Mniej znane francuskie odmiany z DELiWINA

Udostępnij ten post

Francja to kraj szczycący się jedną z najbogatszych tradycji winiarskich na świecie. Prawdopodobnie już w czasach celtyckich uprawiano tutaj winorośl, czyli nawet wcześniej niż Galia została podbita przez Rzymian, a średniowieczna Burgundia i cysterscy mnisi odegrali niebagatelną rolę w rozwoju winiarstwa. Taka historia sprawia, że w rozmaitych regionach tego kraju znajdziemy morze autochtonicznym odmian, uprawianych od wieków, czasem prawie zupełnie zapomnianych szczepów. Cała frajda polega więc na odkrywaniu takich perełek.

Nasze upodobania podziela również poznański importer DELiWINA, który właśnie mniej znanym francuskim odmianom zadedykował niedawne spotkanie. Degustacja była także doskonałą okazją, aby w końcu odwiedzić jego nowy sklep w Warszawie, zlokalizowany nomen omen właśnie na ul. Poznańskiej 16. Choć Guillaume Deliancourt słynie przede wszystkim ze znakomitej selekcji win z Francji (ponad 40 producentów), to znajdziecie u niego takie butelki jak choćby jedną z najlepszych spółdzielni z Alto Adige – Cantinę Tramin, ojca nowoczesnego Barolo – Elio Altare, bardzo szanowanego producenta z Chianti Classico – Castello di Ama, wina od kolejnego z odwiedzonych przez nas włoskich winiarzy – San Leonardo, czy świetnego producenta znad Mozeli – Weingut Max Ferd. Richter. Nie ukrywaliśmy, że zawsze brakowało nam detalicznej dystrybucji tych win w Warszawie. Tymczasem okolice ul. Poznańskiej zaczynają się zamieniać w swoiste zagłębie winiarskie. Niedaleko otworzył swój kolejny sklep El Catador, zaraz obok mamy Halę Koszyki i Kieliszki na Hożej, okoliczni mieszkańcy i bywalcy tutejszych lokali mają w czym wybierać.

Degustację poprowadził sam Paweł Białęcki, który pod odejściu z Atelier Amaro od pewnego czasu pracuje w DELiWINA. Słuchanie go było czystą przyjemnością, zwłaszcza że snute opowieści dodatkowo wykraczały daleko poza tematykę winną.

Clos Venturi 1769 Biancu Gentile 2015 (115 zł)

Od czasu naszej podróży na Korsykę jesteśmy zakochani w winach z tej wyspy, które są tak charakterystyczne, że nie sposób o nich zapomnieć. O samych walorach krajobrazowych Korsyki nawet nie będziemy wspominać, bo nie dość, że zanudzaliśmy Was już tym setki razy, to dodatkowo gdy tylko o nich myślimy, mamy ochotę rzucić wszystko i ruszyć na prom płynący do Bastii. Clos Venturi to posiadłość należąca do Domaine Vico, stanowiąca pojedynczą winnicę o powierzchni 8 hektarów, zlokalizowaną w głębi lądu, na wysokości 500-800 metrów. Choć Korsyka słynie z białych win z odmiany Vermentino, tutaj mamy rzadko spotykaną, do niedawna niemal zapomnianą odmianę Biancu Gentile, która dopiero w ostatnich latach zaczyna wracać do łask winiarzy. Daje ona dość pełne, aromatyczne wina, w tym przypadku pachnące pszczelim woskiem, brzoskwiniami, bananami, ze sporym ciałem, ale i świetnie zarysowaną kwasowością. Długie, żywe, z grejpfrutowym, delikatnie gorzkawym posmakiem. Bardzo dobre (90/100).

Clos Venturi 1769 Biancu Gentile 2016 (115 zł)

To butelka zaledwie o rok młodsza, a ma się wrażenie picia zupełnie innego wina. W przeciwieństwie do niemal barokowej ekspresji poprzednika, tutaj aromat jest schowany, nieco zamglony. Więcej jabłek, ziół i mocnej mineralności. Jeszcze bardziej ziołowe w ustach, na języku czuć spory ciężar, ale finisz ponownie ożywczy, mocno kwaskowy. Będzie plastyczne kulinarnie, pasowałoby zarówno do sałatki z kozim serem i gruszką, jak i do makaronu z maślanymi, serowymi sosami. Bardzo dobre+ (91/100).

Clos Venturi 1769 Sciaccarellu 2015 (119 zł)

Odmiana Sciaccarellu odpowiada za około 15% nasadzeń na Korsyce, jednak zwykle jest używana za jeden ze składników mieszanek, a bardzo rzadko można spotkać wina jednoodmianowe. W tym przypadku wino dojrzewało w betonowych jajkach i imponuje soczystym, czerwonym owocem (czereśnie, maliny). Do tego na drugim planie rozwijają się charakterystyczne dla czerwonych korsykańskich win akcenty śródziemnomorskiej makii, ziół, tymianku. Na podniebieniu delikatnie konfiturowe, ale wciąż soczyste z chropowatymi taninami. Wciągające, bardzo charakterystyczne. Znakomite- (92/100).

Domaine Rolet Arbois Poulsard Vieilles Vignes 2016 (98 zł)

Czerwone wina z Jury, powstają zwykle z którejś z trzech odmian – Trossueau, Pinot Noir i właśnie Poulsard. Ten trzeci szczep jest najpopularniejszy, odpowiada za ok. 14% nasadzeń (80% wszystkich ciemnych odmian). Winogrona mają bardzo cienką skórkę, stąd powstające z niego wina odznaczają się delikatnym kolorem, z powodzeniem mogącym uchodzić za ciemny róż. Poulsard jest również wyjątkowo podatny na redukcję, czyli wadę wina będącą przeciwieństwem utlenienia – wino pachnie wtedy zepsutym jajkiem, gotowanym ogórkiem czy cebulą. Stąd wymaga bardzo uważnej winifikacji, która nie powinna umożliwiać winu dostępu do tlenu. Sam producent należy do stosunkowo dużych, łącznie operuje na 65 hektarach, z czego 2/3 zlokalizowanych jest w apelacji Arbois. Jak na odmianę przystało kolor jest bardzo delikatny i podobnie prezentuje się wino w warstwie aromatycznej, czyli jest kruche, zwiewne. Pachnie płatkami kwiatów, żurawiną, ziołami, poziomkami i malinami. Na podniebieniu ulotne, kwaskowe, chrupkie. Intrygująca pozycja, wabi i uwodzi swoim fenomenalnym nosem. Znakomite (93/100).

Domaine Rolet Arbois Trousseau 2013 (111 zł)

Odmiana Trousseau jest jeszcze mniej popularna od Poulsarda, bowiem w całej Francji znajdziemy jej zaledwie ok. 170 hektarów. Co ciekawe, swoją drugą ojczyznę szczep ten znalazł w Portugalii (ponad 1200 hektarów), gdzie pod nazwą Bastardo uprawiany jest w regionach Dão i Douro. Wino jest podobne do poprzednika, choć więcej w nim nut skórzanych i liściastych. Widać, że to butelka jest nieco starsza, bo owocowość zmierza w lekko podsuszaną stronę (suszone wiśnie). Ale na języku ciągle świeże, kwaskowe i delikatnie taniczne. Bardzo dobre+ (91/100).

Domaine Labranche Laffont Madiran 2016 (59 zł)

Leżąca na południowym-zachodzie Francji apelacji Madiran słynie z win z charakternego szczepu Tannat. Odmiana ta wśród fanów wina słynie przede wszystkim z mocnych, czasem wręcz nieprzystępnych garbników. Dlatego reguły apelacyjne dopuszczają 20% dodatek „zmiękczaczy” w postaci Caberneta Sauvignon, Caberneta Franc oraz kolejnej lokalnej odmiany Fer. W tym przypadku obok Tannata mamy właśnie dodatek obu Cabernetów. Pachnie wiśniami, śliwkami, jeżynami i jagodami. Ta owocowość jest ciemna, leśna, mocno nasycona, obudowana o akcenty ściółki, igliwia, ale też węgla i suszonych liści. Na podniebieniu oczywiście taniczne, garbniki układają się w równiutkich liniach, ale jak na odmianę są dość ugładzone, nieagresywne. Proste, ale smaczne. Dobre+ (88/100).

Jeśli francuskie wina kojarzą się Wam jedynie z drogimi burgundami, czy szampanami, albo trudnymi za młodu butelkami z Bordeaux, to najwyższy czas zmienić percepcję. Francja jak długa i szeroka stanowi piękną mozaikę malutkich apelacji, pełną ciekawych, niszowych win. Właśnie takich etykiet z tego kraju szukajcie.