Biała Kampania z Lidla

Udostępnij ten post

Wydaje się, że oferta winiarska Lidla dostała ostatnio drugiego oddechu. Zamiast starych, ogranych (i zwykle nieciekawych) butelek pojawiło się sporo nowości. Dawno już w sklepach tej sieci nie mieliśmy tak, że zastanawialiśmy się, którą z kilku etykiet chcemy przetestować. Postanowiliśmy tym razem spróbować dwóch białych pozycji z Kampanii.

Choć w czasach starożytnych wina z Kampanii (na czele ze słynnym faleriańskim, które ponoć nie psuło się nawet przez 20 lat), były najbardziej cenionymi trunkami arystokratycznych elit Cesarstwa Rzymskiego, obecnie straciły one palmę pierwszeństwa głównie na rzecz butelek z innych części Włoch, choćby Toskanii czy Piemontu. Tymczasem region jest ojczyzną tak świetnych win jak Taurasi, Fiano di Avelino czy Greco di Tuffo. Niestety, nie są one zbyt popularne w Polsce, a szkoda, bo cenowo zwykle są to bardziej konkurencyjne pozycje względem hołubionej centralnej i północnej Italii, a dodatkowo w ostatnich latach coraz większa rzesza producentów mocniej stawia na jakość produkowanych win.

Rozpoczęliśmy od Falanghiny, która obok Aglianico jest uważana za najstarszą rdzenną dla Kampanii odmianę. Zresztą niektórzy uważają, że to właśnie ona stała za wspomnianym już winem faleriańskim. Ile w tym prawdy nie sposób orzec, ale faktem jest kariera, jaka w ostatnich latach jest udziałem szczepu.

La Guardiense Falanghina Venevento IGP 2018 (17,99 zł)

Pachnie słonecznie, ciepło, południowo – migdałami, pestkami jabłek, brzoskwiniami, delikatnie wanilią. Usta z ładnie oleistym ciałem, ale również z zachowaną kwasowością i przyjemnym, delikatnie goryczkowym finiszem. Całość apetyczna, może nieskomplikowana, ale też nie ma tutaj żadnego chodzenia na skróty. W tej cenie naprawdę solidny zakup. Dobre+ (88/100).

Drugą ze spróbowanych odmian będzie Greco. W tym przypadku etykieta co prawda nie jest nowa, bo w Lidlu znajdziecie ją od jakiegoś czasu, ale tym razem pojawił się nowszy rocznik. Jak sama nazwa wskazuje, odmiana ma greckie korzenie, a dzisiaj bezsprzecznie swoje najlepsze wcielenia osiąga wokół miasteczka Tufo. Tutaj na powulkanicznej glebie (oczywiście tufie) Greco łączy w sobie charakterystyczną oleistość, nuty tropikalne i pełne ciało z mineralny kręgosłupem.

Enoitalia Greco di Tufo 2018 (32,99 zł)

Wydaje się jeszcze delikatniejsze w warstwie aromatycznej od poprzednika. Trzeba mocno popracować nad winem w kieliszku, aby wydobyć z niego jakieś mocniejsze aromaty. Pojawia się wtedy pszczeli wosk, nieco ananasa i ziół. Usta kwaskowe, mocno słonawe, z przyjemnym cytrynowym wykończeniem. Jak na Greco oczekiwalibyśmy większej masywności i wyrazistości, ale też trzeba mu oddać, że w jakiś niewielkim stopniu oddaje charakter swojego wulkanicznego podłoża. Dobre (87/100).

W tym zastawie polecamy Wam opisaną Falanghinę, która nie dość, że jest winem ciekawszym, to jeszcze dwukrotnie tańszym. Naszą uwagę zwróciła również seria win z Chile, mamy plan przetestować je kolejnym razem.