Cztery oblicza win z Alto Adige/Südtirol

Dawno, dawno temu… w pięknej Alto Adige chadzaliśmy między rzędami winorośli. Wróć… Może nie traktujmy tego jak bajki z przeszłości, tylko jak wspomnienie, do którego wkrótce wrócimy. Czujemy powiew nadziei, a podczas niedawnej degustacji win z Górnej Adygi okazało się, że nie jesteśmy odosobnieni w tym przekonaniu.
Wielka miłość nie wybiera
Jeśli czytujecie regularnie naszego bloga, to zapewne zdążyliście zorientować się, jak wielką sympatią obdarzamy to magiczne miejsce na północy Italii. Wizyty na Summie u Aloisa Lagadera oraz kilka innych wakacyjnych przystanków sprawiły, że miejscowe winiarstwo mamy całkiem nieźle „ogarnięte”. Z radością przyjęliśmy więc zaproszenie na degustację win z Górnej Adygi, zwłaszcza, że miał poprowadzić ją Tomasz Prange-Barczyński, od którego wiele lat temu miłością do tego regionu się zaraziliśmy.
Alto Adige/Südtirol – już ta zwykle występująca razem nazwa regionu pokazuje z jak ciekawym miejscem mamy do czynienia. Jest to bowiem miejsce pograniczne, które przez wielki znajdowało się pod silnymi wpływami germańskimi (do Włoch Trydent i Górna Adyga zostały przyłączone dopiero po I wojnie światowej). Dlatego zamiast włoskiego chaosu, panuje tutaj typowy dla Niemiec czy Austrii porządek, co przejawia się również w precyzyjnych winach, które powstają.

Unikatowość
Również geograficznie i klimatycznie jest to region niezmiennie ciekawy. Dominują oczywiście tereny górskie (Alto Adige to zresztą raj dla narciarzy), a uprawa winorośli koncentruje się w rzecznych dolinach Adygi i Isarco, w pewnym uproszczeniu tworzących literę Y, z Bolzano zlokalizowanym w centralnym punkcie. Od południa dolina Adygi zasysa jak komin ciepłe powietrze znad Gardy, co w połączeniu z 300 dniami słonecznymi w roku sprawia, że jest to świetne miejsce do uprawy winorośli. W niektórych miejscach jest tak ciepło, że producenci wspinają się ze swoimi winnicami coraz wyżej (nawet powyżej 700 metrów), szukając górskiego chłodu.
Drugim faktorem, decydującym o unikatowym charakterze miejscowych win, jest miks winiarzy. Bowiem obok sporych rozmiarów prywatnych firm (tj. Lageder, Hofstätter, Walch, Manincor, Haas) mamy tu intensywnie działające spółdzielnie (Terlano, Tramin, Girlan, Bolzano, St. Michael-Eppan), ale także coraz większość niewielkich winiarz, dopiero zdobywających międzynarodową sławę. Co jednak najistotniejsze, każda ze wspomnianych „firm” wytwarza świetne wina, a miejscowe spółdzielnie, które są przecież formą produkcji win często pogardzaną w wielu innych miejscach Europy, tu znajdują się w ścisłej czołówce miejscowych producentów.
Spróbowane wina

J. Hofstätter Weissburgunder 2019 (Mielżyński)

Jeśli ktoś uważa, że Pinot Blanc daje proste, wodniste wina, to powinien choć raz sięgnąć po pozycje z Alto Adige. Gwarantujemy, że wtedy zmieni zdanie. Mamy tutaj grona z różnych parceli producenta, a wino dojrzewa jedynie w stali. Nos jest typowy dla regionu, chłodny, jabłkowo-cytrynowy, z wyraźnie obecną górską, mineralną nutą. Na podniebieniu pojawiają się również zioła, struktura jest mocna, ale równocześnie soczysta, żywa. Nie ma tu za grosz banału, mimo, że paradoksalnie wino nie jest nadmiernie złożone. Bardzo dobre+ (91/100).

Girlan Aimè Gewürztraminer 2019 (Cellario)

Cantina Girlan to jedna z naszych ulubionych lokalnych spółdzielni. Ten Gewürztraminer pochodzi z gron z wyselekcjonowanych, najlepszych parceli, a wino dojrzewa przez 6 miesięcy na osadzie. Początkowo w aromacie jak na odmianę mało ekspresyjne, ale ładnie rozwija się w kieliszku, idąc w stronę cynamonu, płatków róży, jabłkowej szarlotki. Usta pełne, ekstraktywne (wino ma 15% alkoholu), ale dzięki odpowiedniej dawce kwasowości nie tracą rezonu. Dopiero w finiszu alkohol staje się bardziej wyczuwalny, zostawiając gryzący posmak na podniebieniu. Przez to ciekawiej wypada z jedzeniem, przetestowaliśmy z butter chickenem i wyszło idealnie. Znakomite- (92/100).

Hartmann Dona Liquid Stone Phyllit Vernatsch 2019 (SPOT.)

Tego producenta, specjalizującego się w zwiewnej jak piórko odmianie schiava, do tej pory nie mieliśmy okazji spróbować. Również w Polsce jest to nowość i po zdegustowanym winie bardzo cieszymy się, że trafiło na półki poznańskiego SPOTu. W kieliszku mamy kwintesencję szczepu, nuty poziomek, na wpół dojrzałych wiśni i czerwonych kwiatów. Eteryczne, narysowane cienką kreską, ale też na solidnej mineralnej podbudowie. Na antypodach takich ulubionych win Polaków jak primitivo, ale my taki styl kochamy. Znakomite (93/100).

Elena Walch Lagrein 2019

Lagrein to obok schiavy druga autochtoniczna odmiana Alto Adige, która daje już znacznie mocniejsze wina. W tym przypadku mamy pozycję archetypową, dojrzewającą w dużych beczkach, z nutami śliwek, dymu z ogniska, igliwia. Na podniebieniu przyjemnie soczyste i radosne. Idealne do pizzy (z zastrzeżeniem, że nie jest to potrawa typowa dla Alto Adige). Bardzo dobre+ (91/100).
Uzbrojeni już w cierpliwość, nieco w blokach startowych nie możemy się doczekać kolejnej podróży do Włochy. Jednak w tej sytuacji cieszy bardzo fakt, że nie możemy narzekać na reprezentację etykiet z Alto Adige u naszych rodzimych importerów. Dlatego tym bardziej zachęcamy Was do spróbowania tych arcygórskich win, wszystko po to byście dali się uwieść ich powabowi.