Od Saksonii po Mozelę

Zastanawiamy się, jak opowiedzieć Wam naszą ostatnią wyprawę…
Nadal jesteśmy pod jej dużym wrażeniem. Po powrocie za oknem ciągle widzimy Saską Szwajcarię a za rogiem mozelskie tarasy. Bardzo dużo się nauczycieliśmy, świat wina po raz kolejny otworzył przed nami swoje wrota i uświadomiliśmy sobie, jak wiele jeszcze przed nami.
Wątpliwości jak właściwie przekazać Wam nasze wrażenia mamy z powodu ilości spotkań, które odbyliśmy, uściśniętych rąk, wypitych butelek i przejechanych kilometrów. Trudno zawrzeć wszystko w jednym wpisie, by czegokolwiek nie pominąć. Dlatego dzisiejszym słowem wstępu mamy nadzieję zaciekawić Was i jednocześnie zaprosić do kolejnych opowieści z wybranych degustacji, miejsc i winnic.
Naszą czerwcową wizytę u zachodnich sąsiadów zaczęliśmy od Drezna. Miasto urzekło nas swoim spokojem, urokliwym wybrzeżem nad Łabą, trudną historią, piękną architekturą. Spacery po tym (podobno) najpiękniejszym mieście Niemiec, bardzo nas nastroiły. Drezno jest naprawdę interesujące zarówno w ciągu dnia, jak i wieczorami, kiedy miliony miejskich świateł stolicy Saksonii odbijają się w rzece. Historia tego miejsca jest bardzo bolesna. Dawniej Drezno nazywane było „barokową Florencją” i faktycznie można to sobie dziś nadal wyobrazić, jednak końcowe działania II wojny światowej i alianckie bombowce, sprawiły, że podczas nalotów miasto zostało praktycznie starte z powierzni Ziemi. Współcześnie Drezno jest symbolem „alianckiej zbrodni wojennej” i rzeczywiście to piętno widoczne jest na każdej ulicy, czy budynku. Historie osób, które przetrwały te tragiczne wydarzenia, robią naprawdę niesamowite wrażenie.
Tak się też złożyło, że w tym samym czasie odbywało się spotkanie Grupy Bilderberga, jako że było elitarne i zamknięte to niewiele udało nam się podpatrzeć. Drezno to nie tylko miasto imponujące swoimi zabytkami, bogatymi muzeami, czy architekturą. To również dziesiątki restauracji, romantyczne wybrzeże Łaby i mosty ją przecinające. W końcu to również centrum Saksońskiego Szlaku Winnego, którym ruszyliśmy zachwycając się drezdeńskimi przedmieściami. Nigdy wcześniej nie widzieliśmy tylu pięknie odrestaurowanych pałacyków i domów wzdłuż jednej krętej ulicy, trudno było opanować zachwyt.
Na naszej trasie odwiedziliśmy winnicę Zimmerling, prowadzoną przez Klausa Zimmerling i jego żonę Małgorzatę Chodakowską. Miejsce naprawdę urokliwe, przesiąknięte artystycznym duchem i ciężką fizyczną pracą – zostaliśmy przyjęci przez właściciela, a o naszej wizycie opowiemy Wam już wkrótce.
Będąc w Saksonii nie mogliśmy pominąć jej pięknego miejsca jakim są Góry Połabskie. Saksońska Szwajcaria, bo tak nazywany jest ten obszar, to co tu dużo mówić przepiękne miejsce. Piaskowce o oryginalnych kształtach, wyrzeźbionych przez erozje, imponująca Bastei, leżący opodal rozpięty nad przepaścią skalny most i ruiny średniowiecznego zamku, rozpościerające się widoki i kręta Łaba na długo pozostaną nam w pamięci. Udało nam się również odwiedzić zamek Festung Königstein, a wielkość jego murów obronnych doskonale uzasadnia jego udział w poczcie jednych z najbardziej cennych, pod względem historycznym i architektonicznym twierdz Europy. Jego historia jest na tyle bogata i dobrze udokumentowana (ciekawe muzeum na zamku), że z czystym sercem możemy Wam polecić wycieczkę w tamte rejony, naprawdę warto!
Kolejnym etapem naszej podróży do Niemiec i właściwie celem całej wyprawy była Mozela. I tu zaczyna się nasza kolejna piękna przygoda z winem w tle. Dzięki wspaniałej „opiece” Kuby Małeckiego (który jako znawca Rieslinga był dla nas nieocenioną pomocą, wskazywał wartych spróbowania, a czasem zupełnie w Polsce nieznanych winiarzy. Przy tym prywatnie jest po prostu bardzo pozytywnie nastawionym fanem wina) cały wyjazd był naprawdę niezwykłym doznaniem. Na pewno festiwal Mythos Mosel będzie przez nas odwiedzany w kolejnych latach. Jego forma i realizacja wydały nam się bardzo swojskie i jednocześnie bliskie. Brak zadufanego B2B robi wiele w takich spotkaniach, winiarz który wyciąga rękę, uśmiecha się polewając każdy kieliszek jest najlepszą wizytówką swojej nawet najmniejszej winnicy. Wzięliśmy udział w imprezie Rieslingiem płynącej, wystawiającej na próbę degustujących, aż do granic wytrzymałości. Cóż to była za przyjemność być wśród ludzi, którzy Rieslinga kochają, znają, ale też wciąż chcą poznawać na nowo jego kolejne oblicza!
Dzięki Kubie, wzięliśmy też udział w degustacji kilkunastu butelek u samego Clemensa Buscha, który wraz z żoną, po pracowitym weekendzie zechciał poświęcić nam swój czas, prezentując swoje wspaniałe butelki.
Podczas całej podróży udało nam się zdegustować dziesiątki butelek, poznać wiele ciekawych osobistości i ludzi zafascynowanych winem i samymi okolicznościami przyrody. Mozela i jej krajobraz to temat, który wałkowaliśmy całą podróż powrotną do Warszawy. Takich widoków, niesamowicie stromych parceli, nie jesteśmy w stanie porównać do niczego, co już udało nam się w życiu zobaczyć. Wyobraźcie sobie tylko zbocza, w którym już przed 2000 lat Celtowie i Rzymianie zakładali winnice. Winorośla rosnące na wspaniałych tarasach, które tylko tu zapewniają winogronom tak specyficzny mikroklimat i dają takie wina. To już temat na kolejny wpis, w którym opowiemy Wam również o spotkaniach z polskimi akcentami nad Mozelą, wspaniałych degustacjach i naszych odczuciach odnośnie festiwalu.