Wieczór pisany szampańską szminką w Atelier Szampana

Silna, przedsiębiorcza i wyzwolona – taki obraz przypisuje się współczesnej kobiecie i przez to wymaga się od niej znacznie więcej niż jeszcze kilkanaście lat temu. Dodać do tego trzeba, że dobrze by była zgrabna, witalna, czuła, opiekuńcza, dobrze gotująca, cudowna matka, idealna żona, wspaniała kochanka, wyrozumiała ale jednocześnie wymagająca, zawodowo spełniona, rodzinnie cnotliwa itd. – przyznajcie że można się zmęczyć, a lista jest imponująca jak żadna inna.
W tym zwariowanym świece feministyczne ruchy wywalczyły już dla „nas” tak dużo, że aż przelewa się z naczynia, szczególnie mojego. Mam nieodparte wrażenie, że zapomina się o najważniejszym, a mianowicie o tym, że każda z nas jest inna, że mamy też swoje pasje, chcemy się czasem zatrzymać, przestać pędzić, że mamy również prawo do małych i tych najbardziej ekskluzywnych przyjemności. Są jednak miejsca i ludzie, którzy dbają o to, na co nam na co dzień brakuje czasu, do jednych z nich bez wątpienia należy zaliczyć inicjatywę Klubu Szampana dla Kobiet Biznesu.
Zanim opowiem Wam o konwencji wieczoru, swoją drogą przyjemnego i z miłym entourage, słowem wstępu mała anegdota na wejście.
Samo spotkanie odbyło się w Atelier Szampana, budynek niezwykle osobliwy, ale sama aranżacja miejsca rzeczywiście robi wrażenie i widać wielką pracę i serce włożone w szczegóły. Ręcznie robione podwieszone półki na wina, subtelna prezentacja poszczególnych domów szampana, wysublimowana sala konferencyjna z zachwycającymi lampami – jednym słowem zachowany idealny ład i skład, jak na elegancję szampana przystało. W tym miejscu, jednego wieczoru wiele uśmiechniętych, damskich twarzy, z różnych branż i środowisk – no i moja skromna osoba. Wszystko zaczyna się zgodnie z planem: miłe przywitania, znajome twarze, sympatyczne kobiece towarzystwo i niewielkie wsparcie gentelmanów, którzy trzeba przyznać, świetnie wywiązywali się ze swoich zadań. Jeden był aż na tyle uprzejmy, że chcąc wykazać swoje zainteresowanie, podpytywał jaką branże reprezentuję, skąd się tam wzięłam i czym się zajmuję. Może do statecznie prezentującej się „bizneswoman” wg zagadującego trochę mi brakuje, dlatego śmiało przyznałam się do bloga i sympatii do wina, na co jegomość stwierdził, że jestem z innej planetowo dziedziny i dziś napiję się szampana a nie jakiegoś tam wina. Uśmiechem przytaknęłam, mając po cichu nadzieję na szampańskie wino.
Założycielkami Klubu są trzy kobiety: Marta Dunin-Michałowska, Prezes Stowarzyszenia Branży Eventowej, Monika Żołnierzak, Dyrektor Sprzedaży Domu Szampana i Katarzyna Filip, Project Manager Atelier Szampana. Wszystkim trzem należą się ukłony za organizację i przygotowanie tego wyjątkowego wieczoru i za sam pomysł. Mam nadzieję że przesłanie jakim podzieliła się Marta Dunin-Michałowska sprawdzi się w 100% i miejsce to pozwoli szerzyć kulturę picia szampana, ale i stanie się okazją do miłych spotkań i nowych miłości do wina. Opracowany został już plan spotkań i propozycji tematycznych na cały rok, wg niego faktycznie mogą zostać osiągnięte pewne pułapy edukacyjne, a powiedzmy sobie szczerze niewiele jest okazji do degustacji szampana w długoterminowej perspektywie. Kuszące i pociągające jednocześnie; osobiście mocno trzymam kciuki za inicjatywę.
W towarzystwie kilkudziesięciu dam miałam przyjemność degustować dwa szampany: Forget-Chemin Carte Blanche Brut i Brut Rose Le Mesnil Sublime Grand Cru (179 zł).
Pierwszy był bliższy mojemu sercu: klasyczny i kwasowy. Kolor delikatny, z żółto srebrnymi refleksami. Ocenić mogę również ulotność jego bąbelków, które nie dominowały. Nos głęboki, cytrynowy i przez to bardzo żywy, witalny, w tle suszone fiołki. Usta owocowe, do zmysłów docierał smak jabłek i cytryny, pojawiła się charakterystyczna skórka chlebowa i miła mineralność.
Drugi, różowy, na pewno był bardziej wyrazisty, ciekawszy w finiszu choć jego struktura budziła we mnie mieszane uczucia. Większa ilość bąbelków i morelowy kolor. Nos gruszkowy i ponownie jabłkowy, dodałabym do tego bukiet kwiatowy. W ustach owocowość trzymana przez fale bąbelków, trochę maślana przez co taka pijalna, miło wkomponowana w przystawki krewetek i polędwiczek. Finisz cierpki, delikatnie kwaskowy, trochę mieszany: słodycz przeplatała się z goryczką. Prawdopodobnie wymagał większej koncentracji i skupienia, a w damskich towarzystwie wiadomo, że nie miał szans na dłuższą kontemplację. Różowy i dlatego przeze mnie numer dwa wieczoru.
Dodatkowymi atrakcjami wieczoru było między innymi sabrage czyli sztuka otwierania szampana szablą. Jej historia związana jest z czasami napoleońskimi i świętowaniem zwycięstw w towarzystwie arystokracji, właśnie poprzez otwieranie szampana szablami. Innymi był pokaz polo dance i losowanie konkursowego szampana. Chciałoby się powiedzieć inicjatywo trwaj, mam nadzieję, że będzie jeszcze wiele okazji by w kobiecym towarzystwie zmierzyć się nieraz z szampańskim wyzwaniem.