Copa di Vino – recenzja

Udostępnij ten post

Dostępne są Chardonnay, Moscat, Pinot Grigio, Riesling, White Zinfandel, Cabernet Sauvignon, Merlot. Każde wino zamknięte jest hermetycznie aluminiową folią, a do tego posiada plastikową „czapeczkę”, aby można było jeszcze raz wino zamknąć. Wina są nierocznikowe; a co ciekawe – opatrzone datą z adnotacją „freshest by” – cokolwiek by to w kontekście wina nie znaczyło. My otrzymaliśmy do degustacji 3 kieliszki – Chardonnay, White Zinfandel oraz Cabernet Sauvignon.

Zacznijmy od Chardonnay. No najświeższe w kontekście daty już nie było – maj 2016. Ale ok, testujemy. Kolor całkiem ładny, złoty. Nos pełen skisłych nut i wszechobecnego plastiku. Wino ląduje zatem w kieliszku. I wtedy te akcenty tworzyw sztucznych nikną. Mimo wszystko, jest bardzo słabo. Usta lekko kwaskowe, płaskie. Krótki, wodnisty finisz. Szkoda czasu. 72/100

Następnie mamy do czynienia z różem. White Zinfandel też już nie jest pierwszej świeżości, no ale data końca lipca jeszcze jakoś może ujdzie. Kolor bardzo ładny – mocny, różany. W nosie mamy ten sam temat – mocny zapach plastiku. Słabo. W kieliszku lepiej – jakieś poziomki i truskawki w śmietanie. Usta landrynkowe. Truskawki z cukrem pudrem. Średniej długości finisz. Jakoś da się wypić. 78/100

Cabernet Sauvignon w apogeum świeżości – traci ją dopiero pod koniec stycznia 2017 🙂 kolor ładny, rubinowy z jasnym brzegiem. Nos – plastik zabija wszystko. A w kieliszku pojawiają się nuty ogniskowe oraz trochę owocu. Pustawy z akcentami spalenizny. Usta podobne – dogasające ognisko, owoc jakiś mały i generalnie bardzo zielone. Średnia kwasowość i „cienki” w końcówce 76/100

Po degustacji naszło nas kilka refleksji. Pomysł na hipsterskie wino może i fajny, ale obarczony został wszystkimi błędami, jakie można sobie wyobrazić.

  1. Kontent – wino jest po prostu – delikatnie mówiąc – słabe, a szczerze jedne z najgorszych, jakie piliśmy w życiu. Oprócz pomysłu – należy do środka wlać produkt, który da się wypić. Południe Francji, czy Veneto pełne są supermarketowego wina na litry o wiele razy smaczniejszego niż to, co nas zastało w „kieliszkach”. Nawet w Chile i w Kalifornii się znajdzie;)
  2. Opakowanie – fajne i efektowne. Tylko sens tego jest taki, że ma to imitować kieliszek, żeby z niego móc pić. Ale jest porażką, bo plastik tak śmierdzi, że nie da się w spokoju spożyć wina. Dodatkowo – reklama przekonująca nas, że nie musimy dopijać wina do końca, bo mamy wieczko, jest marna, bo to tylko 187 ml – a na imprezie (a taki sens jak rozumiemy ma to wino) wszystko schodzi.
  3. Cena – jeden kieliszek kosztuje 15 PLN! Czyli 60 PLN butelka. Uff… to jest kosmos. Na granicy troposfery i stratosfery serwują dużo lepsze buteleczki w cenie 12 PLN. Tak przynajmniej mieliśmy do czynienia ostatnio w LOTcie czy innych liniach lotniczych. To pozostawiamy to bez dalszego komentarza.

Nie mamy zatem nawet średniej dobrej recenzji Copa di Vino, a raczej bardzo złą. Uważamy, że należy uczciwie poinformować konsumentów a także dać feedback importerowi, od którego otrzymaliśmy to wino do degustacji.

Do następnego!

A&W