Winnica Miłosz – szybka wizyta

Udostępnij ten post

Nasze rodzinne strony to województwo lubuskie, ale przyznajemy się, że za każdym razem, gdy jesteśmy w domu, trudno jest tak rozdzielić czas, aby spędzić go zarówno z bliskimi, jak i na odwiedzić któregoś z miejscowych winiarzy. Dlatego rzadko udaje się nam umknąć niepostrzeżenie, aby sprawdzić co piszczy w lubuskim winiarstwie. Tym bardziej się cieszymy, że mimo całego przedświątecznego zabiegania udało się nam wygospodarować dosłownie godzinę na wizytę u jednego z naszych ulubionych miejscowych producentów, Krzysztofa Fedorowicza z Winnicy Miłosz.

Wspaniały lubuski winiarz

Tej winnicy nie trzeba już przedstawiać w rodzimym świecie winiarskim. Kilka lat temu był to jeden z pierwszy z lubuskich producentów, o którym zrobiło się głośno poza granicami naszego województwa. Po części jest to zasługa świetnych win, które wychodzą spod ręki Krzysztofa, po części jego samego, pełnego nowych zaskakujących pomysłów (np. jako pierwszy w Polsce wyprodukował wino musujące wytworzone klasyczną, szampańską metodą), ale i będącego badaczem historii lubuskiego winiarstwa, pełnym pasji i powiększającej się z roku na rok wiedzy.

Tuż obok Zielonej Góry

Obecnie jego winnica obejmuje obszar 4,5 hektarów (z tego najnowszy nabytek w postaci 1 hektara będzie dopiero w tym roku obsadzany), a jak sam przyznaje największym problemem jest fakt, że do czerwca sprzedaje niemal wszystkie wina z bieżącego rocznika (wielu producentów chciałoby mieć tylko takie zmartwienie).

Większość win oczekuje jeszcze na zabutelkowanie, ale dzięki uprzejmości gospodarza mogliśmy spróbować kilku próbek wprost ze zbiorników. Świetnie zapowiada się traminer, pełen nut liczi, ale zrobiony w wytrawnym stylu (Krzysztof przyznał, że ma już dość słodkich win z tego szczepu). Mamy tu naprawdę rasowego przedstawiciela odmiany, bogatego w nosie i wystarczająco kwaskowego w ustach.

Czy solaris ma coś do powiedzenia?

O tym, że solaris jest potworem, potrafi dać owoce bardzo bogate w cukier, Krzysztof opowiadał nam podczas naszej pierwszej wizyty w jego winnicy w 2014. Teraz dał nam spróbować solarisa, który przefermentował do 14,5%, a wciąż ma w sobie sporo cukru resztkowego. Gdyby nie wstrzymanie fermentacji, wino mogłoby dojść nawet do 16%. W zapachu na razie alkohol jest faktycznie wyczuwalny i przemieszany z nutami prażonych jabłek. Za to usta ładnie owocowe, bogate, z delikatnym cukrem. Krzysztof opowiadał, że z chęcią włożyłby to wino do używanej beczki, żeby trochę pooddychało i rzeczywiście mogłoby to dać zaskakujące rezultaty. Nawet i bez tego zabiegu wydaje się, że mimo delikatnego sceptycyzmu producenta, ma ono potencjał na odpowiednie ułożenie się.

Krzysztof robi wspaniałe musiaki

Ze starych, poniemieckich jabłoni odnajdywanych w okolicznych lasach i na polach powstaje pierwszy cydr w historii winnicy. Soczyście owocowy, kwaskowy i świeży. Na razie ma nieco cukru, ale fermentacja jeszcze trwa. Również wino bazowe na musiaka (pinot noir) prezentuje się arcyciekawie. Zwiewne, poziomkowe, ale w ustach z bardzo ładnie wyczuwalną kwasowością. Planowana produkcja to jedynie tysiąc butelek i prawdopodobnie zostanie ono wyprodukowane w stylu brut zero. Jesteśmy bardzo ciekawi ostatecznego efektu.

Kupaż pinot blanc i solaria

Z tych pozycji, które trafiły do butelek udało się nam spróbować jednego wina białego i jednego czerwonego. Winnica Miłosz Lauda 2016 to kupaż pinot blanc i solaria uzupełnionego o sauvignon blanc(!). Wino jest bardzo świeże, owocowe, z nutami jabłek i gruszek, ale wzbogaconych o dosłownie mgnienie charakterystycznych dla Sauvignon liści czarnej porzeczki. W ustach mamy co prawda 12 gram cukru resztkowego, ale 7,5 gram kwasowości znakomicie go równoważy. Całość jest czyściutka, świeża, lekka i bardzo ożywcza. Idealne wino na taras, do sałatki z nowalijek, czy choćby ryby w delikatnie ostrym sosie. Bardzo dobre-.

Czerwienie Miłosza

Drugą pozycją był Winnica Miłosz Loos 2016, czyli mieszanka najpopularniejszej austriackiej czerwonej odmian (zweigelt), ze szczepem zdobywającym coraz większą popularność za Odrą (Dornfelder). Mamy tu zapach pod dyktando wiśni i malin z łagodnym akcentem warzywno-ziemistym. Wino jest bardzo soczyste, owocowe, ale i zwieńczone lekko gorzkimi taninami. Całość niezbyt mocno skontrowana, ale przy tym szczerze owocowa. Pasowałoby do karkówki z grilla, czy deski zimnych wędlin. Jesteśmy zdecydowanie na tak. Bardzo dobre-.

Serce rośnie, gdy widzimy nieustający rozwój polskich producentów. Mimo wielu problemów administracyjnych (np. nowelizacja ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego utrudniła nabywanie ziemi pod nowe winnice) i wciąż niskiego spożycia wina w Polsce, walczą z tą rzeczywistością i odnoszą sukces za sukcesem. Oby tak dalej!

Zobacz więcej naszych podróży