Biedronka – przeprawa przez Amerykę

Mniej więcej równolegle z wprowadzeniem przez Lidl oferty win z Węgier (cztery butelki oceniliśmy na blogu) największy lokalny rywal, a więc sieć Biedronka również umieściła na swoich półkach nową selekcję. Tym razem wybór padł na Nowy Świat, a dokładniej na „Wina obu Ameryk„. Do wyboru mamy 26 butelek, z tego 9 białych, 1 różowe oraz 16 czerwonych. Zdecydowana większość win to pozycje pochodzące z Chile, a do tego rodzynki z USA (Kalifornia) oraz Argentyny. Nam Biedronka przekazała do oceny sześć pozycji, które opisujemy poniżej.
Jedną z ciekawszych odmian uprawianych w Argentynie i będącą, drugą obok Malbeca wizytówką tego kraju, jest Torrontés. Uważa się, że przybył do tego kraju wraz z osadnikami z Hiszpanii, być może z regionu Rioja. Prawdopodobnie wśród rodziców tego szczepu był Muscat Aleksandryjski z którym dzieli wiele aromatycznej charakterystyki. Najlepsze wina z Torrontés pochodzą z winnic leżących wysoko nad poziomem morza, gdzie chłodniejszy klimat pozytywnie wpływa na dojrzałość winogron, nie dopuszczając do zbyt wysokiej koncentracji cukru i idącego za tym poziomu alkoholu. Biedronka proponuje nam Santa Julia Mendoza Torrontés 2015 (21,99 zł), które pachnie przyjemnie, owocowo (cytrusy). Zapach jest lekki, delikatnie kwiatowy i miodowy. W ustach trochę zbyt rozwodnione, w zasadzie powtarzające nuty wcześniej spotykane w nosie, jednak znacznie mniej intensywnie. Do tego całkiem ładna kwasowość, a w finiszu gorzkawy posmak. Długo szukaliśmy słowa, którym można by najlepiej scharakteryzować to wino i w końcu na nie wpadliśmy – „przyzwoite”. Ani wybitne, ani słabe, bo prostu takie będące pośrodku, adekwatne do swojej ceny. Dobre-.
Choć myśląc o nowoświatowych Sauvignon Blanc w pierwszej kolejności nasze myśli kierują się do Nowej Zelandii, to również w Chile odmiana zyskuje coraz większą popularność. Obecnie jest to czwarty kraj na świecie jeśli chodzi o wielkość upraw (9% globalnych nasadzeń). Tu mamy jedną z najtańszych pozycji w ofercie – Monte y Rosa Sauvignon Blanc 2015 (11,99 zł). Cena idzie niestety w parze z jakością wina, które w najprostszy sposób może być określone jako zakwaszona woda. Gdyby to była jeszcze woda z dodatkiem cytryny można by odnaleźć w nim nieco przyjemności, jednak tutaj mamy do czynienia z czymś sztucznym i nieprzyjemnym. Zdecydowanie jesteśmy na nie. Kiepskie-.
Za Pinot Grigio ciągnie się fama jednego z najbardziej „bezpłciowych” szczepów na świecie. Nie przeszkadza mu to jednak zasiedlać wciąż nowe obszary, gdyż takie wina „easy-drinking” trafiają bezbłędnie w gusta szerokiej rzeszy konsumentów. W Biedroce możecie spróbować potwierdzić (lub obalić) tę teorię przy kieliszku Fetzer California Anthony’s Hill Pinot Grigio (17,99 zł). Wino pachnie jabłkami i gruszką, bezpretensjonalnie, ale w gruncie rzeczy przyjemnie. W ustach bardzo komercyjne, ugładzone z każdej strony. Owoce, kwasowość i koncentracja zbudowane tak, aby ani jedna z tych rzeczy zbytnio się nie wybijała. Wino zachowawcze, tarasowe, ale któremu nie można odmówić czystości. Średnie.
Niestety nie ocenimy Viña Siegel Crucero Collection Colchagua Syrah 2015 (19,99 zł), gdyż butelka okazała się korkowa.
Dlatego z czerwieni z Chile przyjrzymy się tylko Parajes Fray León Cabernet Sauvignon Gran Reserva 2014 (29,99 zł). Tutaj kolejny raz wskazujemy, że do oznaczenia typu „reserva” czyn „gran reserva” na butelkach win z Południowej Ameryki należy podchodzić właśnie z dużą rezerwą, bowiem ich używanie nie jest w żaden sposób uregulowane (co ma miejsce w apelacjach europejskich). W nosie na pierwszym planie czujemy dojrzałą owocowość, która na szczęście utrzymana jest w ryzach i nie wpada w karykaturalną konfiturę. Do tego w tle odnajdujemy nuty miętowe i pieprzne. W ustach owoc jest bardziej stonowany, idący w typowe dla Caberneta porzeczkowe ścieżki. Ładnie zaakcentowane taniny i średnia kwasowość. Średnie+.
Na sam koniec zostawiliśmy sobie Zinfandela, który jak pokazały badania DNA jest odmianą tożsamą z włoskim Primitivo. Dla zadeklarowanych fanów tego szczepu jest też Havenscourt California Zinfandel 2012 (29,99 zł). Pachnie jak mieszanka śliwkowej konfitury, smoły i wanilii. Usta najpierw soczkowe, później atakujące gorzkim, oleisto-orzechowym posmakiem, a na końcu jeszcze suchymi taninami. Kompozycja iście wybuchowa, może znajdą się amatorzy takiego stylu, ale dla nas butelka jest na granicy pijalności.
To nie była łatwa degustacja. Spośród sześciu win, połowa praktycznie musiała być przez nas odrzucona jako nienadające się do picia (choć jedno przez ewidentną wadę), a i reszta nie zachwycała. Ponownie okazało się, że Nowy Świat to nie do końca nasza bajka.