Lilliano Chianti Classico 2011 – wakacyjne zdobycze

Udostępnij ten post

DSC_0170W Winnych Wtorkach czas na kolejny temat „na czasie”. Po przynoszących ulgę w upałach Muscadetach, dziś blogerzy sięgają po wina przywiezione z wakacji. Ta tematyka nie jest nam obca i z radością podeszliśmy do zaproponowanej okazji. Nasi najbliżsi nie dziwią się już, gdy limity bagażowe w liniach lotniczych przeliczamy na ilość butelek, które możemy przywieźć. Sztukę optymalizowania zawartości toreb w celu upakowania win mamy już opanowaną niemal do perfekcji. Skoro ceny butelek za granicą zwykle są o co najmniej 25% tańsze niż w Polsce, a wybór lokalnych win w oczywisty sposób jest większy, nie ma co się dziwić takim praktykom.

Tym razem otwieram butelkę z podróży, która pod względem winnej logistyki była dużo prostsza. Lilliano Chianti Classico Ruspoli 2011 zakupiliśmy bowiem jeszcze podczas poprzednich wakacji, na które wybraliśmy się samochodem. Tenuta di Lilliano to winnica usytuowana w Castellina in Chianti. Obejmuje ona 50 hektarów winorośli, które rozlokowane są na wysokości od 260 do 33 m.n.p.m. W naszej butelce mamy oczywiście Sangiovese (80-85%) uzupełnione głównie o Colorino i Canaiolo. Po pierwszej fermentacji wino przechowywane jest w cementowych zbiornikach, gdzie przechodzi drugą, malolaktyczną fermentację. Następnie jest przelewane do stalowych tanków i średniej wielkości beczek. Po roku następuje butelkowanie i dalsze dojrzewanie w butelkach (2-3 lata).

W sukurs tej butelce podążyła pogoda. Trudno byłoby nam skusić się na jej otwarcie jeszcze kilka dni temu. Wtedy przy lejącym się z nieba żarze, marzyliśmy jedynie o białych, schłodzonych winach. Dziś, gdy kontemplujemy to Chianti na balkonie, kiedy momentami jest nam nawet chłodno, takie wino o średniej budowie wydaje się wręcz stworzone jako kompan wieczoru. Wracamy też myślami do naszych ubiegłorocznych podróży po Chianti. Mieliśmy okazję przejechać je wzdłuż i wszerz. Te wzgórza porośnięte cyprysami, zbocza pełne winorośli i kamienne miasteczka na wzgórzach do dziś wzbudzają u nas uśmiech i tęsknotę.

Wino ma ładny, błyszczący, krwisty kolor. W nosie na pierwszym planie mamy sporo wanilii, która nieco przesłania owocowość. Do tego trochę nut wiejskich i niestety wychodzący alkohol (14%). Usta już zdecydowanie bardziej owocowe. W klimacie wiśni z szypułkami i kwaskowych, nie do końca dojrzałych malin. W finiszu wyraźnie zarysowane, drapiące taniny.

Robert: W tym winie podoba mi się coś, co pewnie wiele osób mogłoby uznać za mankament. Jest ono nieoszlifowane. Tu wychodzi trochę alkoholu, tam szorstkie taniny, w jeszcze innym miejscu kwasowość. Trochę to wszystko nie jest ze sobą poskładane, ale jako całość daje wrażenie charakterności, zadziorności i pazura. A takie wina przemawiają do mnie o wiele bardziej, niż gładkie, ułożone i zaplanowane „od A do Z” butelki.

Marta: Robert jest chyba zbyt pobłażliwy w stosunku do tej butelki. Mnie nie porwała, choć z każdym kieliszkiem chciałam jej dać na nowo szansę. Może lepiej sprawdziłaby się w towarzystwie jakiej włoskiej kolacji? Choć z drugiej strony sama możliwość powrotu za sprawą tego wina, do naszej ubiegłorocznej włoskiej podróży, warta była jego otworzenia. Bo wino to nie tylko zawartość butelki, ale cała gama wspomnień i emocji, które niesie ze sobą.


Podsumowanie:

Zacharakter, szorstkość.

Przeciw wyczuwalny w nosie alkohol.

Ocena – dobre-.


Co inni blogerzy przywieźli z wakacji:

Dolina Mozeli

Blurppp

Zdegustowany

Przy winie

Winniczek

Italianizatto

Kobiety i wino

Sstarwines