Gdy żołądek mówi dość – Kloster Eberbach Riesling Brut 2013

W ostatnich dniach wiele było chwil, gdy zalegaliśmy na sofie objedzeni do granic możliwości, a rodzinni gospodarze nawoływali z kuchni, że zaraz podają kolejny posiłek. Odmówić nie było nawet jak, bo przecież oni najlepiej wiedzą, że „mamy” jeszcze ochotę na kawałek mazurka, czy kolejnej sałatki. Na takie świąteczne wyprawy, zabieramy na mały ratunek musujące wino, które stanowi idealny aperitif, pobudza wydzielanie kwasów żołądkowych i powiedzmy, że pomaga zrobić w żołądku miejsce na kolejne dania (bądź tylko pozwala w to uwierzyć).
Jedną z takich butelek był Kloster Eberbach Riesling Brut 2013 (zakupiony w Cottbus w cenie 12,80 eur). Klasztor Eberbach w regionie Rheingau w Hesji to cysterskie opactwo z XII wieku, w którym mnisi już w średniowieczu uprawiali winorośle. Rieslingi z Hesji, ze względu na warunki naturalne i cieplejszą temperaturę, osiągają szybciej dojrzałość i dają wina bogatsze w aromaty, od butelek znad Mozeli. Producent posiada 200 hektarów winorośli, co czyni go nie tylko jedną z najstarszych, ale i największych winnic w regionie. Sam klasztor stanowi doskonale zachowany przykład romańskiej architektury, wzbogacony w czasach gotyku i baroku. Ciekawostką jest też fakt, że został on wykorzystany na plan filmowy dla adaptacji książki „Imię róży”.
Nasze wino nie nosi nazwy „Sekt”, co oznacza, że nie musiało być wyprodukowane metodą szampańska (z wtórną fermentacją w butelkach). Najprawdopodobniej fermentacja dokonała się w stalowych zbiornikach, podobnie jak przy produkcji Prosecco. Dlatego bąbelki były bardzo delikatne i szybko znikały z kieliszków.
Jest to wino o ładnym słonecznym kolorze, z zielonymi refleksami. W nosie bardzo odświeżające, o aromatach zielonych, kwaśnych jabłek oraz melona. Gdy zacznie się ogrzewać mamy dodatek ziół, nafty oraz lekką mineralność. W ustach, charakter Rieslinga, daje o sobie znać dobrze zaznaczoną kwasowością. Niestety poza tym usta są mało wyraziste i wręcz puste. W finiszu dochodzi do głosu delikatna słodycz (wino posiada 13,5 gram cukru resztkowego).
Robert: Zapach wiele zapowiadał, aromaty były ładnie rozwinięte, owoce prężyły się na ziołowo-naftowym tle. Usta trochę rozczarowały, bo w porównaniu do nosa były mało rozbudowane. Z drugiej strony wysoka kwasowość sprawiała, że w kategorii win zaostrzających apetyt spisało się idealnie.
Marta: Butelka nad którą nie było czasu na zadumę i oceniam to na wielki plus, bo świetnie wpisała się w ten szalony czas: wielu rozmów, świątecznej krzątaniny i przystani przy kuchennej wyspie. Zapach rzeczywiście zapowiadał przyjemne, egzotyczne doznania, ale smak uspokoił większe oczekiwania – brakiem zmysłowości i prostoliniowością. Bąbelki bardzo szybko ulatywały, szczególnie w przypadku tych kieliszków, które z powodu niedoborów smukłego szkła, skazane były na okrągłą czarkę. Jednak jego kwasowość wypadła naprawdę przyzwoicie i niosła na swoich falach delikatne nuty mango, dlatego warto dobrze ocenić to wino choćby z tego powodu.
Podsumowanie:
Za – Lekkie, kwaskowe, bardzo orzeźwiające.
Przeciw – Usta mało wyraziste.
Ocena – dobre.