Austria 2019: Wiedeń

Po zajęciach w Rust przeniosłem się na drugą część wykładów do Wiednia. W czasie kursu ciężko było w jakikolwiek sposób cieszyć się urokami miasta, więc zostałem jeszcze do końca długiego w/endu aby odpocząć po trudach nauki.
Hipsterski klimat Wiednia „walczy” trochę z CK tradycją. Mamy więc dużo kawiarni w starym stylu, ze złotymi lampami i stylowymi stolikami, gdzie na śniadanie dostaniecie cappuccino z Croissantem, a także mnóstwo nowoczesnych miejsc typu vege, eko itp. w których rano zjecie bardziej wymyślny i zakręcony posiłek. Jeśli jednak chcecie turystycznie odwiedzić znane miejsce to wpadnijcie na śniadanie do polskiego imigranta Trześniewskiego (dziś już tylko z nazwy, bo firma należy do korporacji), który od 1903 roku raczy wiedeńczyków kanapkami. Serwuje ich kilkanaście rodzajów. Wszystkie na razowym chlebie, bazujące na pastach jajeczno, twarogowo, rybno, warzywnych z różnymi dodatkami. Sztuka kosztuje 1.40 EUR a do kanapek możemy zamówić kieliszek musiaka czy też piwo. Zjecie na stojąco – czy to w środku czy na zewnątrz. Prosto i smacznie. Lokali jest kilka. Te w centrum znajdziecie na Dorotheergasse 1 (przy Graben) czy Mariahilfer Str. 95.
Przykładem mocno współczesnego, lekko odjechanego lokalu jest położony przy samym placu św. Szczepana „Miznon” (Schulerstrasse 4). Bar ten oferuje szybką kuchnię o izraelskich korzeniach. Jest częścią sieci lokali mających swój początek w Tel-Avivie. Eyal Shani (jeden z najlepszych szefów z Izraela) założył pierwszą jadłodajnię w 2008 roku, a dziś sieć ma w sumie pięć restauracji (do wymienionych dochodzi jeszcze Paryż, Nowy Jork i Melbourne). Atmosfera jest kompletnie niezobowiązująca, ludzie mieszają się przy większych i mniejszych stołach. Dania zamawia się za ladą, a po odbiór jesteśmy wywoływani swoim imieniem. Dominują wszelkiego rodzaju pity (np. jak ta z klopsami jagnięcymi na zdjęciu), pieczone ziemniaki czy bataty z sosami, a best sellerem jest pieczony kalafior w różnych formach. Za 10-15 EUR (z napojem/piwem) wyjdziecie najedzeni. Świetny klimat!
Gdy chcecie napić się wina w centrum, a nie znacie za bardzo małych, niezależnych, często pochowanych po bocznych uliczkach miejsc, walcie jak w dym do Wein&Co! Ta prężna sieć detaliczno/restauracyjna zrewolucjonizowała w latach 90tych austriacki rynek wina. To co było niedostępne, trudne, otoczone woalem snobizmu stało się możliwą do osiągnięcia codzienną przyjemnością. Jakościowe wino przestało być dla wybranych a wkroczyło szturmem pod strzechy. Dziś lokale można znaleźć w każdym dużym mieście. W Wiedniu mamy trzy w samym centrum (Stephansplaz, Mariahilefer Str., Naschmarkt). W Winebarze dostaniecie kartę z winami na kieliszki i daniami barowo/restauracyjnymi. Możecie jednak wziąć każde wino ze sklepu i dołożyć 9 EUR korkowego aby móc otworzyć je do stolika. Co więcej, należy się do niego jeszcze butelka 0.75l wody mineralnej gratis (cena jej w karcie 6 EUR). A do tego 10% całości rachunku z baru możecie odjąć od zakupów w sklepie, gdy wydacie w nim ponad 30 EUR. Trochę to skomplikowane, ale generalnie jest uczciwie, a wybór wina genialny! No i lokalizacje barów bardzo centralne więc bez problemów spacerując natkniecie się na Wein&Co! Polecam!
Jedna z restauracji Wein&Co jest na Naschmarkt czyli wielkim bazarze. Tu w odróżnieniu od hiszpańskich targów więcej jest knajp i barów niż stoisk. Jednak wystarczająco dużo – po 3-4 mięso/ryby/warzywa-owoce znajdziecie i spokojnie kupicie najlepsze produkty na obiad. Do tego kilka stoisk z serami i to austriackimi! To co wyróżnia ten bazar to dużo wpływów arabsko/tureckich. Mamy więc rzeźnika Halal i mnóstwo przypraw. Tych miejsc jest zdecydowanie najwięcej. Co ciekawe – nie jest drogo. Np. słodka papryka w proszku znanej firmy w saszetce 20g w supermarkecie kosztuje 2EUR a na Naschmarkt woreczek 100g 1.90EUR. Można śmiało obkupić się we wszystkie najbardziej wyszukane przyprawy. Trochę niedoreprezentowana jest kuchnia azjatycka, ale jak poszukamy to też coś znajdziemy (np. Jetfruita!). Warto się poszwędać, wypić kieliszek wina, zrobić zakupy na kolację i zjeść lunch. Polecam ryby i owoce morza w Fischviertel!. To właściwie sklep rybny z mała kuchnią. Można wziąć parę ostryg, lub zupę rybną i zjeść na stojąco. A można usiąść przy którymś z kilku stolików i zamówić proste danie z karty (np. świetne Moule). Gdy w niej nie znajdziecie tego co najbardziej lubicie możecie poprosić o dowolne morskie stworzenie, które leży na lodzie w sklepie i szef je dla was przygotuje. Nasz klient nasz pan! Do tego coś białego jak np. Rieslinga Federspiel Domane Wachau za 29 EUR. Jest smacznie, prosto i szybko – esencja rybnej kuchni.
Wieczorem wyszedłem ze znajomymi poznać poważniejszą miejscówkę – „o boufes” (Dominikanerbastei 17). To siostrzana restauracja dla posiadającej dwie gwiazdki Michelin, nazwanej od nazwiska szefa, Restaurant Konstantin Filippou. Obie mieszczą się w tym samym budynku, a drzwi dzieli zaledwie kilka metrów. „o boufes” ma dosyć surowy, betonowo-industrialny wystrój, kelnerzy obsługują w fartuchach, a menu dnia wypisane jest kredą na tablicy. Karta jest dosyć krótka – bazuje na tradycyjnych austriackich smakach (sznycel z mangalicy, pstrąg z olejem dyniowym, czy policzki wołowe duszone z grzybami) a od tego dochodzą bardziej śródziemnomorskie klimaty (sałata z krewetkami i fetą, zupa rybna z szafranem i aioli czy bakłażan z tahini i jogurtem). Wszystko bardzo elegancko i nowocześnie podane. Karta win jest bardzo bogata i obejmuje tylko wina naturalne. Jednak jeśli byście chcieli zamówić jakąś bardziej klasyczną pozycje to kelnerzy podadzą Wam kartę win od „starszej siostry”. Generalnie dania są dosyć proste i całkiem smaczne (bez szału). Porcje są raczej średnich rozmiarów, wiec bez przystawki się nie obejdzie. Ceny trochę zbyt wysokie – przystawki w rejonach kilkunastu EUR a główne dania 20-30 EUR. Za dwie osoby z butelką wina musimy wydać około 150 EUR. Ciut za dużo.
Gdyby atrakcji było za mało i chcielibyście kontynuować wieczorne zwiedzanie miasta to z czystym sumieniem polecam winebar – PubKlemo (Margaretenstraße 61). Malutkie miejsce – dosłownie kilka stolików, a wybór win oszołamiający (około 3000 etykiet w tym 100 otwartych na kieliszki). Szczególnie dostępność starszych roczników robi wrażenie. Zaraz obok jest ich sklep i możemy te roczniki zabrać do domu! Cena wina w barze równa się sklepowej plus 10 EUR korkowego. Bardzo miła i kompetentna obsługa poleci Wam konkretne rozwiązania i załatwi talerz przekąsek. Nie ma turystów-pełen luz. W końcu to tylko 5ta dzielnica
A jakby Wam jeszcze było mało, a Klemo już zamykali, to kilka ulic dalej (Rüdigergasse 1) jest drink bar Motto. Czynny do 2:00 wypasiony bar, gdzie spotkać można bardzo kolorowe towarzystwo! Czasem znajdzie się jakiś klubowy DJ, czasem po prostu z głośników sączy się smooth jazz… a czasem fajnie jest skończyć kieliszkiem Champagne udany dzień we Wiedniu!
Do następnego!
W
PS. A nocną panoramę miasta możecie obejrzeć z drink baru na dachu w Hotelu Lamee (1 Lichtensteg) – warto!