Winne Wtorki i marketowe czerwienie na lato

Wzrost temperatury za oknem wprost proporcjonalnie przekłada się na ilość białych win lądujących w naszych kieliszkach. Już nawet brat Roberta, wielki wielbiciel czerwonych butelek, zapowiedział, że w letnie miesiące będzie nas cześciej zapraszał do siebie, bo ma dość naszych bieli. Dlatego trochę na przekór temu trendowi na kolejną edycję Winnych Wtorków, gdy mogliśmy zaproponować tematykę, poprosiliśmy pozostałych blogerów aby wspólnie poszukać czerwonych win, które mogą sprawić frajdę w letnie wieczory.
Spróbujmy zbadać temat od strony teoretycznej. Drogą eliminacji możemy odrzucić pewne kategorie butelek, które (przynajmniej w naszej ocenie) nie mają szans się sprawdzić. Odpadają butelki, w których poziom alkoholu oscyluje blisko 15%. W gorące dni nie nalewajcie więc do kieliszków Primitivo, czy innych win z południa Włoch. Odpuśćcie sobie portugalskie Alentejo, Douro i choćby południową część Doliny Rodanu. Skreślamy również wina, które na pierwszym planie mają nuty beczkowe. Mówimy więc „nie” winom z gorącej Hiszpanii, z Rioją czy Riberą del Duero na czele i rezygnujemy z czerwonych win z Węgier. Może któryś z blogerów (na winny wtorek) „stanie okoniem” do naszej czarnej listy 🙂
Wróćmy za to na chwilę na Półwysep Apeniński. Skoro nie jego obcas, to może Toskania? Raczej nie Brunello, nie Chianti Riserva, ale może jakieś prostsze, owocowe etykiety z Toskanii? To jeden z tropów, które mogą się sprawdzić (spróbujcie na przykład Poggiotondo Chianti Organic 2014 z 13Win). Idąc dalej na północ zatrzymujemy się w Piemoncie. Z dużym bólem serca, ale musimy odpuścić wina oparte na Nebbiolo, za to łaskawszym okiem spoglądamy choćby na Dolcetto. Mamy już więc kilka alternatyw.
Na co postawiliśmy więc latem?
Naszym zdaniem (co dla zadeklarowanych fanów włoskich win jest odważnym zdaniem), najlepiej w takie upalne dni sprawdzają się butelki z północno-wschodniej Francji. Dlatego w poszukiwaniu idealnego połączenia udamy się do Alzacji i Beaujolais.
Zacznijmy od Alzacji, która przynajmniej w teorii, nie jest oczywistym wyborem. Wszystko za sprawą faktu, że 90% butelek z regionu to wina białe. Z odmian czerwonych dominuje Pinot Noir, który zwykle daje tu etykiety lżejsze, choćby od tych z Burgundii (co też przyświecało naszej decyzji). Niestety taka proporcja w produkcji przekłada się na dostępność alzackich czerwieni na sklepowych półkach. Dlatego, z wielką ciekawością zabraliśmy z Carrefoura znalezione tam La Cave d’Augustin Florent Pinot Noir Alsace 2014 (49,99 zł). Pachnie lekko i świeżo. Przede wszystkim mamy sporo czerwonych owoców (porzeczki, niedojrzałe wiśnie, czereśnie). W tle odnajdziemy również delikatne akcenty liściaste, zielone. Usta kontynuujące myśli rozpoczęte w nosie. Mamy więc ponownie świeże owoce, tutaj uzupełnione o ładną kwasowość i drapiące gardło taniny. Wino jest proste, ma niską koncentrację, ale przy tym daje sporo radości. Warto schłodzić je przez pół godziny w lodówce, wtedy zwłaszcza w upalne dni, powinno dać więcej orzeźwienia. Dobre+.
Chcąc dać Wam alternatywę, postanowiliśmy poszukać drugiej butelki, którą moglibyśmy zaprezentować. Traf chciał, że upatrzoną etykietę znaleźliśmy również w markecie! Tym razem był do Leclerc, w którym doszukiwaliśmy się ciekawej pozycji z Beaujolais. W marcu piliśmy już wino z Juliénas (przy okazji odsyłamy Was do naszego wpisu, w którym podajemy kilka faktów odnośnie charakterystyki regionu). Dziś mamy wino z innego cru: Brouilly. Wina powstając w tej apelacji (będącej największym z cru w Beaujolais) są zwykle dość dobrze zbudowane, jak na powstające z odmiany Gamay, mają też charakter bardziej owocowy niż kwiatowy. Tym razem próbujemy Pellerin Domaines & Château Quincié France Les Tours de Pierreaux Brouilly 2014 (53,99 zł). W nosie ponownie mamy zdecydowane nuty owocowe, ale tu o tonację bardziej dojrzałe niż w przypadku poprzedniego wina. Odkrywamy wiśnie i maliny, a całość jest lekko perfumowana. Usta z naprawdę poważną koncentracją, niższą niż u Pinot Noir kwasowością i delikatniejszymi taninami. W podobnej cenie mamy butelkę bardziej poważną, zakasująco esencjonalną, gdy w myślach mamy archetypowe oblicze Gamay. Polecamy je delikatnie schłodzić. Bardzo dobre.
Robert: Po spróbowaniu Pinot Noir byłem bardzo dobrze nastawiony. Już cichaczem mówiłem do Marty: „Mamy świetne wino na lato”. Niezbyt mocna koncentracja, zielonkawa owocowość w połączeniu z zadziornymi taninami stanowiły dobry prognostyk. Jednak wystarczyła chwila obcowania z Gamay, aby Alzacja odeszła prawie w niebyt. Choć bardzo lubimy Beaujolais, to szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się, że ten region może dać wino, które byłoby tak kompleksowe, a przy tym nie tracące swojej pięknej, owocowej, świeżej esencji.
Marta: Mogłabym jak Robert próbować wyciągać Pinota za uszy, ale dla mnie wszystko jest jasne. Gamay z Leclerca to prawdziwa „petarda”. Idealna egzemplifikacja czerwonego wina na lato. Intensywne, skoncentrowane, epatujące czystą, dojrzałą (ale nie konfiturową) owocowością. Już widzę nasze rowery, mamy ostatnio trend podróżowania z koszykiem: kilka plasterków wędliny, kawałki sera i wyciągnięte z plecaka Gamay – spróbujcie i dajcie nam znać czy i Wam pasowało.
A jakie czerwone wina polecają na lato pozostali blogerzy: