Restauracja Blue Cactus – zestawienie win w połączeniu z daniami

Udostępnij ten post

fot. Olaf Kuziemka
fot. Olaf Kuziemka

Truizmem wydaje się stwierdzenie, że należy pić wino do posiłków. Sprawa jest niby oczywista, ale w Polsce rzadko stosowana w praktyce i to z wielu powodów. Podczas poniedziałkowego spotkania, w gronie Winnych blogów, do którego dołączył Robert, trafiła się świetna okazja by o tym porozmawiać, skonfrontować doświadczenia ale i wysłuchać mądrzejszych.

Dzięki uprzejmości restauracji Blue Cactus wraz z: Tomaszem Koleckim-Majewiczem, Olafem i Pawłem (PoWINOwaci),  Robertem (Winiacz), Michałem Wine Mike Misiorem (Wine Trip Into Your Soul), Mariuszem (Pisane winem), Gabrielem (Do Trzech Dych) – mieliśmy możliwość zestawienia win w połączeniu z daniami przygotowanymi przez Marcina Kaźmierskiego.

Na początek przyszło nam się zmierzyć z grillowanymi warzywami – trzy rodzaje papryki, pomidor, cebula, bakłażan i cukinia. To z pozoru proste danie postawiło wysoko poprzeczkę. Do tego zestawu Tomasz Kołecki-Majewicz zaproponował Troupis Fteri Moschofilero Mantinea 2013, Domaine Bairaktaris Monolithos Nemea 2014 oraz Verdejo Pasos de la Capula 2012. Dwa wina greckie już niedługo powinny być dostępne w Polsce, Verdejo pochodzi z karty win gospodarzy. Moschofilero ma ładny nos i dobrą kwasowość, ale przy warzywach zupełnie straciło swój smak i charakter. Podobnie sprawa miała się z Verdejo, które pite solo było lekkim, owocowym winem a w połączeniu zwyczajnie nie udźwignęło grillowych nut. Najlepiej sprawdziło się tu Monolithos, które może nie wywołało entuzjazmu, ale stanowiło solidną podporę dania. Bardzo przyjemne – z nosem pełnym słodkich tropikalnych owoców i owocowością, dobrze zbalansowaną przez kwasowość.

fot. Olaf Kuziemka
fot. Olaf Kuziemka

Kolejnym daniem był grillowany łosoś, podany z pomarańczowym sosem barbecue, opartym na autorskiej mieszance przypraw szefa kuchni. Ryba była zrobiona idealnie – przypieczona na wierzchu i wciąż soczysta w środku. W szranki stanęły dwie butelki: Kühlig-Gillot Riesling Trocken 2013 (Jung&Lecker; 59 zł) oraz Carinea Torrontones 2012 (Estancia del vino; 49 zł). Trudno było wskazać faworyta. Dla mnie to starcie wygrał Riesling. Duże znaczenie odegrała tutaj moja słabość do tego szczepu, a po drugie wrażenie zrobiła jego dobra kwasowość, która znakomicie połączyła się z łososiem skropionym sokiem z limonki. Tym większe zaskoczenie, że wino próbowane solo nie było jak na Rieslinga nadmiernie kwaskowe. Torrontones to zupełnie nie mój styl, wino bardzo aromatyczne, gęste, o niskiej kwasowości – przytłoczyło danie.

Przyszedł czas na kurczaku z grilla i okazało się, że to był idealny moment na Simonsig Gewürztraminer Late Harvest 2013 (Vininova; 47,90 zł). Z winami z tego szczepu mam problem, Gewurztraminer obezwładnia swoją gęstością i słodyczą i rzadko udaje się wypić więcej niż jeden kieliszek. Z tą butelką byłoby pewnie podobnie, gdyby nie fakt, że w połączeniu z kurczakiem wyklarowała się jej świeża owocowość i kwasowości. Było to najlepsze połączenie tego wieczoru i powaliło na łopatki Spatburgundera Steinmühle 2012 (Jung&Lecker, 49 zł). W zestawieniu z daniem, w niemieckim Pinocie do głosu doszła gorycz i wino zanikło wśród smaków kurczaka.

fot. Olaf Kuziemka
fot. Olaf Kuziemka

Na sam koniec zaserwowano nam rostbefa z sezonowanego angusa ale podanego z sosem chimichurri. Argentyński sos okazał się dla win prawdziwym wyzwaniem, gdyż diametralnie zmieniał charakter dania, nadawał mu świeżości, ale też wyższej kwasowości. Barolo il Burbero Riserva 2005 (Vinotrio; 125 zł) już samo w sobie nie zachwyciło. Rzeczywiście łatwo było w nim doszukać się typowych dla Barolo nut, ale brakowało głębi i niuansów. Z rostbefem było poprawne, ale tylko poprawne. Zinfandel Woodhaven 2012 z listy win Blue Cactus spisał się lepiej, jak na Zina przystało był owocowy i ten charakter dodał mięsu uroku. Rasore Berbera d’Alba 2013 była lekka, delikatnie pociągnięta beczką i niestety pomimo dobrej kwasowości nie sprostała wspomnianemu sosowi.

Wypada wspomnieć jeszcze o dwóch winach, które nie udało mi się spróbować z wołowiną. Ardeche 2012 (Winnice.eu; 12,50 zł!) z południa Francji będące kupażem Garnachy, Syrah i Merlota okazało się przyjemnym,  nieskomplikowanym ale bardzo pijalnym winem. Jest pełne owoców i z niezłą kwasowością. Nie ma wiele ciała, ale idealnie nada się na spotkanie w gronie przyjaciół. Goriska Brda Krasno Rdece Vrhunsko Vino ZGP 2010 to zaś bardzo elegancka butelka, bodaj najlepsza a czerwonych tego wieczoru. Z nutami porzeczek, wyważoną owocowością, nutami ziemistymi, surowego mięsa (do głosu doszedł obecny w butelce Cabernet Franc), aksamitnymi taninami. Piękne wino.

fot. Olaf Kuziemka
fot. Olaf Kuziemka

Trudno podsumować ten wieczór jednym zdaniem. Zobaczyliśmy, że czasem niemal oczywiste połączenia mogą nas wywieźć na manowce, a wino po którym nie spodziewaliśmy się fajerwerków w duecie z jedzeniem pokazało prawdziwą klasę. Do odważnych świat należy, dlatego nie bójcie się próbować i przełamujcie konwenanse, bo być może odkryjecie połączenie o którym się nie śniło filozofom.

Pozostałe relacje znajdziecie na stronie Winnych Blogów, oraz u poszczególnych uczestników: