Testujemy greckie wina z Alpha Estate

Florina to niewielkie miasteczko leżące na północno-wschodnim krańcu Grecji, w pobliżu granicy z Albanią i Macedonią. To właśnie tutaj swoją siedzibę ma Alpha Estate, winiarnia założona w 1997 roku przez winiarza Makisa Mavridisa i jego przyjaciela oraz enologa Angelosa Iatridisa. Poprzez stopniowe, powolne skupywanie co ciekawszych okolicznych parceli, doszli oni do posiadanego na dzień dzisiejszy łącznego areału 70 hektarów upraw. Florina to region podgórski, stąd winorośle rosną tu dość wysoko, w okolicach 700 metrów nad poziomem morza. Wpływ na miejscowy klimat mają również dwa spore, leżące nieopodal jeziora (Vegoritida i nieco mniejsze Petron). Łagodzą one zwłaszcza zimą temperatury, a w cieplejszych miesiącach pozwalają winoroślom czerpać benefity z różnic temperatur pomiędzy dniem, a nocą. W Alpha Estate uprawiane są odmiany międzynarodowe takie jak Sauvignon Blanc, Chardonnay, Syrah, Malbec czy Tannat, ale i rdzenne, lokalne szczepy na czele z Xinomavro i Malagouzią. Warty odnotowania jest również fakt, że Angelos Iatridis został nominowany w 2014 roki przez Wine Enthusiast do tytułu winemakera roku.
Do Polski wina od Alpha Estate są sprowadzane przez firmę Amazis.net, która była na tyle uprzejma, że przysłała nam do przetestowania kilka butelek.
Rozpoczynamy międzynarodowo, bo od Sauvignon Blanc, odmiany, która w ostatnim czasie świeci triumfy niemal na całym świecie. Miarą jej popularności w Polsce są regularne, cotygodniowe zapytania znajomych o polecenie jakiegoś dobrego Sauvignona. No to wszem i wobec ogłaszamy, mamy nową pozycję, której możecie szukać – Alpha Estate Sauvignon Blanc 2016. Wino dojrzewa na osadzie przez 4 miesiące, nabierając struktury poważniejszej niż w przypadku wielu Sauvignon, które znacie ze sklepowych półek. W tym jednak przypadku jest ona wsparta przez ładną (choć po prawdzie nie najwyższą) kwasowość, dzięki czemu wino jest wciąż świeże i rześkie. Pachnie białymi kwiatami (konwalie) i tropikalnymi owocami (morele i odrobina marakuji). Całość nie tak bezpośrednia jak po Sauvignon można by się spodziewać, ale za to butelka podoła nie tylko grillowanym rybom, czy owocom morza, ale też takim w nieco tłustszych, maślanych sosach. Bardzo dobre-.
Malagouzia to grecka odmiana, która jeszcze w latach 80-tych ubiegłego wieku była bliska wyginięcia. Na szczęście dzięki staraniom kilku winiarzy udało się ją ocalić od zapomnienia. Często jest ona łączoną z Assyrtico, któremu ma nadawać mocniejszej struktury. Nasz producent zdecydował się na zabutelkowanie jej czystej wersji, pochodzącej z pojedynczej winnicy Turtles. W Alpha Estate Malagouzia Single Vinyard Turtles 2016 owoce pochodzą z winnicy o północno-zachodniej ekspozycji, z widokiem na wspomniane już Jezioro Petron. Wino pachnie dość delikatnie, ziołowo i jabłkowo. Na podniebieniu z przyjemną kwasowością, choć jest bardziej jednorodne i nieco mniej ciekawe od swojego poprzednika. Bazuje na lekkości i ziołowej nucie, ale gdzieś w tym wszystkim brakuje większej owocowej ekspresji. Najlepiej sprawdzi się jako aperitif w któryś z nadchodzących (oby jak najszybciej) wiosennych dni. Dobre.
Na koniec przyszedł czas na czerwień. Alpha Etate S.M.X. 2012, to jak wskazuje nazwa kupaż Syrah (60%), Merlota (20%) i Xinomavro (20%). Po fermentacji wino najpierw przez 8 miesięcy dojrzewa w stali na osadzie, a w dalszej kolejności przez rok we francuskich beczkach. Już w pierwszej chwili wyróżnia się masywną, ważącą pewnie z dwa kilogramy butelką. Zwykle jesteśmy sceptycznie nastawieni do takiego epatowania ciężarem, bo kojarzy się to nam z wieloma niechlubnymi apulijskimi Primitivo. Na szczęście zawartość tej butli ładnie się broni. Pachnie gęsto, żywicznie, nieco dymnie. Znajdziemy tu suszoną wołowinę, skórę, liść laurowy, umami, ale i mnóstwo śliwkowego owocu. Na podniebieniu owocowość jest zaskakująco soczysta jak na sporą materię wina. Obok śliwek przewijają się również dojrzałe wiśnie, a nawet żurawina (czyżby dawało znać o sobie Xinomavro?). Finisz jest długi, a taniny łapią język w mocny uścisk. Wino domaga się jedzenia, a spróbowane przez nas ze stekiem wzbiło się na swoje wyżyny. Bardzo dobre.
Przyznajemy, że w pierwszej chwili ciężar każdej ze spróbowanych butelek nieco nas przestraszył i byliśmy pełni obaw do ich zawartości. Okazało się jednak, że tym razem nie warto oceniać wina po opakowaniu, bo zawartość jest godna spróbowania i polecenia. Oby więcej takich win z Grecji trafiało do Polski, bo z powodów sentymentalnych mocno kibicujemy winom z tego kraju.