Podróż 2015: W poszukiwaniu Vermentino

Udostępnij ten post

Tegoroczną podróż rozpoczęliśmy od zachodniej Toskanii – od jednego z naszych ulubionych miast, Lukki.  Otoczone szczelnie ponad 4 km murem stare miasto z trzema wielkimi placami, dużą ilością kościołów, wież, fantastycznych uliczek stanowi naszym zdaniem jedno z najciekawszych miejsc w Toskanii. Wprawdzie pod względem winiarskim nie jest tu tak intersująco, jak w centralnych i południowych częściach regionu, a apelacja Colline Lucchesi czy Montecarlo nie wydają na świat win równie ekscytujących, co Chianti Classico czy Montalcino, jednak naprawdę warto odwiedzić to miasto na dłużej niż klika godzin. O winach z okolic Lukki napiszemy w kolejnych odcinkach. Z Lukki bardzo blisko jest do Ligurii i my zapuściliśmy się w te rejony w poszukiwaniu Vermentino. W okolicach Carrary znajduje się apelacja Colli di Luni specjalizująca się w tym szczepie. Tak jak w ubiegłym roku i tym razem pojawiliśmy się u naszego ukochanego producenta Vermentino – Cantina Lunae ( zeszłoroczny opis pod linkiem ) – spędziliśmy tam trzy godziny, a wydawało nam się, że zaledwie 30 minut… Fantastyczne przyjęcie i świetne wina! Cru Vermentino – Cavagino 2014, w tym roczniku mniej ziołowe niż 2013. Mieliśmy też okazję zdegustować topowe, starzone 14 miesięcy w dużych beczkach na osadzie – Numero Chiuso Vermentino 2010. Bardzo poważne wino, głębokie, brzoskwiniowo-szałwiowe. Trudno byłoby wypić butelkę na dwie osoby bez jedzenia. A tłusta wiperzowina byłaby chyba najlepszym kompanem tej butelki.

Tego samego dnia – kilka godzin wcześniej – udaliśmy się do bardzo wychwalanego „króla Vermentino” – Ottaviano Lambruschi. Pojawiliśmy się w winnicy z samego rana. Drzwi otworzyła nam starsza pani, która wyraźnie zasugerowała, że w kwestii wina musimy zejść piętro niżej. Tam już na nas czekano. Marketing i dbałość o klienta nie są jednak tym, co wyróżnia to miejsce. Osoba podejmująca nas nie za bardzo poruszała się w kwestiach wina, winorośli, parceli, a jej zaangażowanie w naszą wizytę było (delikatnie mówiąc) słabe. Jedno z nielicznych „fachowych” stwierdzeń polegało wskazaniu, że „probably the highest the vinyard the better Vermentino”. „Chemii”, niestety, nie było. Lambruschi produkuje trzy etykiety Vermentino i jedno wino czerwone (blend Sangiovese, nie za bardzo godny uwagi). Żadne z win nie dotyka beczki – tylko stal. Podstawowe Vermentino jest kwasowe i prosi o dobre rybne danie. Jest dosyć proste, ale bardzo odświeżające. Druga butelka ze starszych winnic „Costa Marina” już bardziej mineralna i poważna. Okoń morski z grilla świetnie by pasował. Tak właśnie zrobiliśmy! Najwyższa etykieta „Il Maggiore” jest produkowana z najlepszych gron z położonych w najwyższych partiach winnic. Nic dziwnego, iż producent dostaje za nie regularnie 3 kieliszki w Gambero Rosso. Jest bardzo poważne, złożone, słonawe, ale o świetnym balansie. Nie tak chude, jak niższe etykiety, ale też nie przesadzone. Wszystko „siedzi”. Nawet nie czekając jak się rozwinie, przy szybkiej degustacji widać, że to poważny gracz. Ceny też uczciwe – od 8.50 EUR za podstawę do 12.50 EUR za Il Maggiore. Wina te bardzo zyskują w kieliszku, gdy możemy poświęcić im więcej czasu. My mieliśmy okazję na spokojnie zdegustować Costa Marina Vermentino Colli di Luni 2014, Ottaviano Lambruschi już po powrocie w Lucce przed przygotowaniem smażonego okonia morskiego na grzance z sosem bazyliowym . Ładny kolor – słomkowy, wpadający w zielonkawe nuty. Nos lekko kredowy z delikatną cytrynową nutą i brzoskwiniowym dodatkiem. Bardzo wyważony. Usta z istotną kwasowością, bardzo wytrawne. Mineralne, złożone, lekko słone. W końcówce jednak dominuje delikatna słodycz. To wino się rozkręca – trzeba dać mu czas w kieliszku. Jedno z lepszych Vermentino, jaki piliśmy. 89/100

 Okoń morski z bazyliowym sosem to prawdziwe Q&E. Sos przygotowujemy miksując niedbale bazylię, natkę pietruszki i kapary (najlepiej te nie z zalewy, ale solone) z oliwą z oliwek. Bułkę w typie ciabaty kroimy w kromki i smażymy na oliwie na złoty kolor. Nacieramy delikatnie czosnkiem. Filetujemy okonia morskiego. Oprószamy pieprzem od strony mięsa i smażymy na oliwie z oliwek dłużej po stronie skóry, żeby ją zrumienić i potem tylko chwilkę od strony mięsa. Rybę podajemy na grzance polaną sosem.

Costa Marina Vermentino Colli di Luni 2014, Ottaviano Lambruschi świetnie uzupełnia danie, jest idealne – tak jakby świeżość dania była wzmocniona świeżością wina. Wino staje się lżejsze, ulotne – 100% trafienia.

Otworzyliśmy jeszcze dla porównania inne Vermentino od dużego producenta – które kupiliśmy w Esselundze za 5 EUR – Vermentino Toscana IGT 2014, San Felice . Lubiliśmy ich Chianti Classico Riserva „Il Grigio”, ale w ostatnim dostępnym roczniku jest raczej przeciętne. To Vermentino jednak ma charakter – nos cytrynowo – kamienny, trochę soli z kwiatowym dodatkiem. Usta z fajną równowagą i dobrą kasowością. Słodkawy finisz z kwiatową nutą. Dobra, mainstreamowa rzecz. 87/100 Niestety, do smażonego okonia morskiego na grzance z sosem bazyliowym nie zagrało – za słodkie, za okrągłe, bez tak potrzebnego charakteru.

Dużo smaków jak na początek podróży… ale nie możemy przestać 🙂 Za krótkie te wakacje!

Do następnego!

A&W

Zobacz więcej naszych podróży