Obłędny Mont d’Or i Savagnin od DELiWINA

W czasie Wielkiego Postu kilkoro naszych znajomych podjęło ambitne postanowienia. Ten nie je słodyczy (choć po kilku krzyżowych pytaniach okazuje się że ograniczył post tylko do czekolady), tamten nie wychodzi na imprezy, jeszcze inny nie pije kawy, czy nawet (o zgrozo) alkoholu. A u nas jak co roku brak silnych postanowień, ba! ostatnio wybitnie hedonistycznie sobie dogodziliśmy.
Od naszej pierwszej wizyty w La Cantine d’Augusta w Berlinie (miejscówka jest obłędna – jeśli nie liczycie nerwowo zjedzonych kalorii, koniecznie musicie to miejsce odwiedzić), staliśmy się fanami przygotowywanych na ciepło serów. Foundee, raclete – te nazwy działają na nas jak miód na Kubusia Puchatka, zwłaszcza w chłodniejsze dni. To nic, że potem zalegamy na kanapie i przez kilka godzin trudno nam się z niej podnieść (olej z oregano musi nieść pomoc), kochamy te dania i już. Kilka dni temu spróbowaliśmy kolejnego smakołyka.
Święty Graal
Ursynowski Leclerc słynie z oferty francuskich win, o której już wiele razy wspominaliśmy. Jednak market ten posiada również świetną selekcję serów, a ostatnio trafiliśmy nawet na coś na kształt ich festiwalu (choć o dziwno praktycznie niereklamowanego). Na półkach pojawiło się mnóstwo apelacyjnych serów z różnych regionów Francji, jednak naszą uwagę przyciagnął zwłaszcza jeden z nich – słynny Mont d’Or (czyli w tłumaczeniu „złota góra”).
Ten pochodzący z Jury przysmak (spotykany również pod nazwą Vacherin Mont d’Or w Szwajcarii) nazywany jest św. Graalem francuskich serów z surowego mleka. Zresztą Francja i Szwajcaria toczyły długi spór o prawa do jego nazwy. Ostatecznie zdecydowano się na salomonowe rozwiązanie – Francuzi otrzymali zgodę na używanie nazwy skróconej.
Mont d’Or jest produkowany i dopuszczony do sprzedaży w ściśle określonym czasie. Powstaje od 15 sierpnia do 15 marca, a w sklepach można go znaleźć jedynie od 10 września do 10 maja. Jest to ser przeznaczony do relatywnie szybkiego spożycia, dłużej leżakowany staje się intensywniejszy, bardziej ostry, wręcz amoniakowy. Pakuje się go w charakterystyczne drewniane pudełka, w których należy go zapiekać.
Jak przygotować i z czym podawać Mont d’Or?
Przygotowanie jest banalnie proste. Ser ogrzewamy do temperatury pokojowej i na jego wierzchu robimy małe nacięcia, w które wkładamy kawałki czosnku. Ich ilość zależy od Waszych preferencji, my zużyliśmy jeden większy ząbek. Następnie wierzch zalewamy 60-100 ml białego wina i wstawiamy na około 30 minut do piekarnika – rozgrzanego do 180 stopni, z termoobiegiem. Drewniane opakowanie owijamy folią aluminiową, albo pieczemy w jakimś ceramicznym pojemniku (aby nie przypalić drewna). Ser podajemy z chrupiącą bagietką, albo ziemniakami ugotowanymi w mundurkach, korniszonami, marynowanymi paprykami, cebulkami perłowymi, suszoną szynką. My postanowiliśmy przełamać jego słodycz i kremowość czymś ostrym – świetnie pasował sos sambal.
A jak to cudo smakuje? Jego konsystencja przypomina wręcz śmietanę, ser rozpływ się w ustach, a smak jest obłędny. Delikatny, kremowy, nieco słony i delikatnie orzechowy. Coś wspaniałego!
Jakie wino podać do Mont dOr?
Dość tłusty ser wymaga mocno zbudowanego, ale również odpowiednio kwasowego wina. Chodzi o to, żeby ciało nie zginęło pod masą sera, wino powinno też odświeżać paletę smaków. My tym razem poszliśmy kluczem regionalnym. Skoro ser pochodzi z Jury, to otworzyliśmy do niego tamtejszy Savagnin, zakupiony w DELiWINA.
Domaine Rolet Naturé du Jura 2018 (ok. 100 zł)
Wino dojrzewało przez 9 miesięcy w baryłkach. Czujemy ładne dotknięcie beczki: obok charakterystycznej wanilii pojawiają się nuty jabłek, żółtych gruszek, ananasa, brzoskwiń. Świetnie skomponowane, bo ten aromat jest naprawdę przyjemny, a przy tym wyważony, nie wpada w barokową przesadę. Usta również beczkowe, z dobrze zarysowaną kwasowości i długim, nawet lekko mineralnym finiszem, w którym odzywają się akcenty przyprawowe i pieprzne. Pięknie poukładane wino, które spokojnie można odłożyć na co najmniej 2-3 lata. Znakomite- (92/100)
Z naszym serem wino wydało się odrobinę zbyt mocno skoncentrowane i dominujące (ten Savagnin jest wciąż młodziutki). Następnym razem postawimy jednak na coś odrobinę lżejszego, może butelkę z górskiego regionu Saovie. Bo tak, będzie następny raz. Najwyżej dodatkowe kilogramy zrzucimy na rowerach.