Włoski kwartet z Biedronki

Już od ponad tygodnia w Biedronce można zaopatrzyć się w wina z nowej, włoskiej oferty.
Tym razem Jeronimo Martins nie postawiło na marketing, a w samym sklepie trudno się zorientować, że na półkach zawitały włoskie świeżynki. Okazuje się jednak, że poczta pantoflowa ma dużą siłę rażenia i już nie w każdej Biedronce znajdziecie np. Lambrusco.
„Ciche propozycje” od strony cenowej bez wątpienia są bardzo atrakcyjne, gdyż najdroższe wina kosztują 24,99 zł. Z drugiej strony w tej kategorii cenowej, bardzo łatwo przekroczyć cienką granicę i wkroczyć w kategorię win, no cóż… niepijalnych. Balans ten jest niezwykłym ryzykiem, ale Biedronka to dyskont, który jako że ma ogólnopolski zasięg oddziaływania, może pozwolić sobie na taką „brawurę”. Winny hazard to również pociągająca przygoda, czy warta tej biedronkowej świeczki, to musicie sprawdzić sami. My wybraliśmy z tej selekcji cztery butelki. Wybór padł na dwa wina z lubionego przez nas Piemontu, na jedno musujące i ostatnie wzmacniane.
Na pierwszy ogień poszło Dolcetto Montiero 2013 (12,99 zł) od producenta Angelo Rocca & Figli. Szybki rzut oka na jego stronę internetową i listę 42 produkowanych win. Dostrzegamy skalę działalności tej firmy i drżymy. To nie wróży już dobrze. Ale niczego nie przesądzamy, staramy się zachować obiektywizm. W kieliszku o jasnym, czereśniowym kolorze. W nosie czujemy bardzo mało owocu (co najwyżej odrobinę dzikiej róży), a więcej nut liściasto – łodygowych i na dodatek dużo alkoholu. W ustach sporo kwasowości. W niedawno pitym przez nas Dolcetto kwasowość była harmonijna, tutaj z niczym się nie łączy, przeraża niekonsekwencją. Zaraz po pierwszym ataku ginie nam mini owoc, nigdzie nie da się go już uchwycić. Niestety wino jest kiepskie: ma mało ciała, niską koncentrację, a kwasowość jest zbyt wybujała.
Pozostając przy Piemoncie, pełni optymizmu, otwieramy Riva Leone Barbera 2013 (16,99 zł). Producent MGM Mondo del Vino – znany choćby z serii La Piuma, również obecnej w Biedronce. Od poprzednika ciemniejsze w kolorze, który tutaj jest bardziej wiśniowy, z fioletowym połyskiem. Nos wyraźnie czystszy, czujemy trochę więcej czereśniowego owocu. W ustach niższa kwasowość (choć wino wciąż nie jest półwytrawne jak mówi etykieta), lepiej zarysowane owoce, choć nadal butelka jest bardzo rozwodniona i tylko nazwa pozwala stwierdzić, że mamy do czynienia z Barberą. Średnie.
Wino musujące reprezentuje Mirabello Lambrusco dell`Emilia IGT (11,99 zł). Jesteśmy już na skraju wyczerpania, ale się nie poddajemy, do głowy docierają słowa piosenki: „Otwieram wino ze swoją dziewczyną, chciałbym żeby ten czas nie przeminął (…)”, oby to pasowało, oby pasowało, przecież tak lubimy Lambrusco i wiemy, że we Włoszech za niewygórowane pieniądze można znaleźć naprawdę przyjemne codzienne butelki. Co prawda, większość importowanych do Polski butelek to przesłodzone, landrynkowe świństwa, ale tutaj słowo „amabile” wskazuje, że mamy do czynienia z półsłodką wersją, wątpliwości jest coraz więcej i napięcie sięga zenitu. Jakże miłe zaskoczenie, gdy po otwarciu butelki okazuje się, że mamy do czynienia z winem o przyjemnej kwasowości, sporej dawce wiśniowej owocowości i ciekawym ziemisto-marcepanowo-mącznym posmaku. Kolor jet głęboki, jagodowy, nieprzezroczysty. Cukier choć niewątpliwie obecny, nie zdominował odbioru. Na pewno pomaga obecność delikatnych bąbelków (frizzante), ale patrząc przez pryzmat ceny to dobre wino, warte zakupu. Idąc kluczem terytorialnym spróbujcie je do szynki parmeńskiej albo po prostu wypijcie solo.
Na koniec zostało nam wino wzmacniane – Marsala Lando (17,99 zł). Kiedyś pochodząca z Sycylii Marsala, m.in. dzięki zamówieniu przez admirała Nelsona kilkuset beczek dla swojej floty, cieszyła się bardzo dużą popularnością. Obecnie okres świetności ma już za sobą, ale uparci Sycylijczycy próbują ponownie przekonać do niej konsumentów. Wino w kieliszku ma brunatny kolor, przypominający pitego przez nas ostatnio Pedro Ximeneza. W nosie orzechy, zielona herbata, figi i kandyzowane owoce. W ustach zaskakująco dużo kwasowości i ciekawy orzechowo-palony posmak. Dobre.
Dotarliśmy do końca. Najlepsze okazały się wina, na które w ciemno byśmy nie stawiali, bo trudno byłoby uwierzyć, że Lambrusco i Marsala w Biedronkowej wersji mogą nam tak smakować. Tych win dyskont nie powinien się wstydzić, czekamy na dalsze ciche niespodzianki.