winu brakuje trochę większej złożoności (a ma już 20 lat, więc trudno oczekiwać, by rozwinęło się jeszcze w przyszłości). Bardzo dobre (90/100).
Miklós Kovalik Tokaj Aszú 5 puttonyos 1990

Te winiarz nie jest jakimś wyróżniającym się producentem w regionie, jego ponad 30-letnie aszú było dość warzywne (karmelizowana marchewka), ale pojawiało się również trochę kawy i toffi. Już raczej zmęczone, choć ma jeszcze przebłyski. Zwłaszcza słodycz jest tutaj bardzo ładnie zachowana i nieco ożywia wino. Dobre (87/100).
Tokaj Aszúesencia 1972

Oczywiście wina z czasów komunizmu były produkowane przez państwowy kombinat, stąd nie mają one oznaczenia producenta, a czasem wobec zniszczenia etykiety również trudno oszacować rocznik. Stąd aby tego się dowiedzieć Krisztián mierzył poziom cukru oraz alkoholu i na tej podstawie oraz bazując na historycznych zapiskach określał wiek oraz klasę (poziom puttonów) wina. Ta akurat pozycja świetnie się trzyma, mamy tutaj kawę, zielone orzechy, suszone figi i wciąż mnóstwo kwaskowej świeżości. Próbowało się je z wielką przyjemnością, a całość jest elegancka i przyjemnie skoncentrowana. Znakomite (93/100).
Tokaj Aszúesencia (albo 6 puttonyos) 1956

Choć wino jest o niemal 20 lat starsze od poprzednio opisywanego, to wydaje się być jeszcze bardziej świeże i soczystsze. Mamy tutaj wyraźną miętową nutę, a także sporo przypraw, moreli i dojrzałych brzoskwiń, herbatę, cytrynową esencję. Trzyma się świetnie, oczywiście ewolucja jest już obecna, ale nie można powiedzieć, że to aszú jest w schodzącej fazie. Znakomite+ (94/100).
2. Naturalna twarz Tokaju
W porównaniu do wielu winnych regionów, gdzie ferment związany z winami naturalnymi trwa w najlepsze, Tokaj wydaje się być nieco na uboczu tego trendu. Są ku temu dwa powody. Po pierwsze, miejscowy klimat jest wymagający jeśli chodzi o naturalną uprawę winorośli. To właśnie z powodu sporej wilgotności możliwe jest przecież tworzenie się szlachetnej pleśni, bez której nie mogłyby powstawać aszú. Jednocześnie zaś w oczywisty sposób taki klimat znacząco zwiększa ryzyko chorób grzybowych, które są jedną z największych zmór naturalnego winiarstwa. Po drugie zaś, mimo iż wielu miejscowych winiarzy w zasadzie uprawia swoje winnice w sposób co najmniej organiczny, nie jest to pierwszoplanowany temat, którym się zajmują, nie afiszując się też z tym zbyt mocno. Wyjątek stanowi niewielkie grono producentów, wśród których na pewno prym wiedzie winiarnia Szóló. To właśnie wina od biodynamicznej Tímei Éless (sam certyfikat uzyskała niedawno, bo w grudniu 2021 roku) zestawiono podczas degustacji z pozycjami od Eriki Rácz (Sanzon Tokaj), która znów swoje winnice uprawia organicznie.
Co nas bardzo cieszy, wina od obu producentek są importowane do naszego kraju. Te od Tímei znajdziecie w ofercie Rymarczyk & Białobrocki Import, zaś pozycje od Eriki w portfolio SPOT. oraz Rafa-Wino.









Szóló Boogie Pet-Nat 2020

Rozpoczęliśmy dawką bąbelkowego orzeźwienia w postaci pet-nata. W tym roczniku fermentacja zatrzymała się (pamiętajcie, że pet-nat to wino, które fermentuje jeszcze po zamknięciu w butelce) na wyczuwalnym poziomie cukru. Stąd wino jest dość miękkie, zaokrąglone, ale zaprawione również odpowiednią dawką kwasowości i wyrazistymi akcentami jabłek i jabłkowej skórki. Potoczyste i żywe. Bardzo dobre- (89/100).
Sanzon Muscat Fleur 2020

Ten muscat od Eriki to wino delikatnie macerowane (zaledwie 4 dni na skórkach), dzięki czemu typowe dla odmiany aromaty kwiatów, melona i przypraw zostały uzupełnione o trochę mocniejszą strukturę. Całość jest przyjemnie aromatyczna, czysta, z delikatnie gorzkawym, grejpfrutowym posmakiem. Doskwiera jednak nieco zbyt niska kwasowość. Dobre+ (88/100).
Szóló Puro 2021

Kolejne wino to niemal czysty furmint, przyprawiony jedynie 5% hárslevelű. Po zbiorze tłoczeniu poddane były pełne kiście, bez odszypułkowania owoców. Dojrzewanie odbywa się w betonowych jajkach, a do butelek wino trafia bez filtracji i bez dodatku siarczynów. Degustowaliśmy próbkę jeszcze sprzed zabutelkowania. Aromat jest w tym momencie bardzo rozbuchany, pełen soku z jabłek, kiszonych cytryn, ale też ziół. Usta radosne, żywe, bardzo potoczyste, ponownie z wyraźnie kiszonkowymi nutami. Na razie wino jest jeszcze odrobinę zbyt rozchwiane, ale ma czas by lepiej się ułożyć. Bardzo dobre- (89/100).
Sanzon Rány Hárslevelű 2020

Rány to jedna z najlepszych parceli w okolicach Erdőbénye (administracyjnie przynależna do sąsiedniej gminy Olaszliszka), gdzie pod cienką warstwą wierzchniej gleby znajdziemy mocną skałę. Połowa wina dojrzewa w tym przypadku w amforach, a połowa w beczkach z austriackiego dębu. Pachnie typowo dla odmiany, a więc jabłkami, ale też melonem, gruszkami i kwiatami. Na podniebieniu początkowo wydaje się dość zaokrąglone, ale w posmaku wychodzi pełnia tokajskiego terroir – mineralność, cytryny, a nawet sporo słoności. Bardzo dobre+ (91/100).
Sanzon Orange 2021

Tej pomarańczy próbowaliśmy z próbki beczkowej, gdzie fermentacja jeszcze się nie zakończyła (na razie wino ma jeszcze 18 g cukru). W związku z tym na razie jest dość słodkie, gruszkowe, ale i przyprawowo-pieprzne. Na języku garbniki są jeszcze bardzo dzikie, nieugładzone, ale wino ma też świetną strukturę i sporo ciała. Warto poczekać jak będzie się prezentowało po zabutelkowaniu. Bardzo dobre- (89/100).
Szóló Kraft 2019

To szalone wino powstaje z owoców furminta z późnego zbioru, częściowo dotkniętych szlachetną pleśnią. Po ich zebraniu są one poddawane maceracji karbonicznej, a następnie przez 7 miesięcy wino dojrzewa na osadzie w stalowych zbiornikach. Mamy tutaj orzechy, przyprawy, suszone owoce (jabłka, gruszki, morele), skórkę pomarańczy, ale też sporo ziół na czele z oregano. Na podniebieniu mocne (14% alkoholu), stanowcze, ale nie trącące też ożywczego charakteru. Wino graniczne jeśli chodzi o stylistykę, ale wciąż po stronie przyjemności. Bardzo dobre (90/100).
Sanzon Rouge 2021

Niewielu zdaje sobie sprawę, że przed filokserą połowę upraw w Tokaju stanowiły czerwone odmiany winorośli. Obecnie uprawia się ich szczątkowe ilości (nie mogą być zresztą butelkowane jako wina tokajskie). W tym przypadku Erika nawet nie wie jaką odmianę posiada, zresztą ma jej dosłownie jak na lekarstwo (roczna produkcja w 2021 roku to oszałamiające 48 butelek). Krzewy były bowiem zasadzone na nabytej przez nią parceli i zdecydowała, że szkoda je karczować. Powstało z nich wino o aromatach czerwonych kwiatów, fermentującego kompotu z wiśni, ale też gruszek, z wyraźnymi tonami ziemistymi. Nam charakterem przypomina nieco austriackie st. laurenty – może to właśnie ten szczep trafia do butelek?. Bardzo dobre (90/100).
3. Erdőbénye – miejscowe terroir
Ostatnia z degustacji, w której wzięliśmy udział była poświęcona terroir miasteczka Erdőbénye. Poprowadził ją Gergely Somogyi, autor strony internetowej Tokaj Today, posiadający niezwykłą wiedzę o regionie, ale też charyzmę pozawalającą bardzo ciekawie i żywo prowadzić naprawdę pogłębione, edukacyjne degustacje.
Dzięki niemu dowiedzieliśmy się, że pierwsze wzmianki o winach z Erdőbénye pochodzą z 1623 roku, a w 1641 roku podczas spotkania winiarzy w miasteczku Mád po raz pierwszy wspomniano o Erdőbénye jako o części tokajskiego regionu winiarskiego. Podczas kolejnych klasyfikacji dokonywanych przez rozlicznych autorów na przestrzeni XVII-XIX wieku winnice z Erdőbénye były w nich wymieniane, choć raczej nie wśród tych najbardziej prestiżowych. Choć oficjalnie w miasteczku wyróżnionych jest 40 nazwanych winnic (na Węgrzech zwanych dűlő), to niestety większość z nich wciąż nie jest w pełni uprawiana. Gergely na swojej stronie prezentuje mapę, w której granice sklasyfikowanych winnic są nałożone na aktualne ukształtowanie terenu. Dzięki temu widać jak wiele dawniej uprawianych stoków obecnie jest opuszczonych, zajętych przez łąki czy lasy. Miejscowi winiarze (podobnie jak w całym regionie) dopiero powoli przywracają im pierwotne przeznaczenie, a dzisiaj w Erdőbénye winnice zajmują już (albo tylko – w zależności od punktu widzenia) 120 ha.









Abraham Dió-kút Furmint 2021

Rozpoczęliśmy od wina spod ręki Róberta Pétera, postaci naprawdę nietuzinkowej (chcemy zresztą napisać osobny wpis o degustacji jego win i wieczorze spędzonym w jego winiarni). Parcela Dió-kút leży na północ od miasteczka, jej dolna część jest stosunkowo płaska, ale im wyżej, tym robi się bardziej stromo. Wino fermentowało na dzikich drożdżach w stali i tam też dojrzewało. To furmint ostry jak brzytwa, piekielnie kwaskowy (ma się wrażenia próbowania soku z cytryny i to literalnie, bez żadnej przenośni), mineralny i bardzo wyciągnięty. Pojawiają się z nim również delikatne akcenty świeżych ziół (kolendra), jabłek, skórki z limonki. Nie bierze jeńców. Bardzo dobre (90/100).
Sanzon Palánkos Furmint 2020

Znów wróciliśmy też do jednej z pozycji Eriki. Parcela Palánkos leży na tym samym wzgórzu co Dió-kút, odrobinę bardziej na zachód. Ten furmint przez 8 miesięcy dojrzewał na osadzie w 500-litrowych beczkach. Na razie delikatne akcenty beczkowe są w nim wyczuwalne, mamy więc odrobinę orzechów i dymu, ale też ładnie zaznaczony jabłkowy owoc. W ustach z przyjemnym ciałem (pomaga mu 5 g cukru), ale też wyrazistą kwasowości, obecną zwłaszcza w długim, czystym, stalowym posmaku. Bardzo dobre (90/100).
Préselő Omlás Furmint 2018

Pozostajemy w tych samych okolicach, Omlás to bowiem działka leżąca dokładnie pomiędzy wspomnianymi wcześniej parcelami. Tutaj dojrzewanie w 400-litrowych beczkach trwało 13 miesięcy. Wino jest już znacznie bardziej poukładane i mimo gorącego rocznika prezentuje świetną sprężystość i świeżość. Oczywiście ma w sobie sporo ciężaru, ale też soczyste nuty kwaskowych jabłek, cytryn, jabłkowej skórki, świeżego szczawiu. W ustach kwaskowe, skaliste, z rdzawą mineralnością. Znakomite- (92/100).
Préselő Messze-látó Furmint 2016

Pozostajemy przy tym samym producencie i tym samym wzgórzu, ale znów udajemy się nieco bardziej na zachód. Ta parcela jest też bardzo stroma, a dojrzewanie wina miało miejsce tym razem w baryłkach przez 18 miesięcy. Wino jest w dobrym momencie swojego życia, kwasowość furminta wtopiła się w strukturę, w której dominuje jabłkowo-cytrynowa owocowość. Całość dość surowa, czyściutka, ponownie z jak mantra powtarzanym mineralnym finiszem. Bardzo dobre+ (91/100).
Béres Lőcse Furmint 2003

Lőcse to dość stroma winnica u stóp której położona jest sama winiarnia Béres, zlokalizowana na północny-wschód od miasteczka. Pomimo lekkiej oksydacji wino jest dalej w świetnej formie. Owoce pochodzą z późnego zbioru, a poziom alkoholu osiągnął słuszne 14,9%. Obecnie w winie znajdziemy sporo wosku, miodu, dojrzałych jabłek, kremowej śmietanki i soku z gruszek. Można by narzekać na stosunkowo niewysoką kwasowość i odzywający się w posmaku alkohol, ale trzeba też pamiętać, że niemal 20 lat temu tokajskie winiarstwo było w zupełnie innym miejscu, niż obecnie. Sam fakt, że ta butelka tak dobrze się trzyma, już i tak jest dużym osiągnięciem. Bardzo dobre+ (91/100).
Jak sami widzicie repertuar degustacji zorganizowanych w ramach Bor, mámor Bénye był naprawdę imponujący, a pamiętajcie, że i tak wybraliśmy jego mały wycinek (nie dało się obskoczyć wszystkich atrakcji). Po raz kolejny możemy więc powtórzyć, że naprawdę warto wybrać się na ten festiwal!