Prawy Brzeg Bordeaux w Winkolekcji


Miesiąc temu zdaliśmy Wam relację ze spotkania poświęconemu Lewemu Brzegowi Bordeaux zorganizowanemu w Winkolekcji. Opowieść o Bordeaux nie byłaby jednak pełna, bez udania się na Prawy Brzeg, co zrobiliśmy podczas kolejnego seminarium w tym samym miejscu.
O ile Medoc jest dość płaski, a winorośle wzrastają na żwirowych glebach naniesionych w ciągu minionych tysiącleci przez rzeki, to na Prawym Brzegu teren jest bardziej pofałdowany. Tutejsze morenowe pagórki zostały ukształtowane przez lodowiec. Ze względu na oddalenie od oceanu klimat jest zaś nieco cieplejszy. Niepodzielnym królem Prawego Brzegu jest Merlot, który stanowi 60% upraw. Drugie miejsce zajmuje Cabernet Franc, a dopiero trzeci jest Cabernet Sauvignon. W ostatnich latach można również zaobserwować zwiększający się areał Malbeca.
Co ciekawe w średniowieczu to właśnie Prawy Brzeg był bardziej rozwinięty winiarsko. Dopiero od XVIII wieku palmę pierwszeństwa zaczął przejmować Brzeg Lewy, to przecież tamtejszych winnic dotyczyła pierwsza i najsłynniejsza klasyfikacja z 1855 roku. Dopiero pod koniec ubiegłego wieku, głównie dzięki Robertowi Parkerowi, który zwykle lepiej oceniał wina z Prawego Brzegu, region powrócił do łask już nie tylko wśród krytyków winiarskich, ale i konsumentów.
Rozpoczęliśmy od Château Le Grand Moulin Blanc AOC Blaye Côtes de Bordeaux 2013 (52 zł). Białe wina stanowią ok. 10% produkcji na Prawym Brzegu. Dominuje Sémillon oraz Sauvignon Blanc z dodatkiem niewielkich ilości Sauvignon Gris. Również w tej pozycji 90% Sauvignon Blanc uzupełniony jest właśnie o Sauvignon Gris. Samo wino niestety nie zachwyciło. Co prawda można było wyczuć delikatne nuty ziołowo-trawiaste, jednak w tle czaiły się również nie do końca czysta, mokra ścierka. Można wyczuć, że wino jest już w fazie schodzącej, stąd pojawiająca się lekko obita skórka jabłkowa. Średnie.
W czerwonej etykiecie tej posiadłości – Château Le Grand Moulin Rouge AOC Blaye Côtes de Bordeaux 2012 (52 zł) znajduje się Merlot (75%), Cabernet Franc (20%) i Malbec (5%). Sama apelacja Blaye Côtes de Bordeaux leży dokładnie naprzeciwko Medoc i obejmuje 4700 hektarów produkujących 35 milionów butelek rocznie. Dominują tu gleby wapienne, piaszczyste i gliniasto-wapienne. Wspomniana butelka jest żywa i nieokrzesana. W nosie lekko warzywna, z akcentami porzeczkowych liści i niedojrzałych wiśni. Usta rustykalne, podwórkowe i bardzo lekkie. W finiszu pojawiają się zaś nuty przyprawowe i zadziorne taniny. Ciekawe, choć nie dla każdego, bo trzeba taki szczery i nieugładzony styl polubić. Dobre.
Wraz z kolejnym winem przenieśliśmy do leżącej zaraz na południe apelacji Côtes de Bourg. Mniejsza od Côtes do Bordeaux, obejmuje niecałe 4 tysiące hektarów z czego jedynie 25 hektarów stanowią białe odmiany. Château de Rivereau Côtes de Bourg 2010 (55 zł) to 70% Merlot z dodatkiem Cabernet Franc. Rok 2010 to jeden z lepszych roczników w ostatnim czasie, co dobrze widać w tym winie. Pachnie tłusto, wołowym rosołem, asfaltem i dojrzałą czarną porzeczką. Usta o ładnej koncentracji, choć ponownie główne nuty nie grają owoce, a przyprawy, mięsistość i papryka. Taniny silne, zwarte, ściśnięte obok siebie. Wino o bardzo dobrej relacji ceny do jakości, nadające się do odłożenia na 2-3 lata. Dobre+.
Najsłynniejsza z apelacji Prawego Brzegu to Saint-Émilion. Na 2260 hektarach powstają jedynie wina czerwone, a Merlot stanowi ok. 60% upraw. Charakterystyczne gleby to wapienne płyty przysypane na górze żwirem i gliną. W Château La Caze Belleuve Saint-Émilion 2010 (85 zł) udział Merlota sięga 80%, pozostała część to zaś Cabernet Franc. W porównaniu do poprzedniego wina z tego samego rocznika, ta pozycja jest bardziej słodka, z gęstym, skoncentrowanym, podsmażanym owocem. Dominują akcenty śliwki i wiśni, całość jest nieco konfiturowa, a taniny łagodniejsze i bardziej wtopione. Bogatsze od poprzednika, ale i bardziej przyjazne, otwarte. Dobre+.
Wszystkich zupełnie zaskoczyło następne wino z apelacji Lalande de Pomerol, leżącej na północ od swojego słynnego sąsiada Pomerol. Obejmuje jedynie 1040 hektarów, z czego 14% stanowią wina białe. Château La Fleur Chaigneau Lalande de Pomerol 2004 (79 zł) mimo kilkugodzinnego napowietrzania w karafce atakowało świeżymi, nieugładzonymi taninami, które w 12-letnim winie zupełnie nie pasowały do tego, co można by oczekiwać. W nosie z nutami ewolucji – pachnie sierścią, gnijącymi liściami, ale i kwiatami. Usta ziemiste, liściaste i zielone. Mało ciała, a owoc jest już schowany. Albo to wino już na wstępie miało za mało ekstraktu, albo po prostu przekroczyło swój najlepszy okres. Natomiast można sprobować pobawić się z nim kulinarnie i dobrać potrawę, która dobrze parowała by się z tanicznością – może stek z grubo mielonym pieprzem? Dobre-.
Skoro została już wspomniana, czas spróbować pochodzącego z niej wina. Apelacja Pomerol to obok Saint-Émilion najbardziej znany z regionów Prawego Brzegu. Obejmuje jedynie 800 hekatrów winorośli, co przekłada się na niecałe 5 milionów butelek. To tutaj leży jedna z najbardziej rozpoznawalnych posiadłości w Bordeaux, której wina uznawane były kiedyś za najdroższe na świecie – Château Pétrus. Oczywiście nie dane nam było spróbować takiej pozycji (ceny najnowszych roczników Pétrusa osiągają ponad 5 tysięcy złotych, a za butelki z najlepszych lat przyjdzie zapłacić kilka razy tyle), ale zostało nam zaprezentowane Château Mazeyres Pomerol 2011 (152 zł). Posiadłość przechodzi obecnie konwersję na biodynamikę, co w Bordeaux jest rzadko spotkane. Można się jedynie domyślać, że przyczyną może być próba przyspieszenia dojrzewania win do optymalnego czasu ich wypicia. Zwykle butelki pochodzące z uprawy biodynamicznej potrzebują mniej czasu w butelce niż te z „normalnej” uprawy. W tym winie Merlot to 80%, a uzupełniony został o Cabernet Franc. W nosie początkowo na pierwszym planie znajduje się gęsty, ciemny owoc. Stopniowo wychodzi więcej żwiru i dymu. Usta z czystą, bardzo elegancką owocową ekspresją dojrzałej, lekko podsmażanej śliwki. Do tego dobra kwasowość i świetnie układające się na podniebieniu, ugładzone taniny. Bardzo dobre.
Podobnie jak Medoc,100 lat później również Saint-Émilion doczekał się swojej klasyfikacji. Proces jej kształtowania przebiegał kilkuetapowo. Najpierw wybrano posiadłości, którym nadano tytuł Saint-Émilion Grand Cru. W kolejnym kroku tylko spośród nich wskazano te, które zostały awansowe do Grand Cru Classe, a najlepsze z nich uhonorowano ponadto kategoriami Grand Cru Classe „B” i najważniejsza Grand Cru Classe „A”. Odmiennie niż w Medoc, klasyfikacja w Saint-Émilion, podlega cyklicznym (choć i bardzo burzliwym, zwykle kończącym się w sądach) rewizjom. Ostatnia miała miejsce w 2012 roku. W jej wyniku mamy obecnie 4 posiadłości w najwyższej klasie: Pavie, Angélus, Cheval Blanc i Ausone, 14 w klasie „B” i 66 oznaczonych jako „zwykłe” Grand Cru Classe.
Zaproponowano nam spróbowanie dwóch win z 2008 rocznika, a rozpoczęliśmy od Château Grand Barrail Lamarzelle Saint-Émilion Grand Cru 2008 (139 zł) pachnie suszonymi śliwkami, wanilią, lukrecją. Stopniowo pojawiają się również nuty kwiatowe i maliny. Usta mniej skoncentrowane, niż może sugerować nos. Kwasowość jest przyjemna, choć niezbyt wysoka, a taniny bardzo wypolerowane, utrzymujące się w długim finiszu. Bardzo dobre-. Ostatnią pozycją była druga etykieta sklasyfikowanego jako Grand Cru Classe „B” Château Figeac – Grande Neuve de Figeac Saint-Émilion Grand Cru 2008 (195 zł). W tej butelce można było otrzeć się o najwyższe poziomy Saint-Émilion. Nos uwodził dojrzałym, bogatym, delikatnie likierowym owocem. Można było wyczuć śliwki, lukrecję, wiśnie, do których po kilku minutach dołączyła czarna porzeczka. Usta stosunkowo lekkie, ale z bardzo czystym owocem posypanym czarnym pieprzem. Do tego wyraźne, choć nieagresywne taniny. Bardzo dobre+.
Można pokusić się o stwierdzenie, że w porównaniu do Lewego Brzegu, wina z Brzegu Prawego są bardziej uwodzicielskie i miękkie. Taka różnorodność, możliwość konfrontowania swoich gustów z różnymi stylami stanowi właśnie o sile Bordeaux i popularności pochodzących stamtąd win, w których każdy znajdzie coś dla siebie.